W trakcie wczorajszej debaty sejmowej Minister Gospodarki przez niemal półtorej godziny przedstawiał szczegółowe statystyki dotyczące produkcji i eksportu samochodów w Polsce i na świecie. Niestety Januszowi Piechocińskiemu udało się udowodnić jedynie to, iż w kategorii długości wygłaszanych przemówień mógłby być godnym przeciwnikiem Fidela Castro.
Minister Gospodarki niestety nie potrafił właściwie zinterpretować przywoływanych danych. Uwadze Premiera Piechocińskiego umknął fakt, że od 2008 roku produkcja samochodów w Polsce spadła dramatycznie. O ile jeszcze 5 lat temu w Polsce produkowano 842 tys. samochodów osobowych, o tyle w ubiegłym roku liczba ta wyniosła jedynie 540 tysięcy. Co gorsza prognozuje się, iż w 2013 roku z polskich fabryk wyjedzie niewiele ponad 400 tysięcy aut. To o połowę mniej, niż w roku 2008.
Ewidentna zapaść polskiego przemysłu samochodowego jest szczególnie widoczna, jeśli spojrzy się na to, co się dzieje w fabryce Fiata w Tychach. Wystarczy wspomnieć, że w samym 2013 roku zwolniono prawie 1500 osób. Te masowe w redukcje etatów Tychach związane są z podjętą 2 lata temu decyzją zarządu Fiata o przeniesieniu z ziemi polskiej do Włoch produkcji Fiata Panda. Decyzji, która spotkała się z całkowitą obojętnością polskiego rządu. W czasie gdy zapadały decyzje dotyczące miejsca produkcji Pandy Classic, ówczesny wicepremier Waldemar Pawlak ze stoickim spokojem oświadczał, iż Fiat jest „korporacją prywatną, która decyduje o tym, gdzie będzie lokowała poszczególne modele”.
Minister Piechociński wymieniał wczoraj skomplikowane nazwy międzyresortowych zespołów do spraw przeprowadzania analiz, i wspominał o pomysłach wartych rozważenia, jednak niestety zabrakło konkretów. W zamian z mównicy sejmowej usłyszeliśmy plotkę o tym, jakoby istniały duże szanse, że od roku 2014 „Tychy” będą produkować nowy model Fiata 500. W sejmowej debacie na tak ważny temat od ministra wymagać jednak należy nieco więcej, niż tylko plotek.
Minister Piechociński za zapaść – bo tak to należy nazwać – polskiego przemysłu motoryzacyjnego obwiniał światowy kryzys. Nie sposób się nie zgodzić, że jedną z konsekwencji dekoniunktury był spadek sprzedaży samochodów. Ale trudno też nie zauważyć, że są kraje – i to całkiem niedaleko naszych południowych granic – którym kryzys nie zaszkodził. W Czechach produkcja samochodów osobowych wzrosła w kryzysowych latach o 25% - z 934 tys. w roku 2008 do prawie 1.172 tys. w roku ubiegłym. Jeszcze większy wzrost produkcji w tym samym okresie – o 41% - odnotowała Rumunia (z 231 do prawie 327 tys.). Absolutnym rekordzistą była jednak Słowacja, gdzie wyprodukowano w roku ubiegłym 900 tys. aut, o 56% więcej niż w roku 2008 (prawie 576 tys.). Skoro więc tam się udaje, to dlaczego nie udaje się u nas?
Otóż dlatego, że Czesi czy Słowacy potrafią przyciągać nowych inwestorów i dbać o tych, których już u siebie mają. Niestety polski rząd tego nie potrafi. Dowodzą tego liczby.
Generalnie mówiąc, optymalna strategia gospodarcza powinna opierać się na dwóch filarach. Po pierwsze, na nieprzeszkadzaniu małym i średnim firmom. Po drugie, na aktywnym wspieraniu strategicznych sektorów gospodarki. Niestety, strategia optymalna to nie strategia polskiego rządu. Ostatnie posunięcia ministerstwa finansów jasno dowodzą, że Jacek Rostowski prześciga sam siebie w pomysłach na gnębienie MŚP. O przykładach takiego działania pisałem w tym miejscu wielokrotnie.
Rząd nie ma też pomysłu na to, jak zadbać o strategiczne sektory gospodarki. Chyba że za taki pomysł uznać można program „Polskie Inwestycje”. Premier zamierza wpompować około 60 miliardów złotych w przemysł, głównie w energetykę. Te gigantyczne inwestycje będą realizowane przez spółki skarbu państwa, zarówno te już istniejące, jak i nowo powołane. Nie miejsce to i nie czas, żeby zastanawiać się, gdzie Premier zamierza znaleźć na to pieniądze. Ale warto zadać pytanie, czy nie rozsądniej byłoby najpierw wspierać prywatne firmy, które już w Polsce zainwestowały, oraz zachęcać nowych inwestorów – co jest przecież znacznie tańsze – a dopiero potem budować fabryki, od zera i za państwowe pieniądze.
Niestety, polski rząd takich działań nie podejmuje. Gdyby było inaczej, być może Minister nie musiałby wczoraj mówić o programach wsparcia dla zwolnionych już pracowników Fiata i o samochodowych plotkach. Być może w ogóle nie byłoby potrzeby odbycia tej debaty.
