
Tak, moja droga, to ta sama knajpa. I ten sam kicz maluje się na ścianach, te same ceny. A czy wino lepsze? Nie sądzę – ani lepsze, ani gorsze. Postępu nie ma i to nawet dobrze.
Pilot z pocztowej linii siedzi sam, i jak upadły anioł ciągnie wódkę. Skrzypce tak samo jak za dawnych lat dziś męczą moją wyobraźnię. W oknie majaczą białe, jak dzieciństwo, dachy i bije dzwon. Już pociemniało.
Czemu kłamałaś? I dlaczego moje uszy tak łatwo dzisiaj mylą kłamstwo z prawdą, a wciąż się domagają nowych słów, których ty nie znasz – głuchych, obcych, lecz które mogą być wypowiedziane jak dawniej przecież tylko twoim głosem.
1968
