Amerykański kryzys budżetowy rozwija się. Odbywają się oficjalne spotkania w Kongresie, ale w trzecim dniu zgody nadal nie ma. Republikanie po początkowej defensywie zaczynają pokazywać liczby, a zwłaszcza kwoty, które obciążają pracodawców i symulacje wpływu obciążeń na rynek pracy. Na razie to jednak za wiele nie daje, bo aż 44% Amerykanów obciąża odpowiedzialnością za kryzys właśnie Republikanów, 32% Demokratów, a 17% obie partie. W natłoku wiadomości finansowych w mediach amerykańskich przebiły się także inne sondaże. Te dotyczące wyborów prezydenckich w 2016 roku.

REKLAMA

U Republikanów po nominację jedzie całkiem pokaźny peleton. Prowadzi senator Rand Paul (syn Rona Paula), ze średnią ok. 16% poparcia. Za liderem jest 5-osobowa grupka z mniej więcej takim samym, 10-12% poparciem (gubernator New Jersey Christopher Christie, senatorzy Marco Rubio i Ted Cruz, znany z ubiegłorocznych wyborów kongresmen Paul Ryan, oraz były gubernator Florydy Jeb Bush). Zupełnie odwrotnie jest u Demokratów. Hillary Clinton ma już właściwie nominację w kieszeni. Popiera ją ok. 60% zainteresowanych, a drugiego w kolejności wiceprezydenta Joe Bidena tylko 11%.

Warto też podkreślić, że była pierwsza dama wygrywa z każdym z republikańskich kandydatów w bezpośrednim starciu o Biały Dom – i są to dość znaczne różnice, w najlepszym przypadku kilkunastoprocentowe.

Wybory dopiero za trzy lata, ale gdy patrzyłem na panią Clinton kilka tygodni temu w Jałcie, nie miałem wątpliwości, że szykuje się do walki.