To mój pierwszy wstępniak, ale nie ma to większego znaczenia. Pierwszy, ostatni, środkowy… Każdy z nas ma za sobą bardziej lub mniej udane wypracowania i taka właśnie jest w dzisiejszych czasach prasa. Wypracowania na czas. Jednak nie na ocenę, lecz za pieniądze. Pieniądz = słowo klucz. Prasa za pieniądze, myśli za pieniądze, znaki za pieniądze. Chciałabym zmienić tę rzeczywistość, marzę o piśmie traktującym o prawdzie, tylko o prawdzie. Oczywiście ja będę miała z tego duże pieniądze, ale przecież nie będę jeździć jakimś autobusem!

REKLAMA

Po wczorajszym wpisie jestem co najmniej zdziwiona. Otóż, jak zwykle podczas mycia zębów, bo wtedy najczęściej przychodzą mi do głowy pomysły, wymyśliłam sobie coś tak abstrakcyjnego, że prawie przewróciłam się ze śmiechu. Połączyłam sobie fakt z rana z wyobraźnią. „Przekrój” traci cały skład, ja zostaję szefem. Lubię sobie tak wymyślać i poświęcam temu dość dużo czasu. Stwierdziłam, że muszę się tym podzielić ze światem – będą mieli komiks z rana, może komuś poprawię humor. Więc siadam, piszę, cyk cyk cyk, enter, jest w sieci.

Mowa o tym wpisie Co się po tym stało, przeszło samo siebie. Ponad 200 lajków na NaTemat.pl, masa gratulacji, komentarzy na facebooku. Po chwili od zamieszczenia wpisu zaczęły przychodzić również deklaracje chęci współpracy z „Przekrojem” Mam kilka wniosków, którymi chciałabym się podzielić. Przede wszystkim Facebook ogranicza i upośledza. Ludzie „polubiają” nie czytając treści. Wyraźnie napisałam (choć na początku nie chciałam tego nawet robić, bo wydawało mi się to tak oczywiste), że to jest żart. Ale trzeba było otworzyć tekst, doczytać choć jedno zdanie więcej niż wstęp. Wpis już teraz nie zaczyna się tytułem, wpis się na tytule kończy. Wystarczyło pierwsze zdanie i wszystko było jasne. Pani Galewska jest nowym redaktorem naczelnym „Przekroju”. Kolejna rzecz. Okazuje się, że tak jak ludzie jeszcze gratulują, tak dziennikarze już nie są tak mili. Na Twitterze znalazłam wpisy osób, które nie powinny martwić się o swoją posadę czy reputację, a jednak (przykład Bartka Chacińskiego: o tym wpisie myślę). W pierwszym odruchu sięgają do portalu społecznościowego, żeby podzielić się swoim żalem i frustracją, że jakaś osoba znikąd obejmuje stanowisko, które oni, od tylu lat będąc w mediach, powinni objąć. Zamiast podzielić się tym z bliskim, z żywym człowiekiem, a nie z komputerem, można by do kogoś zadzwonić, zapytać, można przeczytać jeszcze raz, zastanowić się - to przecież nie jest normalne, coś tu nie gra. Dziennikarz nie jest od przyjmowania wszystkiego na wiarę, dziennikarz jest od sprawdzania i dociekania. Następnie – komentarze. Abstrahując od tych chamskich komentarzy, które świadczą tylko o poziomie osoby komentującej (nie szkoda wam czasu na kretyński, nic nie wnoszący, wulgarny wpis?) pojawiły się też takie, w których czytam o lewicującym piśmie. Nie wiem o co chodzi w polityce, ale obiecuję, że jeśli obejmę stanowisko red. naczelnej, tygodnik będzie wolny od polityki. Obiecuję! Szkoda na to czasu i papieru. Będzie dużo muzyki i dział „Myj ząbki”. Jako, że mam obsesję na punkcie mycia zębów, chciałabym zwrócić uwagę czytelnika na to, jak dużo bakterii znajduje się w jamie ustnej i jak bardzo szkodliwe jest posiadanie nadmiernie rozwiniętej fauny i flory w organizmie. Nie będzie, poza tymi dwoma stałymi punktami, sztucznych działów, które zawężają możliwości poznawcze, ograniczają dostęp do wiedzy i robią z pisma tygodnik tematyczny. Tego chciałabym uniknąć i wiem, że to będzie dla odbiorcy lepsze (oddaję moją złotą radę za darmo ). p.s. Sprawdziłam słowo „także”. Macie Państwo rację. p.s.2 z ostatniej chwili - chamstwo i prostactwo w komentarzach jest usuwane przez dzielnych wojowników kultury osobistej, także proszę się nie wysilać :)