Mocno trzymam kciuki za wybór Anny Grodzkiej na wicemarszałkinię Sejmu. A nie mogę tego powiedzieć o każdym innym kandydacie, jakiego wystawiłby Ruch Palikota. Ba. Nie mogę powiedzieć, żebym jakoś szczególnie popierał dotychczas pomysły polityczne Ruchu Palikota, albo Ruch jako taki. Jestem w sumie wyborcą raczej konserwatywnym, raczej nieszczególnie wrażliwym na przymus nadążania w każdej sprawie obyczajowej za Zachodem i do tego jeszcze katolikiem, więc to co mówi Kościół ma dla mnie znaczenie.

REKLAMA

Z tym całym zestawem swoich poglądów bardzo mocno popieram wybór Anny Grodzkiej. Uważam, że posłanka Grodzka ma wystarczające życiowe, wystarczające polityczne i wystarczające społeczne doświadczenie, by wejść do prezydium sejmu.

Grodzka od wielu lat działa na rzecz równouprawnienia, przez lata prowadziła fundację Trans-Fuzja, dostała prawie 20 tysięcy głosów w wyborach w Krakowie. To wynik dający podstawy, żeby wejść do władz Sejmu. Mniej głosów od Grodzkiej dostał w wyborach wicemarszałek Wenderlich, niewiele więcej dostał wicemarszałek Grabarczyk, ponad dwa razy mniej otrzymał wicemarszałek Grzeszczak.

Kilka zdań przypomnienia, w jakich okolicznościach dochodzi do zmiany w prezydium Sejmu. Ruch Palikota wycofał poparcie dla wicemarszałkini Wandy Nowickiej po aferze z premiami. Przypominam zachowanie innych wicemarszałków w tej sprawie. Cezary Grabarczyk uciekł do windy, Jerzy Wenderlich ochrzanił dziennikarza, a Marek Kuchciński oddał na cele charytatywne tylko symboliczną sumę. Jakoś tak przeczuwam, że Anna Grodzka nie uciekałaby do windy i nie fukałaby na reportera. Od lat dostaje trudne pytania. Od lat z klasą umie na nie odpowiadać.

Anna Grodzka budzi w Sejmie (wiem, że nie minęło jeszcze wiele czasu) moje zaufanie swoim zachowaniem, aktywnością, zaangażowaniem, sposobem wypowiedzi. Nie boję się, że jej wybór narazi Sejm na wizerunkowy problem. Wizerunkowo polski sejm dużo dzięki niemu zyska.

Wczoraj szanse Grodzkiej na wybór zauważył Huffington Post. Jej wybór zauważy wiele innych mediów. Nie mamy wizerunku kraju szczególnie tolerancyjnego i otwartego. Jedno głosowanie nad wicemarszałkinią Grodzką zrobi tu więcej niż kosztujące miliony akcje PR-owe rządu. Jednocześnie mocny i dobry sygnał pójdzie do Polaków. Że trzeba szanować inne orientacje seksualne, że na bliźniego warto patrzeć bez uprzedzeń, w sposób otwarty. Do dyskusji publicznej bardziej niż do tej pory przebiją się problemy mniejszości seksualnych. Ładnie to napisała Janina Jankowska: Dzięki temu może moja mądra, po czterech fakultetach, zasłużona dla Polski, żyjąca w dramatycznych warunkach mieszkaniowych koleżanka z SWS, dostanie wreszcie pracę.

Miałem nadzieję, że sprawę wyboru Anny Grodzkiej uda się zrobić nie polityczną, ale taką ludzką, normalną. Niestety już widać, że to niemożliwe. Donald Tusk na konferencji prasowej zasugerował, że nie widzi w ogóle powodu, by odwoływać wicemarszałkinię Nowicką. A prawicowe media już wpadły w histerię. Wybór Anny Grodzkiej jeden z prawicowych publicystów nazwał "tsunami nienormalności", a pomysł wyboru transseksualisty do prezydium Sejmu dowodem na "zakompleksienie typowe dla postkolonialnych krajów".

W sumie to podziwiam Annę Grodzką. Wiedziała, że godząc się na kandydowanie przejdzie przez piekło. Ono się właśnie zaczęło wraz z pierwszymi nienawistnymi komentarzami. Co ja mogę zrobić, to trzymać kciuki, opublikować ten, czy inny artykuł popierający Annę Grodzką i próbować przekonać moją mamę - posłankę, by na Grodzką oddała głos, jeśli do głosowania dojdzie. Co też uczynię.