Uwielbiam słuchać. Również porannego świergotu ptaków w moim ogrodzie, który codziennie budzi i nie pozwala się wyspać. Jest w tym śpiewie jakaś magia. Błyskawicznie stawia na nogi i powoduje, że chce się witać nowy dzień.

REKLAMA

Co z tego, że jesienny ponury i mglisty? Że o świcie i o kilka godzin za wcześnie? Wstaję, uśmiecham się i słucham tych ptasich dyskusji w wykonaniu kosów, jemiołuszek, sikorek i sójek. One naprawdę przyjaźnie szczebioczą ze sobą!!!

Nie jestem ornitologiem, a jedynie obserwatorem. Może zbyt euforycznie? Może na wyrost oceniam ten głośny świergot? Coś mnie jednak utwierdza w przekonaniu, że ptasia społeczność umie lepiej i dojrzalej wymieniać poglądy oraz ustalać, kto jest dobry, kto lepszy, a kto najlepszy. W cywilizowany sposób, bo bez agresji, dziobania i wyrywania sobie piór.

W przeciwieństwie do nas, ludzkiego gatunku. Ludzki świergot ostatnio mnie przeraża. Nie ten polityczny, ale bliski, towarzyski, sąsiedzki... O nim będę tutaj pisał. Ale nie tylko. Również o takim, który lubię i dzięki któremu chce mi się żyć.