Siedemdziesięciu akredytowanych na proces Katarzyny W. dziennikarzy to liczba, która robi wrażenie. Nawet na mnie. A przecież zdarzało mi się pracować w tłumie reporterów. 70-ciu na jednej sądowej sali? Nie wiem czy tylu było na procesie Lwa Rywina w Warszawie. Proces Katarzyny W. (z obowiązkowym dodatkiem: matki małej Madzi) jeden z moich kolegów po piórze (tvs.pl) zdążył już nazwać "procesem stulecia". Obawiam się, że liczy to w latach. Wolałbym, żeby w godzinach. I żeby sto godzin po wyroku nikt o tym procesie nie pamiętał.
Wolę dziś nie włączać telewizora. Jedna ze stacji ma podobno od 9-tej specjalny program a w nim śmigłowiec nad aresztem śledczym w Katowicach.
Ja tylko w jednym przypadku chciałbym o tym procesie słyszeć. Tylko w jednym przypadku chciałbym o nim czytać i wiedzieć. Gdyby w tak wielkiej grupie dziennikarzy znalazł się jeden inny od wszystkich. To chyba nie jest zbyt ambitne oczekiwanie.
Ten jeden nie będzie relacjonował, co założyła Katarzyna W., co mówiła, albo jak milczała. Nie będzie robił wejścia na żywo w każdej przerwie. I nie będzie przepytywał każdego, nawet najdalszego członka rodziny Katarzyny W., byleby mieć jakąś wypowiedź do materiału. Nie będzie też zadawał prokuratorowi tych wszystkich idiotycznych pytań: "O co jest oskarżona" i obrońcom: "Jak się czuje w areszcie". Daruje mi też opisy, jak według śledczych doszło do tego, do czego doszło. Daruje też to nieznośne stopniowanie: najgłośniejsza sprawa ostatnich lat, proces stulecia...
Chciałbym żeby ten jeden patrząc na Katarzynę W. powiedział mi coś, czego jeszcze nie wiem. Może o banalności zła? Dlaczego, według wielu jest tak fascynujące, skoro mi w tym przypadku wydaje się tak zupełnie nieciekawe. Całkowicie pozbawione głębi. Publika telewizyjna ma dziś jak sądzę nadzieję, że zobaczy potwora na ławie oskarżonych, ucieleśnienie zła. Jeden z tabloidów spekulował, że Katarzyna W. omota strażnika więziennego i ucieknie z aresztu. Wkrótce możemy przeczytać, że omota sędziego i dostanie ułaskawienie. Mnie tymczasem matka Madzi wydaje mi się postacią zupełnie nieinteresującą, zręczną manipulatorką, nieszczęśliwą kobietą oskarżoną o straszny czyn. Dramatyczna, ale niestety banalna w swoim przebiegu zbrodnia.
Chciałbym aby ten jeden dziennikarz napisał coś, co będzie się czytało nie łatwo, a trudno. Coś co warte jest więcej niż złotówkę w kiosku, albo gratis na internetowym portalu. Chciałbym, aby patrzył nie tylko na Katarzynę W. Ale żeby patrzył w drugą stronę. Aby patrzył na dziennikarzy. I wyjaśnił mi, co w tej sprawie oni widzą ciekawego, co sprawia, że przejechali kilkaset kilometrów, by uczestniczyć w procesie, który procesem stulecia nie będzie.
Jarosław Kuźniar odrzucił wczoraj z emfazą wezwanie o "dzień bez matki Madzi". Na Facebooku napisał: Nie z hienizmu jutro o tym powiemy ale z oszustwa. Dla mnie ta sprawa jest ciekawa właśnie z powodu kłamstwa, na jakie nabrał się każdy z nas. Źle zaplanowanej akcji mało zrównoważonej Katarzyny W. Każdy, kto nią dziś poniewiera i życzy jej śmierci, trzymał kciuki żeby Magda się odnalazła. Bo wierzył (krótko), że ta młoda kobieta straciła ukochaną córkę. Dziś wiele wskazuje, że ją zabiła ale nie zmienia to faktu, że byliśmy z nią. To przez oszustwo jest teraz nazywana w sieci "matkobójczynią", "mordercą", "su...ą", to przez oszustwo i skrajne emocje jesteśmy ciekawi jak było na prawdę.
Obawiam się, że wszyscy już dobrze wiemy, jak było naprawdę. Natomiast jeśli chodzi o oszustwo Jarku, to twoja firma, patrząc na stronę internetową tvn24 zupełnie nie zajmuje się wyjaśnianiem mechanizmu kłamstwa. Na stronie głównej znalazłem dziś 18 zajawek (osiemnaście!) procesu Katarzyny W. Tylko jedną można uznać za próbę wyjaśnienia mechanizmu kłamstwa (dziennikarze mówią, jak ich oszukała). Czy więc naprawdę chodzi o opis mechanizmu oszustwa?
Jeśli zresztą chodzi o opisywanie oszustwa, łatwowierności, naiwności ludzi, to czy przypadek Katarzyny W. jest najlepszy? Mówi coś więcej o mechanizmie oszustwa niż Amber Gold, kryzys finansowy, albo tych kilkudziesięciu oszukanych codziennie przez domokrążców i "wnuczków".
Czy mówi cokolwiek więcej o ludzkich namiętnościach, emocjach, o patologii. Zabić nie jest trudno. Ale to już wiemy. Ile razy w roku słyszymy: "To był taki zwykły, miły sąsiad" po krwawo zakończonej domowej awanturze. Kuchenny nóż jest najczęściej używanym w Polsce narzędziem zbrodni. Nic szczególnie wymyślnego. Nic wyjątkowo pomysłowego.
W Polsce w każdym miesiącu popełnianych jest niestety wiele strasznych czynów. Dlaczego właśnie ten ma znaczenie? Bo znaczenie nadały mu tabloidy? Ciekawy byłby esej o zbiorowej utracie własnego myślenia. O tym jak dwie brukowe gazety i jedna telewizja przekonały nas, że zdarzyła się rzecz ważna. I to nie wtedy, w tygodniu dramatycznych poszukiwań dziewczynki. Tylko tak ważna, że ważna jest także dziś. Wiele miesięcy później.
Nie ogłaszam dnia, tygodnia, ani miesiąca bez Katarzyny W. Nie widzę powodu, by ogłaszać specjalną akcję w sprawie, która jest tak banalna.
