Po ostatnich doniesieniach z Wiejskiej strzałów z korka szampana na warszawskiej giełdzie raczej nie będzie…

REKLAMA

Nie mam siły komentować tego, co panowie z rządu robią z OFE, żal patrzeć jak kładą rynek kapitałowy na łopatki. To przechodzi ludzkie pojęcie! Minister Rostowski z zadowoleniem i spokojem tłumaczy, że nowe przepisy będą lepsze i bardziej dostosowane do panujących warunków. Podobno szykuje się akcja informacyjna na temat reformy OFE, tylko po co? Po co wydawać kolejne pieniądze Polaków na informowanie o czymś, czego i tak przeciętny emeryt nie zrozumie? Każdy wie, że na zmianie nikt nie zyska. Chodzą nawet pogłoski, że rząd opłaca komentatorów chwalących reformę. Jest to rozmontowanie polskiego rynku kapitałowego. Żal patrzeć na notowania na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych, na której negatywnie odbiły się zapowiedzi zmian w funduszach emerytalnych. Po środowym ponad 2-proc. spadku WIG20 wczorajsza sesja także zaczęła się od wyprzedaży akcji. Na otwarciu główny indeks tracił prawie 1,5 proc, a przed zamknięciem giełdy przecena przekroczyła 5 proc. Według analityków akcje polskich spółek sprzedają inwestorzy zagraniczni.

Prezes Rady GPW - Wiesław Rozłucki, wypowiedział się w TVN CNBC, że: „początkowo istniały obawy, że do ZUS mogą być przeniesione wszystkie aktywa OFE, ale nawet przesunięcie tylko części obligacyjnej okazało się gorszym rozwiązaniem, niż spodziewał się rynek”. Zdaniem Rozłuckiego proponowane przez rząd zmiany w systemie emerytalnym nie są dobre dla rynku kapitałowego, ani dla gospodarki. Jak mówi: „rola OFE jest większa, niż się wszystkim może wydawać”.

Myślę, że jeszcze jest czas, żeby się z pomysłów na temat reformy OFE wycofać. Rząd sam sobie strzela w stopę, gdyż wartość spółek, w których udział ma Skarb Państwa, leci na łeb.

Ale mimo wszystko życie toczy się dalej. W środę w warszawskich Delikatesach Alma w CH Klif otworzyliśmy Aleję Szampańską dla miłośników tego wyjątkowego trunku. Pisałem już kiedyś o Szampanii i mojej fascynacji tym regionem. To właśnie ona wzbudziła we mnie przemożną chęć realizacji tego projektu. W czasach kiedy włączenie telewizora grozi zawałem, a już na pewno skokiem ciśnienia, kiedy krew psują nam poczynania polityków, właśnie teraz warto się zastanowić co w życiu jest ważne i jak można oderwać się od rzeczywistości w przyjemny sposób.

Czas szybko mija i należy celebrować każdą chwilę, bo w odpowiedniej oprawie życie smakuje lepiej. To od nas zależy, czy każdy dzień będzie małym świętem, czy będzie pretekstem do toastu. I wcale nie mówię, że trzeba wydać Bóg wie ile na szampana. Bo szampan jest tylko przenośnią, chodzi mi raczej o małe przyjemności, o to żeby siebie samego doceniać i traktować wyjątkowo, żeby nie odmawiać sobie drobnych radości. Każdy wie co jemu sprawia przyjemność, to może być butelka szampana, dobrego wina, dobry ser lub filiżanka wspaniałej kawy. Naprawdę nie trzeba wiele, aby każdy dzień smakował lepiej.

Dlatego tak ważna jest filozofia slow foodowa i wydarzenia takie jak coroczny „Małopolski Festiwal Smaku”, którego jesteśmy strategicznym partnerem, oraz wszelkie imprezy typu slow food, aby w czasach bylejakości odszukać to co wartościowe, zdrowe i smaczne. I właśnie slow food jest odpowiedzią na zawrotny pęd życia, któremu chcąc nie chcąc ulegamy. Czy jesteśmy przez to szczęśliwsi? Wydajniejsi na pewno, ale co ze szczęściem? Może jednak warto się zatrzymać i żyć trochę wolniej jak ten ślimak z logo organizacji? Może nie zmienimy sytuacji politycznej, czy ekonomicznej w państwie, ale mamy wpływ na własne życie. Możemy na przykład wybierając się na festiwal smaku spróbować kiszonych rydzów, karpia zatorskiego, sera gazdowskiego, wódki z fasoli „piękny Jaś” znad Dunajca lub - jeśli ktoś nie lubi szampana - po prostu zabrać ze sobą do domu butelkę śliwowicy Łąckiej, żeby zapomnieć o tym, co wokół. Ból głowy po wypiciu choćby całej buteleczki będzie z pewnością mniejszy, niż ten spowodowany doniesieniami z giełdy i zawirowaniami wokół OFE.