Parlament Europejski potępił stronę internetową holenderskiej Partii Wolności, na której można składać donosy na przybyszów z Europy Wschodniej. Potraktujmy tę sprawę jako pretekst do zastanowienia się nad klimatem jaki panuje w Europie wokół kwestii imigrantów. Problemy tych społeczności to temat, o którym od dłuższego czasu można rozmawiać bez ryzyka bycia posądzonym o ksenofobię.

REKLAMA

Portal został skrytykowany za pogwałcenie podstawowych wartości Unii Europejskiej jakimi są godność osoby ludzkiej, wolność, równość, praworządność i poszanowanie praw człowieka. Eurodeputowani zaapelowali do rządu holenderskiego by zdystansował się od tej inicjatywy. Przypomnieli, że imigranci przyczyniają się do wzrostu gospodarczego w Holandii oraz wezwali do zbadania czy portal partii Geerta Wildersa nie zdążył wywołać konkretnych aktów nienawiści i dyskryminacji.

Trudno skomentować to w inny sposób - właściwa reakcja na idiotyczny pomysł ludzi cynicznie, bo w interesie politycznym, szerzących nienawiść. Założę się jednak, że głosując za rezolucją większość eurodeputowanych zdawała sobie sprawę, że problemy imigrantów są poważnymi problemami Europy, a spojrzenie na tę kwestię było u nich o wiele bardziej refleksyjne niż jeszcze jakiś czas temu.

Przyjrzyjmy się tej sprawie analizując przypadek Niemiec. W połowie 2010 r. były członek zarządu banku centralnego RFN Thilo Sarrazzin wydał książkę, w której zarzucił mniejszości muzułmańskiej w Niemczech, że tworzy państwo w państwie, a jej integracja z resztą społeczeństwa jest fikcją. Za powód utrudnionej integracji Sarrazzin uznał islam, który jego zdaniem stoi w opozycji do liberalnych wartości europejskich. Z tezami autora niewielu chciało dyskutować. On sam zebrał za swoje słowa cięgi z prawa i z lewa.

Pod koniec 2010 r. Angela Merkel ogłosiła, że próba zbudowania wielokulturowego społeczeństwa w Niemczech zupełnie się nie powiodła. W ten sposób słowa prawdy o ciemnej stronie niemieckiego multikulti weszły do politycznego mainstreamu. Niemcy zdali sobie sprawę, że kiedy w latach sześćdziesiątych ochoczo zapraszali Gastarbeiterów, nie przewidzieli długofalowych konsekwencji tego ruchu. Zbyt wielu przybyszów, musiało to w końcu przejść komuś przez gardło, zdecydowało się na stały pobyt w Niemczech. Zbyt wielu zostało ze względu na wysokie świadczenia socjalne.

Twierdzenia Sarazzina o islamie stojącym "w opozycji" wobec wartości europejskich nie znalazły poważnych zwolenników, ale powszechnie przyznawano, że utrudniona integracja tej społeczności nie jest wymysłem ciemnogrodu. Finansowy aspekt przebywania w Niemczech ok. 7 milionów imigrantów jest przedmiotem swobodnej debaty społecznej. Ostatnio głośnym echem odbiły się zapowiedzi wstrzymania zapomogi socjalnej dla obywateli UE przybywających do Niemiec. Rząd chce się w ten sposób zabezpieczyć przed masowym napływem europejskich bezrobotnych.

Niemiecki przypadek to tylko jedna część europejskiej układanki, wydaje się jednak, że dość znamienna w kontekście nastrojów całej Europy. Reakcja na przypadek holenderskiego portalu dowodzi przyzwoitości europejskich elit. Lata doświadczeń zaowocowały umiejętnością odróżniania mowy nienawiści od poważnej debaty o kwestiach społecznych. Przestępczość, problemy z integracją, bezrobocie to problemy nie tylko imigrantów ale całych społeczeństw. Obecna Europa to Europa po przejściach, która z długiego związku z imigrantami wychodzi poobijana i zmęczona. Dobrze, że trudne doświadczenia nie powstrzymują nas od rozwiązywania problemów w duchu zasad godności osoby ludzkiej, równości i poszanowania praw człowieka.