Abelard Giza z kabaretu Limo drwił na publicznej antenie (TVP2) z katolickich świętości, na co grupa posłów PiS zareagowała skargą do KRRiT. Lepszą formą protestu byłoby wyśmianie twórczości komika. Liberalna demokracja daje obywatelom dużą swobodę wypowiedzi, ale to oznacza, że wartości bronić tu łatwiej w bezpośredniej debacie niż na drodze sądowej czy administracyjnej. Wolno obrażać, wolno czuć się obrażonym i wolno wyrazić to żartem lub przeciwnie, dowieść, że żart był nie na miejscu.

REKLAMA

Polska Ustawa o radiofonii i telewizji z 26 grudnia 1992 jako jedyny akt prawny (obok preambuły Konstytucji RP) zawiera wzmiankę o wartościach chrześcijańskich, co na organy państwa nakłada obowiązek chronienia tych wartości, ale zarazem otwiera bardzo szerokie pole interpretacyjne, bo żaden polski akt prawny tych wartości nie definiuje.

Skargi napływające do publicznego regulatora mediów elektronicznych, jakim jest KRRiT, rzadko osiągają swój skutek, na co zresztą prawie nikt się nie skarży, bo skuteczna ochrona wartości chrześcijańskich odbywa się Polsce w podobny sposób jak w innych krajach europejskich, nie na drodze postępowania sądowego czy administracyjnego (procesy Nergala i Nieznalskiej to jednak rzadkość), ale przede wszystkim w toku debaty publicznej przez formułowanie i ścieranie się stanowisk, w czym niestety chętniej uczestniczą politycy i artyści niż sami obywatele.

Bierność obywateli obniża standardy polskiej polityki i kultury masowej. W starych demokracjach agresywne postawy piętnowane są przez opinię publiczną, więc każdy polityka czy artysta, który liczy na szersze poparcie, unika ich jak ognia, a jeśli mimo wszystko się na nie zdobywa, musi to uzasadnić jakąś wyjątkową sytuacją egzystencjalną, w przeciwnym staje się persona non grata.

Bezradni, słabo zorganizowani i nieskorzy do pisania protestów obywatele widzą to jednak inaczej, wolą, żeby o ich wartości upomnieli się politycy lub bliżej nieokreślone, bezosobowe urzędy, co w odniesieniu do wartości najbardziej fundamentalnych nigdy nie może być skuteczne. W społeczności islamskiej, także tej żyjące w Europie, ta bezradność prowadzi do agresji, a nawet przemocy, ale w Polsce, starej demokracji o korzeniach szlacheckich rozmowa nawet najbardziej zantagonizowanych stron nie powinna być trudna.

Abelard Giza powiedział na żywo w terze coś, czego być może nie powiedziałby w tej formie po dłuższym zastanowieniu, a ci, którzy poczuli się tym urażeni mogą z tego swobodnie zadrwić, a także, jeśli się wysilą, pokazać mu wyniki sondaży zrobionych w lokalnej prasie oraz o tym, czy na ich podstawie kabaret Limo może liczyć na występy ich mieście, czy może raczej wręcz przeciwnie.