
Nie będzie dzikich plaż. Wybrzeże Bałtyku będzie nadal niszczone w ramach tzw. ochrony brzegów. Dlaczego? Są ogromne pieniądze na ten cel, a to już odpowiednia zachęta do „obrony” polskiego wybrzeża. Organizacja ekologiczna WWF Polska opublikowała właśnie raport dra Tomasza Łabuza.
Bałtyk od wieków kształtował swoje brzegi. Taka już jest natura morza. Nad jego brzegami od wieków też mieszkają ludzie. Jednak nie zamieszkują całej linii brzegowej, lecz wybrane miejsca. Zasadność zabezpieczenia portowych miast, które już istnieją można usprawiedliwić. I rzeczywiście w tych miejscach, prace muszą być prowadzone. Ochrony osiedli ludzkich przed morzem. Nie brzegów!
Niezrozumiałe jest jednak wydawanie milionów złotych na ochronę brzegów, tam, gdzie ludzi nie ma. Jednak jak podkreśla dr Łabuz, który od lat bada polskie wybrzeże, wszystko staje się jasne, kiedy zdamy sobie sprawę z konsekwencji „prac ochronnych”. Jeśli chronią brzeg, to gminy i inwestorzy mogą sprytnie ten fakt wykorzystać i zmieniać zagospodarowanie przestrzenne, zgadzając się na zabudowę obszaru tuż nad morzem. 911 milionów złotych, przewidzianych na cel prowadzenia wojny polsko-bałtyckiej, okaże się wkrótce kroplą w morzu potrzeb. Okazało się, że rocznie zamiast przewidzianych 40 milionów z publicznych środków, instytucje „chroniące brzegi przed Bałtykiem”, potrzebują już 80 milionów.
Na co wydawane są te ogromne sumy? Z jednej strony są to różnego rodzaju konstrukcje od ostróg i progów podwodnych poprzez falochrony po opaski i gabiony – zmieniające krajobraz wybrzeża, a budulcem jest beton, stal i kamień . Z drugiej prowadzona jest ochrona biotechniczna, m. in. utrwalanie powierzchni wydm i dosypywanie piasku. To dosypywanie piasku jest też bardzo kosztowne, chociaż niezauważalne dla wielu plażowiczów. Okazuje się, że kilometr takich prac z piachem, oznacza wydatek rzędu od miliona do czterech milionów złotych.
Jak dowodzi raport WWF, przy obu rodzajach działań nie analizuje się wpływu, jaki będzie miała taka inwestycja na inne odcinki wybrzeża. Na ogół dzieje się bowiem tak, że brzeg sztucznie umocniony w jednym miejscu, zatrzymuje transport piasku wzdłuż brzegu, co powoduję silne niszczenie wybrzeża na odcinku sąsiednim. Sama infrastruktura umocnień też wymaga ciągłej konserwacji, co generuje kolejne koszty.
Oczywiście są alternatywy wobec takich sposobów ochrony wybrzeża. Jednak zbyt rzadko o tym, pamiętają decydenci, kształtujący plany związane z polskim wybrzeżem. „Ochrona brzegów” nie powinna być prowadzona w wielu miejscach, bo nie ma uzasadnienia. Niestety plany umocnieniowo-ochronne zostały przygotowane z rozmachem. Aż 57% polskiego wybrzeża ma podlegać „ochronie” z użyciem ciężkiego sprzętu i niekończącą się potrzebą naprawy, tego co zostanie zniszczone.
Jest jeszcze jeden niepokojący trend. Coraz częściej słyszy się o planach budowy apartamentowców i hoteli tuż nad morzem. Inwestorzy wydają się nie dostrzegać jednego. „Ochrona brzegów” nie zapewni bezpieczeństwa ludziom, którzy w nich zamieszkają. Bałtyk jest morzem, i podobnie jak rzeka, nie będzie zalewać lądu, tam, gdzie chcieliby tego ludzie. To my powinniśmy uczyć się od Morza Bałtyckiego i uwzględnić jego naturę. Pełna treść raportu do pobrania.
