Fot. Sławomir Kamiński/ Agencja Gazeta

Sejmowa Hawełka ma różne wady. Dziennikarze TVN właśnie wydłużyli ich listę informując, że do dań w niej używano soli przemysłowej. Przyjmuję tą informację ze spokojem tym większym, że jadam w Hawełce od lat i żadnych skutków ubocznych nie zaobserwowałem.

REKLAMA

W Hawełce zawsze jadło się tłusto. To jest podstawowy problem tego miejsca. Zaczynając od lady z lewej - rano stoi tam sałatka jarzynowa (z majonezem), jajko z majonezem, tłusty biały ser, śledzie w oleju, wędliny. Następnie była lada z zupami. Wielkim szczęściem jest trafić na taką, która powstała bez użycia niebywałej ilości śmietany, albo nie była gotowana na mięsie. Dalej jest część drugodaniowa, choć wiem że to niezgrabnie brzmi. Jest w niej przegląd mięs, ziemniaki, która obsługa tak jak pierogi, kluski i co się tylko da, polewa chętnie roztopionym masłem, albo skwarkami. Wielkim szczęściem jest trafić na coś dietetycznego. Często jest ryba, ale prawie nigdy ta gotowana na parze. No i wreszcie mamy ciasta. Zapewniam - żadne nie wpływa dobrze na poziom cukru. Tak jak obiad nie robi dobrze na cholesterol.

Wyboru jednak w Sejmie nie ma wielkiego, zwłaszcza odkąd marszałek Sejmu zamknął dziennikarzom dostęp do konkurencyjnej wobec Hawełki restauracji w sejmowym hotelu dla posłów. Jadłem więc te tłuste posiłki przez lata, czasami kilka razy w tygodniu.

Teraz się dowiaduję, że przyjąłem w tym czasie nieznaną ilość groźnej (wg TVN) soli spożywczej. Napiszę zupełnie szczerze: nigdy nie odczułem na sobie szkodliwego działania tej soli. Ponieważ tłuszcz jest przekaźnikiem smaku, to śniadania i obiady w Hawełce zawsze mi smakowały. Zacząłem się pojawiać w Sejmie w 2000 roku, od 2001 roku byłem tam regularnym gościem (także gościem restauracyjnym). Jeżeli ta sól spożywcza jest groźna, to chyba po 12 latach odczuwałbym ja, klient jakieś skutki, prawda? Tymczasem zupełnie nic.

W głośnym sporze TVN kontra minister rolnictwa o ujawnienie zakładów spożywczych, które używały soli przemysłowej stoję ostatecznie po stronie Marka Sawickiego. Mam rozbudzoną konsumencką świadomość, wkurzają mnie firmy, które ukrywają skład produktów, albo wciskają konsumentom kit. Jednocześnie jeszcze bardziej (znając charakter mediów) boję się narodowej nagonki i paniki, rozwalenia polskiego przemysłu spożywczego ku uciesze konkurentów. Odbudowywanie go zajęłoby pewnie lata, masa ludzi straciłaby prace, a media i tak po 2 dniach zajęłyby się innym tematem.