REKLAMA

Śmiesznie było od samego początku. Fanfary i fajerwerki: linia lotnicza kupila sobie samoloty. Linia lotnicza szczęśliwa, media zachlyśnięte niewiarygodnym tym wydarzeniem, narodowe święto, radość, sukces jakich tak potrzebujemy. Jednym słowem: wiocha. A tu niespodzianka! Uups! Nie ma kasy. Wszyscy świętujący cokolwiek zdezorientowani : to jak to jest w końcu – sukces czy nie sukces? Obywatele niby ciągle zadowoleni ale w mediach zwrot: nie ma dnia by nie donosiły o technicznych wpadkach tych samolotów gdzieś na świecie. I jak tu latać i przy tym się cieszyć? Strach. Ale, że Polak do heroicznych czynów zdolny w imię wyższej sprawy, to poleci, bo zawsze gotów olać medialne narzekania i wesprzeć naszą, polską bidulę w potrzebie. No i teraz finale grande! Tuż przed zapowiadanym nowym rozdziałem w historii naszych lotniczych sukcesów, czyli "dziewiczym lotem" (teraz złośliwi dodają, że miał być jednak powrotny) do Ameryki, do "polskiego Chicago", media relacjonują, że odbyła się narada kierownictwa przewoźnika na temat czy można tym latać. Taka wiadomość dla czekających na odlot pasażerów to jakiś ciekawy eksperyment. Wyjątkowe osiągnięcie piarowskie. Na miejscu ktoś jednak wyręczył kierownictwo przewoźnika i uziemił samolot. Dla bezpieczeństwa podróżnych! Na miejscu szanownego kierownictwa przewoźnika bym się pochlastał. Życzę tej firmie skutecznego bankructwa.