Dr Mateusz Klinowski ostro i na granicy dobrego smaku krytykuje dziś w natemat.pl reformy, przeprowadzone w nauce i szkolnictwie wyższym. Cenię krytykę i spór na argumenty. Ale gdy krytyka opiera się na przekłamaniach i ogólnikach – muszę ostro zaprotestować.
I chciałabym wierzyć, Panie Mateuszu, że formułuje Pan swoje zarzuty wyłącznie jako młody naukowiec, nie zaś znany z kontrowersyjnych stwierdzeń aktywny politycznie sympatyk Ruchu Palikota, który zamiast merytorycznej dyskusji, szuka politycznego zwarcia.
Minister może tylko – albo aż – stwarzać możliwości, z których młodzi naukowcy powinni korzystać. A jeśli uczelnia im to uniemożliwia i traktuje ich - jak określa Pan w swoim wpisie - jak „chłopstwo pańszczyźniane”, to sami młodzi nie powinni się na to godzić i z podniesioną głową powinni zawalczyć o należne im prawa i miejsce na uczelniach. Tak jak ja nie mogę zgodzić się ze stwierdzeniem, że reformy, jakie wprowadzamy, uderzają w młodych naukowców i są „okruchami sypanymi ze stołu”. Przeciwnie – reformy stworzyły młodym badaczom możliwości, jakich przedtem nie mieli. I właśnie dlatego, że już dawno dostrzegłam feudalne struktury na uczelniach, konsekwentnie wprowadzam zmiany, które mają ułatwić młodym, uzdolnionym, ambitnym naukowcom karierę.
Kilka faktów. Od ponad dwóch lat młodzi naukowcy mają realną możliwość uczestniczenia w tworzonej w resorcie polityce naukowej dotyczącej młodego pokolenia. W 2010 roku powołałam bowiem Radę Młodych Naukowców, wybieraną przez młode środowisko akademickie. Rada przedstawia ministrowi opinie i rekomendacje w sprawach dotyczących m.in. usuwania barier w rozwoju karier młodych badaczy.A jej obecni i byli członkowie są zapraszani do gremiów oceniających wnioski o dofinansowanie projektów naukowych.
W ciągu ostatnich lat powstało w samym resorcie kilka – nie „pobożnych życzeń” – ale sprawnie działających inicjatyw skierowanych do młodych (np. Diamentowy Grant, Iuventus Plus, Mobilność Plus, TOP 500 Innovators). Uruchamialiśmy je wierząc, że naukowcy już na starcie powinni mieć możliwości uczestniczenia w ambitnych projektach, a także otwartą ścieżkę realizacji własnych pomysłów. Ponadto w działającym od ponad dwóch lat Narodowym Programie Rozwoju Humanistyki młodym naukowcom dedykowany jest moduł ich wspierający i umożliwiający np. finansowanie zagranicznych stypendiów post-doktorskich. Adresowane tylko do młodych badaczy projekty mają też Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (Lider, ERA-NET E-RARE, ERA-NET NEURON II) oraz Narodowe Centrum Nauki (Preludium, Sonata, Sonata Bis, staże podoktorskie), w którym to sami naukowcy decydują, jakie ambitne pomysły badawcze finansować.
Zarzuca Pan NCN brak profesjonalizmu. Moja ocena tej instytucji jest inna. Polecam zapoznać się bliżej z działalnością NCN i przeczytanie tekstu prof. Andrzeja Jajszczyka w „Gazecie Wyborczej” . Warto też, by poznał Pan zasady przydzielania grantów i ich obsługi, gdyż w Polsce uniwersytety nie opodatkowują grantów, jak Pan stwierdził na swym blogu. Uczelnie, uchwałami autonomicznych Senatów, ustalają tzw. koszty pośrednie, czyli opłaty za zużycie energii, wody, opłaty za telefony itp. Wysokość kwot zależy tylko i wyłącznie od uczelni.
Nieprawdziwe jest też stwierdzenie, że naukowcy otrzymują z NCN mniejsze granty niż dostają najmłodsi badacze – jeszcze studenci – w ramach Diamentowych Grantów. Średnia kwota Diamentowego Grantu to 170 tys. zł, a średnia grantu przyznanego przez NCN w 2012 r. wynosi 476 tys. zł. Z sugestią, że wyjazdy laureatów Diamentowych Grantów na zagraniczne konferencje to wydawanie pieniędzy na „konsumpcję” trudno nawet dyskutować. Każdy aktywny naukowiec wie, że zagraniczna współpraca i wymiana pomysłów leży u podstaw uprawiania współczesnej nauki na wysokim poziomie, która nie może zamykać się w swoim zaścianku. A właśnie uprawiania nauki, mierzącej się ze światowymi dokonaniami, oczekujemy od najbardziej utalentowanych studentów i młodej generacji naukowców.
Zupełnie nie mogę zgodzić się z krytyką przyznawania stypendiów ministra dla wybitnych młodych naukowców, którego pan Klinowski, jak stwierdza, nie otrzymał – w przeciwieństwie do 171 wybitnych laureatów tego wyróżnienia. Pan Klinowski utrzymuje, że kryteria oceny wniosków są nieznane. Nie jest to prawdą, gdyż podane są w rozporządzeniu z dnia 9 września 2010 r., dostępnym na stronach internetowych resortu. Pod uwagę bierze się, m.in. poziom badań naukowych, dorobek naukowy, nagrody i wyróżnienia krajowe i zagraniczne, stopień w jakim badania stanowią wkład w rozwój danej dyscypliny naukowej. Istotnym elementem oceny wniosku jest także udział w projektach międzynarodowych oraz w stypendiach i stażach zagranicznych. Każda decyzja odmowna, również ta którą otrzymał pan Klinowski, opatrzona jest wyjaśnieniem. Jeśli jest ono niesatysfakcjonujące, to wystarczy zwrócić się z prośbą o dodatkowe informacje do ministerstwa.
Na koniec swego wpisu, skierowanego do mnie, pan Mateusz Klinowski oznajmia, że pogrzebałam jego nadzieje na uprawianie w Polsce nauki i sugeruje, że zajmie się polityką, by stworzyć „warunki dla rozwoju naukowego dla przyszłych pokoleń”. Jeśli jednak nie sprawdzi się Pan w polityce, to proponuję nie zrażać się porażkami w konkursach o granty i stypendia dla młodych naukowców, ale powrócić do nauki i aplikować o pieniądze na badania naukowe w konkursach skierowanych do dojrzałych naukowców. Może wówczas się uda.
