Jarosław Gowin gra ostro. Jest krytyczny, nieposłuszny, wręcz nonszalancki, jest partią w partii. Jego chocholi taniec w PO będzie trwał, bo tylko tam były minister może rozwinąć swoją karierę polityczną.

REKLAMA

Mocny wynik Gowina w wyborach wewnętrznych w PO nie pozwolił Donaldowi Tuskowi na spuszczenie z łańcuchów platformerskich bulterierów celem jego rozszarpania. Premier zaapelował o powściągnięcie emocji, wstrzymanie się ze składaniem wniosków o wykluczenie, wyciągnął dłoń w kierunku konkurenta. Jarosław Gowin tę dłoń pokąsał, sugerując w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”, że częściowo wybory w PO zostały zmanipulowane, bo tuż przed nimi „pompowane” były koła w kilku regionach Polski. Nie są to jednak akty poprzedzające jego wyjście z partii rządzącej. Gowin pozostanie jeszcze w PO, w której będzie testował granicę krytyki i niesubordynacji, do których może się posunąć. Były minister jest na tyle mocny, że nie podda się grillowaniu przez premiera, będzie natomiast umacniał swoją pozycję i lansował siebie i swój program w ramach PO.

Trwanie w Platformie Obywatelskiej jest dla przyszłości Jarosława Gowina najlepszym rozwiązaniem. Nie po to, by przejąć partię, co jest politycznym since-fiction, ale po to, by nadal ogrzewać się w świetle kamer, jako etatowy krytyk rządu, który nie realizuje wolnorynkowego programu gospodarczego, a jednocześnie światopoglądowo – w jego ocenie - jest lewicowy. Nic bowiem tak nie kręci mediów jak wewnątrzpartyjna nawalanka (vide: Tusk – Schetyna). Jarosław Gowin planuje jeszcze przez wiele miesięcy promować się jako prawdziwy, jedyny wyraziciel liberalno-konserwatywnych korzeni PO, które aktualnie bezideowa partia zatraciła. Poza PO Gowin szybko utraciłby zainteresowanie mediów.

Z punktu widzenia interesów Jarosława Gowina jest za wcześnie na opuszczenie PO. W przeciwieństwie do kampanii wyborczej, która jest jak sprint, budowanie nowej partii, jej struktur to katorżniczy maraton. Organizowanie struktur partyjnych to praca żmudna, nieefektowna, a zarazem nie budząca najmniejszego zainteresowania dziennikarzy. Odpalenie nowej inicjatywy politycznej na dwa lata przed wyborami parlamentarnymi i prezydenckimi to byłby falstart. Nowe formacje polityczne, które osiągały sukces w jesiennych wyborach parlamentarnych powstawały na kilka miesięcy przed elekcją (Platforma Obywatelska w styczniu 2001, Ruch Palikota w maju 2011). Lepiej zatem urządzać znajdujące poklask harce w ramach Platformy, punktować więdnącą partie, niż odejść i popaść w medialny niebyt. Ponadto Jarosław Gowin, będąc wewnątrz PO, korzysta z jej struktur, ludzi i pieniędzy. Stawiam dolary przeciwko orzechom, że mniejszość z tych 20% działaczy, którzy oddali na niego głos w wyborach na przewodniczącego poszłoby za nim i aktywnie budowało nową partię, nie wspominając o posłach spośród, których tylko dwóch otwarcie wspiera byłego ministra.

Gowin będzie – o ile premier nie zdecyduje jednak o jego wykluczeniu – harcował dalej. Poprzez uderzenia w nieudolny rząd i zdeprawowanych władzą Platformersów, wytykanie bezideowości i odcięcie się od korzeni Gowin będzie grał na rozbicie macierzystej partii wewnątrz i przymierzał się do jej rozbioru od prawej strony. Tymczasem Republikanie zorganizują struktury pod przyszłą partię, PJN udostępni nazwiska prawicowych polityków, a przed wyborami wraz z Gowinowcami to środowisko odpali nową inicjatywę polityczną.