Do niedawna zupełna egzotyka bez przyszłości. Skazana na życie w cieniu innych dyscyplin. Bliska bankructwa. Teraz to jedna z najszybciej rozwijających się lig świata. Amerykańska Major League Soccer wznawia rozgrywki. David Beckham, Landon Donovan, Robbie Keane, Thierry Henry po raz pierwszy wybiegną na ligowe boiska. To już 17. sezon MLS.

REKLAMA

Na fali mistrzostw świata organizowanych przez Stany Zjednoczone w 1994 roku wzrosła popularnośc piłki noznej. Oczywiście soccer w żadnym stopniu nie konkurował, i nadal nie konkuruje, z futbolem amerykańskim, czy koszykówką. Dla większości Amerykanów piłka nożna to jednak wciąż sport dość dziwny, jak dla nas dziwny jest chociażby bejsbol.

Rozgrywki MLS ruszyły w 1996 roku, ale początek był na tyle katastrofalny, że po kilku latach zastanawiano się nad zamknięciem ligi. Teraz nie ma o tym mowy. Duża w tym zasługa sportowego Midasa, który zamienia wszystko w złoto - Davida Beckhama. To dla niego zmieniono dość skomplikowane przepisy "salary cap" (ograniczenia płacowe w klubach), kiedy przychodził do Los Angeles Galaxy. A przychodził z wielką pompą.

Już wczesniej za oceanem pojawiali się piłkarze z dużymi nazwiskami, ale w wiekszości byli to piłkarscy dziadkowie. "Becks" zmienił ten sposób rozumowania. W sezonie 2011 Galaxy wygrali MLS Cup, ale po rozgrywkach wszyscy drżeli o przyszłość Anglika, którego petrodolarami kusiło PSG. Beckham zdecydował się jednak podpisać nowy, dwuletni kontrakt z ekipą z Depot Center.

W Galaxy graja też inni światni piłkarze - Robbie Keane i Landon Donovan, którzy zimą byli na udanych wypożyczeniach w klubach Premier League. Od nowego sezonu w Hollywood będzie grał dobry znajomy z rodzimych boisk - Marcelo Sarvas, który niedawno występował w Polonii Warszawa. Niezły przeskok - grać u boku Jodłowca, grać u boku Beckhama. Marzenia się spełniają. To jednak nic w porównaniu do tego, czego dokonał niejaki Jhonny Alexandre Arteaga. Kolumbijczyk w poprzednim sezonie kopał piłkę na piłkarskich pastwiskach w ŁKS-ie Łomża. Teraz zagra u boku Thierry'ego Henry'ego w New York Red Bulls.

Co do Henry'ego - wielki piłkarz, którego miałem okazję kiedyś poznać. Kocha Londyn, pokochał Nowy Jork. Lubi żyć w metropoliach. - Tu jest jednak spora różnica. Mogę spokojnie wyjść z domu i mam pewność, że nikt mnie nie rozpozna - powiedział kiedyś Henry. Na pewno nie jest tak popularny jak chociażby ten pan - LeBron James, który na filmiku poniżej wita się z Francuzem, ale mam wrażenie, że za cholerę nie wie kim on jest.

Wspomniałem o Sarvasie i Arteadze, którzy biegali po polskich boiskach. Narodowych wątków jest znacznie więcej - znacznie większego kalibru. Pionierami myśli szkoleniowej w Stanach są Polacy. Robert Warzycha prowadzi czwarty sezon Columbus Crew. Piotr Nowak rządzi w Philadelphia Union. Ten drugi zdobył takie zaufanie Amerykanów, że zatrudnili go w reprezentacji USA. Nowak był asystentem Boba Bradleya, co bez wątpienia było dużą nobilitacją.

W MLS jest jeszcze Chris Wondolowski. Pamiętacie? Przymierzano go do reprezentacji Polski. Ostatecznie nic z tego nie wyszło, ale trzeba przyznać, że gość potrafi strzelać bramki.

Rośnie popularność ligi, rosną stadiony. Od 2005 roku wybudowano lub wyremontowano aż 10 obiektów. W tym sezonie zostaną otwarte dwa nowe, typowo piłkarskie obiekty - BBVA Compass Stadium w Houston i Stade Saputo w Montrealu, w którym będzie grała dzięwiętnasta franczyza ligi - Impact.

Do niedawna takie obiekty byłyby zupełnie niepotrzebne. Na ligowe mecze przychodziła garstka ludzi. Grało się więc na ogromnych, świecących pustkami stadionach futbolowych. O tym jak ludzie w Ameryce zmienili pogląd na soccer niech świadczy fakt, że środowy mecz Toronto z Galaxy w Lidze Mistrzów CONCACAF na stadionie Rogers Center oglądało 47 tysięcy kibiców.

MLS mozecie oglądać w Polsce na antenie Orange Sport. Zapraszam z soboty na niedzielę. Godzina 4:35:) Godzina straszna. Jedni kładą się spać, inni wstają, większość śpi.

Komentuję mecz Los Angeles Galaxy, które zagra z Realem Salt Lake City. Mamy zatem powtórkę z ubiegłorocznego finału Konferencji Zachodniej wygranego przez ekipę z Hollywood 3:1. Przekonajcie się, że nie taki diabeł straszny...MLS da się oglądać!