Rola mediów w ujawnieniu skandali pedofilskich w Kościele (ale nie tylko) jest nie do przecenienia. Często są to działania, które powodują uruchomienie dalszych kroków, tak w zakresie odpowiedzialności karnej jak i kościelnej. Niemniej, czytając i oglądając materiały z ostatnich najbardziej głośnych przypadków wydaje mi się, że media przekraczają (oby w sposób nieświadomy) kolejne granice – i dobijają ofiary pedofilów publikując szczegółowe zeznania, twarze i inne dane pozwalające zidentyfikować tych, którzy i tak już swoje wycierpieli.
Najbardziej drastyczne przykłady z ostatnich dni to publikowane przez media filmy przywiezione przez dominikańską dziennikarkę (jak się dowiedziałem na Dominikanie kanał w którym pracuje p. Alicia Ortega pokazuje twarze dzieci poszkodowanych bez jakiegokolwiek zamazania twarzy i ukrycie danych wrażliwych).
Ta samą droga poszła p. Helena Kowalik, o dziwo wiceszefowa Rady Etyki Mediów, publikując w najnowszym "Wprost" opis najbardziej drażliwych opowieści wyciągniętych z zeznań poszkodowanych dziewczynek, ofiar pedofila z Legionowa. Nietrudno sobie wyobrazić, że zamiana (zresztą dość kosmetyczna) imion ofiar księdza zwyrodnialca w lokalnej społeczności nie jest żadnym „ukryciem”, wręcz przeciwnie.
Ofiary z Legionowa zostały zdemaskowane i wystawione na żer prymitywnych komentarzy. Nie wiem, czy pani redaktor zastanawiała się, jak się czują w tym momencie nie tylko same ofiary ale także ich rodzice i bliscy? Jak maja teraz funkcjonować w małomiasteczkowym środowisku i jak odpowiadać na zaczepki?
Oczywiście zaraz usłyszę, że to dla dobra sprawy, bo drastyczne opisy pokazują, jakim zwyrodnialcem był oskarżony duchowny, ale przecież on czeka już w areszcie na swój proces a tymczasem jego ofiary będą poddane dodatkowym cierpieniom.
Zdaje mi się, że w w tych sprawach mało kto myśli o ofiarach, raczej o efektownym materiale, który można szybko sprzedać. A etyka, wrażliwość, zrozumienie dla ofiar zwyczajnie przegrywają z zasadą "your crash is my cash".
