Nie klaskałem posłance Krystynie Pawłowicz po jej wystąpieniu w piątek. Od jej stwierdzenia o jałowych, bo bezdzietnych związkach partnerskich blisko jest do stwierdzenia, że generalnie osoby bezdzietne są społeczeństwu zbędne. Była to wypowiedź dzieląca, dla wielu par bolesna, takie słowa nie powinny padać z sejmowej mównicy. Jednocześnie zastanawiam się nad społeczną, internetową reakcją na wystąpienie posłanki Pawłowicz.

REKLAMA

Posłanka Pawłowicz wiele osób rozśmieszyła, wiele osób zasmuciła, wiele osób wkurzyła. Z jaką reakcją powinny spotkać się takie słowa jak jej? Rozważmy możliwości.

Po pierwsze więc powstał fanpage poszukujący męża dla Krystyny Pawłowicz. Nie wiem, z jakich powodów Krystyna Pawłowicz nie ma męża i szczerze mówiąc nie sądzę, by była to moja sprawa. Jest to jej sprawa. Nie sądzę by była to Wasza sprawa. Tak jak nie chcę żeby posłanka Pawłowicz interesowała się moim prywatnym życiem, tak ja nie chcę interesować się nim. Nie chcę też niepotrzebnie sprawiać komuś przykrości. Akcja "Poszukiwania męża dla poseł Pawłowicz" jest dla pani poseł upokarzająca i jako taka mi się nie podoba. Nie chcę by ktokolwiek - niezależnie czy się z nim zgadzam, czy się nie zgadzam - był z powodów prywatnych upokarzany w sferze publicznej. Każdy żart jest dobry tylko do pewnego momentu. Aż zamienia się w korytarzową kocówę i nękanie. Takie mam wrażenie w przypadku posłanki Pawłowicz. Coś co na początku było śmieszne, już nie jest. I przypomina gnębienie słabszego w gimnazjum. Posłanka Pawłowicz nie jest słabsza? Ależ oczywiście że w internecie, w mediach społecznościowych jest słabsza.

Tak jak nie podoba mi się pierwszy sposób reakcji na Krystynę Pawłowicz, tak nie podoba mi się drugi. Nazwę go lekceważeniem. Można bowiem puścić mimo uszu te głupoty, które posłanka Pawłowicz i inni opowiadali z mównicy. Ale w moim przekonaniu nie należy tego robić. W Sejmie słowa mają moc określania rzeczywistości, nazywania jej, a także kształtowania jej. Jeżeli będziemy puszczać mimo uszu takie stwierdzenia, to wykuwać będą one społeczne postawy, a potem ustawy. Słowa które pada z mównicy nie można zostawiać samego sobie. Trzeba się nim zająć, trzeba je poprzeć, lub mu się sprzeciwić. Bo teraz nie będzie związków partnerskich, a po 10 latach puszczania posłanek Pawłowicz mimo uszu, nie będzie rozwodów albo legalnej antykoncepcji. Jest więc z tym tak, jak z akcją w londyńskim metrze: If you see something, say something. Coś widzimy, coś powiedzmy.

Ponieważ tak jak większość komentujących w naTemat uważam, że posłance Pawłowicz należy się sprzeciwić, to moim zdaniem należy wprost mówić, że to co powiedziała z mównicy było niedopuszczalne. Protestować, pikietować Sejm, wysyłać listy do Platformy, PiSu i innych partii. Blogować, twittować, krytykować na Facebooku.

Ale odpowiedzią na upokorzenie nie może być upokorzenie. Odpowiedzią na zniewagę nie może być zniewaga. Odpowiedzią na głupstwo nie może być głupstwo. Bo w czym jesteśmy wtedy lepsi od posłanki Pawłowicz? Tym że lepiej poruszamy się w mediach społecznościowych?