Fot. Cezary Aszkielowicz/ Agencja Gazeta

Igor Ostachowicz, diaboliczny według krytyków doradca Donalda Tuska ukrywa się, jak się dowiedzieliśmy pod pseudonimem Julian Rebes. Wydał pod nią książkę "Potwór i panna", a teraz pod własnym nazwiskiem ukaże się na rynku jego kolejna pozycja "Noc żywych Żydów". Jego powieści, jego sprawa, można by powiedzieć. Jak zawsze jednak tak zwane "miasto" oferuje kilka innych interpretacji.

REKLAMA

Jeden z ważnych u Tuska urzędników zwrócił mi dziś uwagę, że Igor Ostachowicz mógłby bez szkody dla swojego pryncypała wydawać książki, gdyby były to książki o zarządzaniu zasobami ludzkimi, administracji publicznej, albo czymś poważnym. Zdecydował się jednak na pozycję, z której opisu wynika, że jest to brutalne porno.

Zacytujmy fragment opisu:

Nie jest więc „Potwór i panna” powieścią dla czytelników pruderyjnych czy wrażliwych. Nie należy polecać tej książki miłośnikom „estetycznej” literatury. Niektóre fragmenty, opisy tortur, pomysły na maszyny i urządzenia służące do zadawania bólu są tak chore i wynaturzone, że nie tylko budzą niesmak, ale i podejrzenia w stosunku do autora posiadającego tak dziwną wyobraźnię i zdolnego do snucia tego rodzaju wizji. Powieść bardzo mocno przykuwa uwagę, wciąga – momentami naprawdę nie można się od niej oderwać, mimo wstrętu, jaki z pewnością wzbudza wiele opisów. Powieść Rebesa jest nieco zbyt krwawa i za mocno nacechowana brutalną, niemal zwierzęcą erotyką, by można było ją uznać za literaturę piękną.

logo
Fot. Sławomir Kamiński/ Agencja Gazeta

Taka książka jakoś tam idzie na konto Donalda Tuska. Premier może spodziewać się na konferencji pytań o jakieś "pieprzne" ustępy z książki Ostachowicza, może się w tabloidach spodziewać wspólnych zdjęć z Ostachowiczem razem z "chorymi i wynaturzonymi" kawałkami książki/książek. Szef rządu nie powinien być przez swojego doradcę stawiany w takiej sytuacji, bo doradca nigdy nie powinien szefa stawiać w sytuacji niekomfortowej.

Na mieście generalnie mało kto wierzy, że przeciek o Ostachowiczu jest przypadkowy. Być może ktoś chciał ministrowi zaszkodzić. Ale jest też na serio rozpatrywany inny wariant. Ostachowicz od dawna chce od Tuska odejść, ale od Tuska nie jest odejść łatwo. Oczywiście, gdyby minister chciał wypasać owce w Bieszczadach, to nie ma problemu. Jeśli jednak chce robić coś dalej w polityce, albo dużym biznesie (na styku spółek skarbu państwa), to odchodząc powinien zachować jak najlepsze stosunki z pryncypałem. Być może więc Ostachowicz sam ten cynk do prasy dał, żeby teraz z KPRM się wypisać. Może to jest część jego operacji: Odejście od Tuska.

Praca z premierem nie dość bowiem, że cały czas marnie płatna, to jeszcze coraz trudniejsza. Donald Tusk jest z roku na rok coraz gorszy dla swoich współpracowników. Spadające notowania natomiast sprawiają, że coraz trudniej będzie odejść z KPRM w glorii chwały. Tusk uważa jednak, że jest się z nim na dobre i złe. Czy zmieni zdanie po lekturze nie tylko oficjalnych dokumentów swojego ministra? Zobaczymy.