Masowe zwolnienia nauczycieli, niż demograficzny, Internet detronizujący szkołę jako główne źródło wiedzy - to wszystko zdawałoby się zwiastować koniec tradycyjnej edukacji. Trzeba jednak dać szansę nauczycielom nadrobić cyfrowe zaległości, aby razem z uczniami dokonywali edukacyjnej rewolucji. Bo ona tak czy inaczej następuje. Szkoła musi zmienić się, a z nią nauczyciele i wychowawcy.
REKLAMA
Nie można obrażać się na rzeczywistość i pozostawać ze szkołą i metodami pracy nauczyciela w epoce analogowej. Nauczyciele o bardziej tradycyjnych jeszcze podejściu do kształcenia muszą uwierzyć w dobrodziejstwa techniczne i komunikacyjne, aby uczynić z nich sprzymierzeńca w edukacji. A szerzej - w procesie relacji z uczniami, które ze względu na rewolucję cyfrową tak się między pokoleniami pogłębiły… Zwłaszcza, że dochodzimy do sytuacji, w której uczniowie już 70 procent wiedzy czerpią spoza szkoły, w dużej mierze z Internetu. Choćby z tego powodu nauczyciele muszą wejść w cyfrowy świat odważnie i bez kompleksów. Nauczyciel powinien być dla ucznia autorytetem i partnerem, także w procesie poznawania rzeczywistości cyfrowej. A uczelnie kształcące pedagogów powinny im w tym pomóc. Przygotowanie takich programów kształcenia leży po naszej, akademickiej stronie. Nawet najlepsze uniwersalne wzorcowe programy za nas tego nie załatwią.
W samą porę – no, może raczej lepiej późno niż wcale - przyszła reforma kształcenia wprowadzona przez minister Barbarę Kudrycką. Dotyczy ona oczywiście całego kształcenia akademickiego, ale przekłada się także na myślenie o przygotowaniu nauczycieli i pedagogów. Bo nowa w Polsce – realizowana już od dawna w Europie – filozofia jest tu kluczowa. Każe ona myśleć o studencie całościowo – tu i teraz, czyli na studiach, ale i w perspektywie jego pracy zawodowej, jego potencjalnych problemów w relacjach z uczniami i codziennych wychowawczych wyzwań.
Duże nadzieje można więc wiązać z ideą wpisania w proces kształcenia nie tylko wiedzy teoretycznej, ale też umiejętności praktycznych i kompetencji społecznych (rozumianych również jako postawy i wartości), co ministerstwo nauki określiło jako Krajowe Ramy Kwalifikacji – wpisane w system europejski (co ważne, bo w końcu wykształcenie uzyskiwane w Polsce będzie porównywalne w Europie). Ważne jest, aby na samym początku określić nie tylko to tego, czego będzie się uczył student, ale także to, co ma umieć po studiach.
Na koniec kamyczek do własnego ogródka – my pedagodzy i przedstawiciele nauk społecznych – musimy udowodnić, że potrafimy myśleć o kształceniu kolejnych pokoleń nauczycieli, pedagogów w sposób dostosowany do obecnych czasów. Długa jednak droga przed nami, aby – jak to, niestety, się zdarzało, zwłaszcza w mniejszych ośrodkach, zorientowanych bardziej na mody rynkowe niż jakość – nie traktować kształcenia nauczycieli przyczynkowo i powierzchownie. Musi być ono budowane na tradycyjnym poczuciu misji wobec tego zawodu i powołania w połączeniu z nowoczesnością metod i skutecznością przekazywania potrzebnych dziś kompetencji. Bezpowrotnie minęły czasy, w których niezależnie od poziomu kształcenia każdy pedagog i nauczyciel ma pewne zatrudnienie. Świat jest dynamiczny. I miejsce dla nauczyciela trzeba nie tylko na nowo zdefiniować, ale i wywalczyć. Świat nie czeka. Uczniowie również.
