Layout ateistycznej kampanii billboardowej 2013, zamieszczony za zgodą Fundacji Wolność od Religii
Layout ateistycznej kampanii billboardowej 2013, zamieszczony za zgodą Fundacji Wolność od Religii

1 maja w Gliwicach przy ul. Rybnickiej przez najbliższy miesiąc będzie wyświetlany na telebimie layout pierwszego plakatu z drugiej, ateistycznej kampanii billboardowej. Jak rok temu głównym napędem tej akcji będzie lubelska Fundacja Wolność od Religii, z Dorotą Wójcik i Andrzejem Wójcikiem na jej czele i będzie mogła liczyć na wsparcie między innymi Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów.

REKLAMA

Tym razem tematem kampanii będzie zapoznanie naszych rodaków z treścią Konstytucji, zwłaszcza artykułów 25 i 53 odnoszących się do neutralności światopoglądowej kraju, a co za tym idzie rządzących. Władza ustawodawcza według art. 25 ma obowiązek zachowania neutralności w celu zabezpieczenia interesów osób zarówno wierzących, wierzących w inne, niż "jedynie słuszna" religie, jak i niewierzących.

Kampania będzie protestem przeciwko odgórnemu narzucaniu narracji katolickiej wszystkim obywatelom naszego kraju. Nawet osoby wierzące w religię katolicką powinny się przecież zastanowić nad tym, czy rzeczywiście powinny popierać polityków, którzy pozyskują swoje głosy wyborcze oddając się w chwilach swojej pracy modlitwom, mszom i przebywaniu w towarzystwie święcących ten czy inny most, tę czy inną drogę, ten czy inny basen biskupów i niższych rangą duchownych. Nawet katolika, mimo przynależności do tak hołubionej przez naszych rządzących grupy, powinien chyba zaniepokoić fakt tak instrumentalnego traktowania jego wierzeń. Stają się one w ten sposób niczym więcej, jak tylko polityczną reklamą.

Wszechobecna w naszym parlamencie narracja religijna sprawia, że wiele tematów porusza się w specyficzny sposób. Wielu polityków optuje, z uwagi na swoją wiarę (lub chęć reklamy), za całkowitym zakazem aborcji. Co oznacza, że na przykład zgwałcona 13 latka ma być zmuszona do macierzyństwa. Albo kobieta, u której ciąża stanowi poważne zagrożenie życia. W tej sytuacji może umrzeć zarówno matka, jak i dziecko, ale cóż z tego, skoro "bóg tak chciał"... Nawet, jeśli owa osoba ma inne dzieci, to cóż z tego, że zostaną sierotami. Ważne, że religia mówi, że już zarodek ma duszę, którą należy chronić. Posiadanie duszy jest jednakże postulatem religijnym. Obiektywnie można mówić o świadomości, której zarodek i płód do momentu wykształcenia układu nerwowego z pewnością jeszcze nie posiada. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wierząca kobieta nawet będąc ofiarą brutalnego gwałtu, chciała urodzić dziecko będące jego owocem. Ale nie powinna ona zmuszać do tego innych kobiet. Tym bardziej nie powinien tego czynić dla politycznej popularności mężczyzna. Jeśli ktoś jest bezpłodny, ale wierzący, nikt nie zmusza go do posłużenia się metodą in vitro. Lecz niech nie zmusza innych do jego własnych decyzji. To, że ktoś jest gejem albo lesbijką, nie powinno być powodem do represji. To, że Biblia pisze źle o homoseksualizmie, jest co najwyżej wskazówką (zależną dodatkowo od interpretacji) dla wierzących w nią dotyczącą ich samych. Lecz innych ludzi powinni pozostawić w spokoju. Niestety, tak się nie dzieje, co jest moim zdaniem bardzo naganne od strony etycznej.

Jednocześnie słyszy się liczne głosy płynące od rozmodlonych polityków, jakoby wiara katolicka była w Polsce prześladowana. Na czym mają polegać te prześladowania? Chyba tylko na tym, że część mieszkańców naszego kraju ośmiela się po prostu nie być katolikami i że ośmiela się protestować przeciwko narzucaniu tej religii wszędzie, gdzie tylko można. Tymczasem nasza konstytucja mówi, iż nie jesteśmy państwem wyznaniowym, tak jak Iran i Arabia Saudyjska, i wypada jej po prostu przestrzegać.

Przypomnę hasła poprzedniej ateistycznej kampanii billboardowej. Brzmiały one: "Nie wierzysz w Boga? Nie jesteś sam" i "Nie zabijam, nie kradnę, nie wierzę". Moim zdaniem nie było w nich cienia agresji. Pokazywały one po prostu, że ateiści w Polsce istnieją, a Polska jest również ich ojczyzną. Mówiły o tym, że bycie ateistą nie czyni człowieka mniej moralnym od osoby wierzącej, co jest zgodne z faktami. Jak również zwracały się do osaczonych przez przedstawicieli "religii miłości" ateistów ze słowami pocieszenia. Bowiem są nam, ateistom, potrzebne słowa pocieszenia i wsparcia od innych ateistów. Choć uczucia religijne są pod ochroną, nikt nie broni liderom religijnym piętnować osób nie wierzących w ich religie. A to właśnie w tym ostatnim wypadku pojawia się czasem mowa nienawiści. Sam papież sugerował, iż śmierć boga w sercu człowieka jest śmiercią człowieka. Czyli określił ateistów jako zombich, osoby nieżywe, jak się można domyśleć nie do końca zasługujące na swoje miejsce w społeczeństwie. Cóż jest więc większą agresją słowną - uśmiercić kogoś werbalnie, czy po prostu powiedzieć, że osoby o innych poglądach jednak istnieją? Moim zdaniem odpowiedź jest oczywista.

Postęp, jaki dokonał się w Europie i w USA w dużej mierze polegał na wolności sumienia. Ludzie myślący inaczej, nie wyznający wspólnych wierzeń, przestali być traktowani jako przestępcy. A byli wśród nich naukowcy i odkrywcy. Bo przecież elementem wierzeń były i są archaiczne modele świata. Nie jeden człowiek zginął za to, że ośmielił się zaprzeczyć modelom rzeczywistości zawartym w świętych pismach. Podam prosty przykład - autorzy Biblii nie wiedzieli, czym jest krew i do czego służy. Otoczyli ją zatem na wszelki wypadek szczególną czcią, co w dzisiejszych czasach objawia się na przykład w zakazie transfuzji krwi, którego przestrzegają Świadkowie Jehowy. Mimo, że dziś wiemy, iż za naszą świadomość i nasze uczucia odpowiada mózg, część naszych bliźnich skazuje się na śmierć z uwagi na tę starą refleksję na temat ludzkiego organizmu. Co by się jednak stało, gdyby rządzący zechcieli narzucić zakaz transfuzji krwi? Myślę, że wielu moich katolickich rodaków zgodzi się ze mną, że nie byłoby w tym nic dobrego. Ale przecież in vitro to podobny przypadek...

Obok billboardu przedstawiającego sejm odcinany od kościelnej kaplicy pojawi się też drugi layout o bardziej ateistycznej wymowie. Być może będzie też trzeci projekt. Mam nadzieję, że druga już ateistyczna akcja billboardowa wzmocni polską demokrację i usunie z naszego życia kolejną, tym razem religijną cenzurę. Nie może być tak, że w demokratycznym państwie nie odwołującym się do przemocy krytykom pewnych idei zamyka się po prostu usta. Mieliśmy przecież lekcję komunizmu, gdzie o pewnych rzeczach nie wolno było mówić publicznie. Uczmy się z tej lekcji, bo przecież tak naprawdę powinniśmy, z naszym narodowym doświadczeniem, uczyć wolności innych...