
Za kilka godzin minął trzy lata od Katastrofy smoleńskiej, wg. przeprowadzonych badań 52 proc. Polaków nie zna odpowiedzi na najważniejsze pytania dotyczące katastrofy, 34 proc. uważa, że najważniejsze kwestie zostały wyjaśnione, a ponad 10 proc. nie ma zdania na ten temat.
Wiadomo jednak,że dnia 10 kwietnia 2010 o godzinie 8:41 czasu środkowoeuropejskiego doszło do katastrofy lotniczej w której zginęło 96 osób. Była to największa katastrofa pod względem liczby ofiar w dziejach Sił Powietrznych RP. Na dzień przed obchodami tragedii odbyła się demonstracja przed Ambasadą rosyjską w Warszawie, która następnie udała się pod Belweder, Kancelarię Premiera, na koniec pod Pałac Prezydencki. Okrzyki w stylu: "zdrajcy pod sąd“, „rząd pod sąd“, „to był zamach“, stały się już tradycją.
Świat płacze tylko wtedy gdy to konieczne i najkrócej, tak krótko jak się tylko da, bo starty zawsze gdzieś się zatracają, a życie trwa dalej i nikt umarłych nie wskrzesi. Dziś nikt nie zapłakał, jutro też będzie to raczej rzadkość, nieludzki chłód, gorzki śmiech, dzika, zwierzęca „radość“. Żyjemy w wiecznej negacji, ba, nawet w negacji negacji, w wiecznym niezadowoleniu oraz żalu do całego świata. Każdy uśmiech jest występkiem, a próba pozytywnego nastawienia rodzi podejrzenia. Zdecydowałem się zrobić materiał o kolejnej rocznicy Smoleńska tylko dla tego, że postanowiłem odnaleźć odrobinę szczerości i prawdziwych, a nie nagranych emocji.
Dusząca pospolitość agresji, złości i banalnej wulgarności chwytała mnie dziś za gardło od samego początku demonstracji, aż mnie oczy piekły.
Dodam tylko, że bardzo dobrze pamiętam ten tragiczny poranek trzy lata temu, poszarpany obraz w telewizorze, taki nieprawdopodobny i nierzeczywisty. Smutne i gniewne dźwięki ulicznej rozpaczy. Myśli nie nadążały za informacjami, mętne światła telewizorów jak jakieś upiorne oka, pulsowały w każdym polskim oknie, kadłub poranka, jak odrętwiały zwierz skulił się pod siebie. Tego dnia każdy Polak śnił ten sam koszmar, skuleni w identycznej, czarnej luce istnienia, pytaliśmy siebie „dlaczego?“ Zmęczony wszelkimi hipotezami załączam kilka zdjęć.
