Nie każdemu dane jest zaczerpnąć odrobinę ze źródła mądrości.
Spotkałam kiedyś, podczas wyprawy do Ameryki Południowej Indianina. Nie był zbyt wysoki, nie był też niski. Miał czarne włosy. Tak czarne i proste, jakby dopiero wyszedł od fryzjera. Nie dość, że miały piękny kolor i strukturę, to jeszcze lśniły w słońcu jak wypolerowana srebrna zastawa. Nie chciał ze mną rozmawiać, bo był uprzedzony do białych, a zwłaszcza do Polaków. Musiałam zdobyć jego zaufanie, bo bardzo zależało mi na tym, by przywieźć do domu coś więcej niż pocztówki z zachodem słońca i kilka muszli. Rozbiłam własnoręcznie tipi i przestawiłam się na koczowniczy tryb życia. Wyłączałam komórkę na dzień, tradycyjnie nie odpisywałam na maile, przestawałam zamawiać dania - teraz przyrządzałam je osobiście. Jednak nic nie zdołało nagiąć mojego indiańskiego przyjaciela. Wciąż uparcie udawał, że mnie nie widzi. Próbowałam wszystkiego. Podstawiałam nogę, podrzucałam żaby i przybiegałam na ratunek.
Próbowałam wszystkiego, żeby choć przez chwilę ze mną porozmawiał, sprzedał mi kilka mądrości.
Na nic to się wszystko zdało. Indianin umarł ze starości, a ja wróciłam do domu.
Indianin George był jeden, ale mądrość jest nieograniczona. George i jego przyjaciele będą powracać ze swymi przypowieściami . Przypowieściami o Skrzydlatym Sercu, Magicznym Naparze, Tajemniczych Dyrdymałach...

