Francuska interwencja w Mali nie byłaby zapewne konieczna, gdyby w stolicy stacjonowała planowania już od jakiegoś czasu misja szkoleniowa UE. Nie byłaby konieczna, bo dżihadyści nie zaatakowaliby miasta, w którym znajduje się europejski personel wojskowy. A tak rebelianci wykorzystali próżnię unijnego nic nie robienia. Dlaczego próżnię? Bo na papierze Unia robi w regionie wiele.
Jakie są fakty?
Od dwóch lat mamy unijną strategię na rzecz bezpieczeństwa i rozwoju w regionie Sahelu. Jej częścią jest mapa wskazująca obszar aktywności Al-Kaidy. Północ Mali to czerwona plama, oznaczająca, że nad tym terytorium nie ma żadnej państwowej kontroli i to tam szkolą się islamscy terroryści. Polityczna wola, więc była, nie starczyło jej jednak na faktyczne działanie. I nie chodzi o militarną interwencję, ale o wykorzystanie tego, co Unia potrafi najlepiej- szkolenie miejscowych sił bezpieczeństwa.
Symptom choroby.
"Słabiutka Unia" w Mali - powtarzając za GW- to symptom większej choroby. Wielkie nadzieje na politykę zagraniczną z prawdziwego zdarzenia, które rozbudziło powołanie kilka lat temu unijnego quasi ministerstwa spraw zagranicznych, mają mało wspólnego z rzeczywistością. I nie chodzi jedynie o powołanie na jej szefa nikomu nieznanej i mało sprawnej lady Ashton, ile o europejskie stolice z zazdrością strzegące swoich wpływów na świecie. W niesieniu pomocy humanitarnej i rozwojowej Unia jest światowym prymusem. Jednak dzisiejsze punkty zapalne wymagają także zębów, a te trzymają w ręku europejscy ministrowie obrony, niechętni użyczaniu ich na potrzeby UE.
Instrumenty do działania są, ale co z tego, skoro nikt na serio nie chce ich użyć.
Wspólna polityka obronna Unii od dawna jest kością niezgody. Część państw woli stawiać na NATO. Inni widzą w Unii szansę na sprawne zaangażowanie w dzisiejsze konflikty, gdzie obok wojsk liczy się silne zaangażowanie cywilne, potrzebne do stabilizacji terenów ogarniętych wojną. Dlatego ja sam za Ministrem Sikorskim widzę w Unii duży potencjał. Pozostanie on jednak niewykorzystany dopóty, dopóki jej działanie będzie za każdym razem zakładnikiem decyzji w europejskich stolicach. I nie chodzi o to, że Unia nie ma żadnych sukcesów (jest nim np. misja z udziałem Polaków w Czadzie), ale, że jest niezdolna do podjęcia bardziej sensownych działań przez brak woli politycznej.
Polska misja w Afryce?
Tak, bo Mali to dowód na to, że islamski radykalizm wyszedł z Afganistanu i znalazł się znacznie bliżej Europy. Dlatego francuska interwencja jest w naszym interesie, dlatego też w naszym interesie jest stabilizacja tego regionu. I dlatego w końcu, życzyć powinniśmy sobie realizacji unijnych strategii. Islamscy radykałowie wypchnięci zostali z Algierii, ich broń pochodzi najprawdopodobniej z Libii, Mali jest, więc częścią większej układanki, na którą potrzeba kompleksowej odpowiedzi, a tej nie dostarczy żaden kraj w pojedynkę.
