Głosowanie w przedmiocie tzw. uboju rytualnego bez względu na swój wynik nie wpłynie na to, co dzieje się ze zwierzętami w świecie człowieka. Od zarania zwierzęta są elementem społecznej układanki, w której gospodarka miażdży wszelkie niegospodarcze motywy, pragnienia i cele. Ale właśnie dlatego odrzucenie projektu dopuszczającego ubój rytualny jest tak ważne. Ważna jest nadzieja, że czasami, wbrew wszystkiemu, możemy podejmować decyzje poza ekonomicznym przymusem.
Już sam społeczny opór wobec legalizowania tej makabrycznej hipokryzji jest czymś krzepiącym. Pokazuje, że możemy mieć,mimo wszystkiego co nas dzieli, pewien wspólny pogląd. Takie chwile zdarzają się niezwykle rzadko, ale warto dla nich żyć. Opór ten jest równie symboliczny jak tureckie protesty, które zaczęły się od obrony parku.
Jak się zdaje, za tym sprzeciwem stoi najpiękniejsza etyczna zasada, wyrażona niegdyś przez Marcina Lutra - Tu stoję, inaczej nie mogę, niech mi Bóg dopomoże. Amen. W tym przypadku, nawet ów Bóg nas nie różni, bo przeciw „ubojowi rytualnemu” występują zarówno wierzący, jak i ateiści – czego najlepszym symbolem są Prawo i Sprawiedliwość i Ruch Palikota. Również grupa posłów z Platformy Obywatelskiej pokazuje się w innym oświetleniu. Oświetleniu, którego tak nam brakuje na co dzień, a którego imię to "bezinteresowność".
A sama kwestia uboju? Jej kontekst religijny? Być może wydawałby się zrozumiały, gdyby na religijnym spotkaniu jakiejś wspólnoty wykwalifikowany rzezak od czasu do czasu zarżnął jakieś stworzenie*. Odpowiednio przystrojone, wyhodowane etc. Ale – na litość Boską – co ma wspólnego z religią wkładanie do obrotowych klatek ryczących krów w fabrykach, po zwiedzeniu których część z nas nie tknęłaby mięsa do końca życia? Co wspólnego z religią może mieć ten przemysł? Wiele obrzędów przez setki lat ewoluowało od konkretnych czynności do działań symbolicznych, dlaczego zatem w tym przypadku nie możemy postąpić podobnie?
Nie oczekuję odpowiedzi na te pytania. Wiem dlaczego nie możemy, ale nie mogę udzielić choćby retorycznej odpowiedzi. W istocie rzeczy – krytyka religii we współczesnym świecie jest równie niemożliwa, jak w wiekach minionych. Podobnie jak w wiekach minionych, arbitralnie ustalana rzeczywistość „religijnych” wymogów pozwala na dowolne działania i dowolne okrucieństwa.
Sprzeciw nic nie zmieni. Triumf hipokryzji, źle rozumianego sacrum i wreszcie, a może przede wszystkim triumf okrucieństwa jest triumfem ugruntowanym, podobnie jak ugruntowana jest hekatomba zwierząt w ludzkim świecie. Ale właśnie dlatego że nie zmieni, przeciwnicy „uboju rytualnego” muszą tu stać. Inaczej nie można.
__________________________ *Być może sformułowanie to brzmi nieco groteskowo, ale chyba dokładnie o to chodzi.
