Tegoroczny tytuł „Hieny” bez wątpienie należy się wspieranemu przez Apellę ( dawniej Media SKOK) Michałowi Karnowskiemu. Dwulicowość i żerowanie na swoich kolegach to tylko niektóre z powodów, dla których SDP powinno uhonorować właśnie jego tą „nagrodą”.
Jak nisko może upaść dziennikarz ? Patrząc na poczynania Michała Karnowskiego można stwierdzić, że jednak bardzo nisko. Wchodząc w alianse z związanymi z PiS SKOK-ami i niszcząc swoich byłych kolegów udowadnia, że nie ma takiego świństwa, do którego by się nie posunął dla zdobycia pieniędzy.
Pochodzący z Koszalina były dziennikarz „Dziennika” znany był z swoich antypisowskich tekstów. Jednym z głównych celów jego ostrej krytyki było Centralne Biuro Antykorupcyjne. Tuż po katastrofie smoleńskiej wyczuwając zmianę nastrojów społecznych założył portal wPolityce, którego głównym celem jest opluwanie wszystkich dziennikarzy i polityków oprócz tych związanych z partią Jarosława Kaczyńskiego.

Niszowy portal będący bardziej agresywną kalką Salonu24 Igora Janke zyskał zainteresowanie polityków PiS, którzy do dziś chętnie publikują tam swoje przemyślenia. To jednak nie wystarczało by zaspokoić potrzeby redaktora Karnowskiego. Zakładając konkurencyjną do „Uważam Rze” gazetę „wSieci” sprowokował aferę, która zakończyła się zdymisjonowaniem naczelnego – Pawła Lisickiego, który nie zdecydował się ukarać podwładnego.
Co działo się w międzyczasie przybliżył w swoim tekście Waldemar Łysiak, który tak jak Rafał Ziemkiewicz, Paweł Lisicki i wiele innych autorów nie zdecydowało się na współpracę z Karnowskim. Liczący na przejęcie starej ekipy i znanych nazwisk musiał się bardzo zawieść. Dziś w ramach zemsty prowadzi nieprzerwaną kampanię nienawiści wobec byłych kolegów, zarzucając im współpracę z Michałem Lisieckim i problemy finansowe.
Nasilająca się z każdym dniem czarna propaganda prowadzona na portalu braci Karnowskich jest nieporównanie większa, niż ta którą zastosowali do konkurencyjnego tygodnika byłych dziennikarzy „Wprost” sprzed lat. Oskarżający inne tytuły o brak przestrzegania etyki dziennikarskiej sami łamią ją najczęściej. Zarzucając Tomaszowi Lisowi niestosowność okładki z pedofilem w sutannie, kilka miesięcy później wykorzystano luźną jej wariację do walki z homoseksualistami.

Zapewnienia o dobrych wynikach sprzedaży, która sukcesywnie spada to niejedyne kłamstwo jakim posługuje się redaktor Karnowski. Historia o tym jak założył dobrze prosperującą redakcję za swoje życiowe oszczędności nie ma pokrycia z rzeczywistością. Koszty wydawania gazety z takim nakładem jak „Sieci”, która praktycznie nie ma żadnych reklam, pogrzebałyby ją po pierwszych dwóch numerach.
Wciskanie kitu może i działa na laików ale na osoby znające ceny wydawania gazet, druku i przychodów z reklam już nie. Czysty zysk ze sprzedaży tygodnika (czyli niecałe 4 zł) pokrywa niewielki procent kosztu jego wytworzenia. Około 80% to zyski z reklam zewnętrznych a tych w „Sieci” prawie nie ma. Niemal wszystkie koszty od druku po kolportaż i wynagrodzenia musi brać na siebie związana z SKOK-ami spółka. Matematyki, ekonomii i zasad wolnego rynku oszukać się nie da.
Tym samym hasła o niezależności to zwykły stek bzdur, którymi karmi się czytelników. Redakcje Michała Karnowskiego są natomiast bardzo pokorne wobec polityków PiS, którzy są prawie codziennie przedstawiani w jasnym świetle a zaginiony nakład książki Jarosława Kaczyńskiego stał się obok kubków i kalendarzy hitem w redakcyjnym sklepie.
Jeśli Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich pod wodzą PiSowskiego konferansjera ma jeszcze jakieś resztki godności, powinno uwzględnić wszystkie zasługi redaktora Karnowskiego podczas tegorocznego przyznawania swoich anty-nagród.
