Gdy buduje się teorię spiskową trzeba zadbać o to aby miała przysłowiowe ręce i nogi. Teoria współpracy Donalda Tuska z potencjalnymi zamachowcami jest najbardziej nielogiczna ze wszystkich.

REKLAMA

Wczoraj wieczorem w TVP Info odbyła się debata, którą można streścić hasłem „kto zabił”. Gośćmi (prawdopodobnie jednego z ostatnich odcinków) programu „Bliżej” Jana Pospieszalskiego byli Rafał Ziemkiewicz, Tomasz Sakiewicz i Andrzej Stankiewicz. Teorie, które tam były przedstawiane z czysto teoretycznego punktu widzenia można podzielić na abstrakcyjne acz logiczne i absolutnie kuriozalne.

Jeżeli przyjąć najbardziej idiotyczną teorię, jakoby rząd miał współpracować z zamachowcami to najpierw trzeba podsumować wszystkie argumenty za i przeciw. Jaki interes miałby Donald Tusk, (którego zdjęcia z Władimirem Putinem są wszechobecne już nie tylko na Internetowych portalach ale i na okładkach tygodników) w doprowadzeniu do katastrofy ?

Wzajemna niechęć premiera i zmarłego prezydenta to za mało. Nawet największy idiota nie zdecydowałby się na likwidacje przeciwnika wraz z masą niewinnych ludzi w tym dowódców własnego wojska, polityków etc. Przypomnieć trzeba, że rok 2010 tak jak rok 2007 to okres dramatycznego spadku poparcia dla PiS i prezydenta Kaczyńskiego. Wbrew wszelkim mitomanom nie był on groźnym przeciwnikiem dla Donalda Tuska w wyścigu o fotel głowy państwa.

Donald Tusk z rakietą na kilka sekund przed zamachem.
Donald Tusk z rakietą na kilka sekund przed zamachem. Foto: fakt.pl

Należy uświadomić sobie wszystkie następstwa takiej decyzji. Donald Tusk nie jest osobą, na którą kiedykolwiek bym zagłosował. Nie można jednak powiedzieć aby był aż takim idiotą by zdecydować się na uczestnictwo w zamachu na głowę własnego państwa i pozostałe osoby. Tym bardziej, że jego potencjalny współpracownik mógłby takie informacje wykorzystać do zastraszania go. Czysta kalkulacja polityczna też była oczywista – śmierć wywoła współczucie, które wzmocni opozycje.

W wyniku katastrofy PiS uratował swoje notowania i zdobył elektorat kierujący się emocjami. Donald Tusk wycofał się ze startu w wyborach prezydenckich i jest obecnie strzępkiem nerwów, którego głównym zajęciem stała się walka z opozycją i oskarżeniami. Te wszystkie następstwa były do przewidzenia przez najmniej rozgarniętego człowieka. Sama niechęć do prezydenta, dziś tak uwypuklana i przerysowana jest niewystarczającym argumentem.

Tą kartą gra jednak medialne zaplecze partii Kaczyńskiego stając się coraz bardziej niepoważne i skrajne, zamykając sobie drogę do szerokiego grona odbiorców.