Na ile gotowi jesteśmy żyć, pracować i działać wespół z osobami niepełnosprawnymi. Nie pytam o sprawne funkcjonowanie PFRON-u, ZUS-u, czy Pełnomocnika Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych. Pytam o otwartą głowę i serce „normalnych” obywateli.
Polska jest krajem dla asertywnych dryblasów?
Zastanówmy się, na ile jesteśmy gotowi żyć, pracować i działać wespół z osobami niepełnosprawnymi. Nie, nie pytam o sprawne funkcjonowanie PFRON-u, ZUS-u, czy Pełnomocnika Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych. Pytam o otwartą głowę i serce „normalnych” obywateli.
Instytut Głuchoniemych w Warszawie, pośród wielu bardzo cennych działań, uruchomił szkołę zawodową piekarniczą. Przygotowano pracownie, zgromadzono fachowców, podpisano umowy z piekarniami, w których uczniowie mają możliwość odbywać praktyki. Całość działa ku radości uczniów mogących zyskać nie najgorzej płatny i dość prestiżowy zawód. W Instytucie funkcjonuje już od 15 lat szkoła ogrodnicza, więc pomysł uczenia głuchoniemych zawodu jest jak najbardziej sprawdzony, wszystko idzie świetnie. ...Chociaż właściwie nie wszystko, bo nauka kończy się państwowym, zewnętrznym egzaminem potwierdzającym kwalifikacje zawodowe. I tu pojawia się problem, bo te pisemne egzaminy teoretyczne sformułowane są nazbyt formalnym i teoretycznym językiem, jak na możliwości głuchoniemych uczniów szkoły zawodowej. Władze Instytutu Głuchoniemych zwracały już niejednokrotnie uwagę Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej, a za jej pośrednictwem do Centralnej Komisji Egzaminacyjnej. Jak wyjaśnia dyrektor Instytutu Głuchoniemych im. Jakuba Falkowskiego, dr Jakub Adamiec, sprawy nie dało się załatwić.
Broń Boże nie chodzi o zaniżenie standardów na potrzeby podopiecznych Instytutu. Osoby głuchonieme, choćby ze względu na konieczność komunikacji poprzez język migowy, z większą trudnością operują językiem opisującym pojęcia teoretyczne. To trochę tak, jak większość z nas nawet dobrze znając język obcy ma pewne trudności w przypadku zagadnień teoretycznych. O ile z łatwością porozumiewamy się z kimś po angielsku w sprawach codziennych, to już zrozumienie traktatu filozoficznego byłoby trudniejsze – zwłaszcza w stresującej sytuacji egzaminu. Konieczność odrębnego opracowania egzaminów dla uczniów głuchoniemych uwzględniono np. w przypadku matur pisemnych z języka polskiego, historii, wiedzy o społeczeństwie. Dlaczego Centralna Komisja Egzaminacyjne nie chce opracować takiej specjalnej wersji dla uczniów zasadniczych szkół zawodowych, nie wiadomo. Chodzi przecież o prostą, zdawałoby się sprawę, żeby mianowicie pytania formułować... prościej. Na przykład trudności uczniom głuchoniemym (tak samo zresztą jak i mnie) może nastręczać zdanie podrzędnie złożone, w którym mowa o „własnościach sensorycznych produktu”. Można by napisać po prostu o smaku, zapachu i wyglądzie produktu – znaczy dokładnie to samo, ale niestety brzmi mniej naukowo. I jest to najwyraźniej różnica wielkiej wagi. ...Zwłaszcza jeśli ktoś jest ćwierćinteligentem.
Czy to tekst o zaniechaniu Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, czy cholera wie jakiej nadzorującej ją instytucji? Ależ nie, to tekst o skrzyżowaniu tępoty z brakiem wrażliwości! To przecież nie kwestia rozporządzeń, dekretów i ustaw, ani braku nadzoru określonych instytucji. Jakaś pani, czy jakiś pan, a pewnie raczej jakieś czcigodne grono nie jest w stanie przez chwilę pomyśleć inaczej, niż im to nakazuje wrodzony lub nabyty niedorozwój emocjonalny i intelektualny. Jakiś ćwierćinteligent nie wyobraża sobie odpowiedniego kwestionariusza bez sformułowań, które kiedyś z takim mozołem przyswoił.
Czy jednak kwestia dotyczy jedynie urzędników? Czy możemy na nich ponarzekać i od tego poczuć się lepiej? Boję się że nie. Ale oceńcie to sami, Drodzy Czytelnicy. Zastanówcie się na ile cierpliwie i chętnie byłby wysłuchany jakiś niepełnosprawny aplikujący w miejscu, gdzie pracujecie. Gdyby do biura przyszedł ktoś nieco odmienny: miałby np. jedną kończynę krótszą, mniej wyraźnie mówił, albo miał widoczną protezę? Nawet, jeśli w niczym nie przeszkadzałoby to w pracy – czy taka osoba zostałaby przyjęta? Tak? To dlaczego do cholery nigdzie takich pracujących osób nie widać? Wszędzie ma być tak, jak na reklamie chipsów: zgrana paczka tryskających zdrowiem i seksapilem młodych ludzi, z których każdy miło się uśmiecha od ucha do ucha. ...Uśmiecha się nawet głupawo, bo to nam tak bardzo nie przeszkadza, a zarządzającym HR-em w koncernach nie przeszkadza wcale. Ważne, by był dorodnym dryblaskiem o asertywności akwizytora chrupków.
Nie ośmielam się pouczać Szanownych Czytelników NaTemat.pl, co do wymogów elementarnej solidarności społecznej, etyki chrześcijańskiej, czy jakichkolwiek standardów, które miałyby zobowiązywać nas do odstąpienia od żelaznej konsekwencji teorii ewolucji. Proszę tylko o zastanowienie i wyrażenie swego głosu: na ile jesteśmy gotowi wspierać tych bardziej potrzebujących, czasem słabszych, czasem tylko innych. Na ile gotowi jesteśmy zwolnić szaleńcze tempo biegu ku zamożnej Europie, by sprostać standardom, które tam już zostały wypracowane.
