O tym, który wrzucił do internetu zdjęcia prywatnych rzeczy ofiar katastrofy wiemy tylko tyle: Gość (nv), pt., 09/03/2012 - 13:27. Wiemy więc, że linki do plików na stronie prawicowego serwisu umieścił dziś o 13.27 i zrobił to anonimowo jako "Gość".
Ten ktoś zadał sobie dużo trudu. Fotografii jest kilkadziesiąt. W większości są to prywatne rzeczy ofiar, ale są także zdjęcia zrobione na miejscu w Smoleńsku bardzo szybko po katastrofie. Dokumentują wrak i prace przy nim niedługo po 10 kwietnia. Tak przynajmniej ocenił to jeden z dziennikarzy, który o Smoleńsku wydał wcześniej książkę.
Mamy więc do czynienia z zupełnie bezprecedensowym wyciekiem informacji. Owszem, wcześniej z prokuratury wypływały materiały poufne. Różne protokoły, fragmenty przesłuchań, informacje o czarnych skrzynkach, etc. Ale jeszcze nigdy nie wypłynęło nic tak osobiście bolesnego.
My staraliśmy się wybrać jak najmniej osobiste fotografie. Tylko po to, by udowodnić przeciek. Wybór nie był łatwy dlatego, że osobiste są prawie wszystkie. Przeglądając je napotykam na dokumenty posłów, których dobrze znałem, na zegarek, którego właściciela łatwo rozpoznać, na materiały funkcjonariusza BOR, którego kiedyś poznałem.
Nie wiem, czy potrafię sobie wyobrazić reakcję rodzin ofiar, które dowiedzą się, że wszyscy w internecie mogą zobaczyć te fotografie. Zdaję sobie sprawę, jak wielki to ból. Niezależna.pl usunęła zdjęcia, ale przecież one gdzieś tam są. Zostały umieszczone na serwerach imageshack i cały czas na nich pozostają. Zastanawiam się, czym kierował się "Gość". Dobrem rodzin na pewno nie. Na pewno nie dobrem śledztwa. Miał jakieś własne powody, które mam nadzieję wyjaśni, gdy dotrze do niego prokuratura.
