Historia o Januszu co nie chciał Wandy znalazła dzisiaj swój finał. Przewodniczący Palikot pozbył się ze swoich szeregów posłanki Wandy Nowickiej, ale to z pewnością nie koniec politycznego teatru, jaki obserwujemy od jakiegoś czasu.

REKLAMA

Doszedłem do wniosku, że jednak jest coś co łączy ogień z wodą – czyli Janusza Palikota z Jarosławem Kaczyńskim. Doprowadziło mnie do tego wniosku obserwowanie przez ostatnie tygodnie naszej sceny politycznej. Najpierw tragikomedia z Wandą Nowicką, dramat Anny Grodzkiej, a teraz tragifarsa z prof. Piotrem Glińskim. Chciałbym, aby ten tydzień się skończył.

W polityce mało jest miejsca na emocje, ale w tym wypadku czuję niesmak. Polityka dopuszcza różne fortele, podchody i zwroty akcji. Nie ma jednak mojej zgody na cyniczne wykorzystywanie ludzi i wystawianie ich na pośmiewisko. To obrzydliwe. Z jednej strony Anna Grodzka użyta przez Janusza Palikota, by ponownie pod sztandarem liberalizacji i szerzenia tolerancji powrócić na pierwszy plan politycznej gry. Dodatkowo podpuszczona przez klubową koleżankę Wandę Nowicką i postawiona w bardzo niekomfortowej sytuacji. Z drugiej, sytuacja z żenującym żartowaniem o gwałtach. Wart Pac Pałaca a Pałac Paca.

Cynizm pana Palikota przekroczył granice i wylał się na całą polską scenę polityczną. Lider ruchu poparcia swojej osoby dziś wygląda jakby dostał cios, po którym wykrwawia się politycznie w ciężkich konwulsjach. Cios tym boleśniejszy, że przyszedł od „Brutusa” - Wandy Nowickiej, której dzisiejsze zachowanie i medialne tłumaczenia są w moim odczuciu mistyfikacją „idealizmu”. Nie trzeba wiele rozumieć z polityki, by wiedzieć, że jest to gra zespołowa, a single po krótkim kadencyjnym żywocie są nieuchronnie skazani na porażkę. Niezależnie od tego jak prawe i silne ideały za nimi stoją, jaką opcję światopoglądową wspierają i jakie zasługi można im przypisać. Wanda Nowicka opowiadając, że nie rezygnuje bo musi walczyć o „sprawę” naraża się na śmieszność, gdyż albo nie rozumie, że sama nie jest w stanie nic osiągnąć, albo kpi z wyborców, byle tylko utrzymać intratne stanowisko.

Wszystko to nasuwa pytanie, czy ten dziwaczny twór polityczny, jakim jest Ruch Palikota, ma jakąkolwiek dalszą rację bytu?

Annę Grodzką wykorzystał w wewnętrznych wojenkach Janusz Palikot. Z pewnością mocno odchoruje piątkowe upokorzenie.

Z drugiej strony politycznej sceny Jarosław Kaczyński wykorzystuje profesora Piotra Glińskiego. Kandydat na premiera rządu technicznego, specjalizujący się w zagadnieniach społeczeństwa obywatelskiego, prof. Gliński - jak leming rzuca się w przepaść po polityczną śmierć. Powinienem wzruszyć ramionami, bo przecież to moi konkurenci polityczni, ale styl tego działania budzi naprawdę niesmak. Ciekawe tylko, czy skoro jeden i drugi lider partyjny zwykł powtarzać, że w polityce nie ma rzeczy niemożliwych, to wkrótce nie zobaczymy jakiejś taktycznej akcji we wspólnym wykonaniu. Niby ręki sobie nie podadzą, ale żeby popsuć szyki konkurentom, to już zupełnie inna sprawa…