
Wydawałoby się, że błyskawiczna (jak na hierarchów) reakcja i jednoznaczne przeprosiny wystarczą, żeby zamknąć definitywnie temat głupiej, choć niecelowej, wypowiedzi abp. Michalika. Tymczasem trwa festiwal wmawiania mu nie jego poglądów.
Metropolita przemyski chciał dobrze. Chciał pokazać, ze pedofilia to nie jest tylko wąski problem tego czy innego zboczeńca, ale szersza sprawa, związana z brakiem miłości w rodzinach i tym, że dzieci, które naturalnie szukają opieki i wsparcia dorosłych, nie znajdując jej w domu, staja się łatwiejszym łupem. Ktoś ma co do tego wątpliwości? Nie sadze.
Jednak w ferworze wypowiedzi arcybiskup rzucił także stwierdzenie o dzieciach wciągających dorosłych w relacje. Nie ma co dyskutować z tym, że było ono kosmicznie głupie. Możliwe nawet, że jego autor nie zorientował się zupełnie, co palnął - zdarza się, podobnie jak prezydentom, posłankom, dziennikarzom, celebrytom. Media od razu podchwyciły temat i zaczęły go nagłaśniać - i dobrze, takie prawo i obowiązek mediów. Sam arcybiskup jednak równie szybko zareagował, jednoznacznie i bez przestrzeni do interpretacji tłumacząc się z błędu, przepraszając i jasno deklarując, że dziecko jest zawsze ofiarą, a dla pedofili nie może być tolerancji. I na tym normalnie temat powinien się zakończyć. Była idiotyczna wypowiedź, było jej sprostowanie, nie ma wątpliwości, co do jasnego tonu. Tak jak w innych tego typu przypadkach przez wiele lat jeszcze za jej autorem ciągnąć się będzie chichot i kpina - że gada głupoty, że dziadek, że plecie. Tak jest z "bulem", "szczawiem i mirabelkami", "odcinaniem sobie języka" czy "przekonywaniem, że czarne jest czarne". Ok, nawarzył sobie arcybiskup piwa, to niech je wypije. Ale dla wszystkich oczywiste być powinno, ze hierarcha się "walnął". Głupio, bulwersująco, szokująco - ale nieintencjonalnie.
Tymczasem w mediach nowych i starych trwa festiwal wmawiania metropolicie poglądów. Możemy więc przeczytać, że "bydlak", że "obleśny dziad", że "stracił czujność i powiedział to, co uważa naprawdę", że "jest nieszczery i chodzi mu tylko o to, żeby nie wylecieć z posady". Serio? Tak doskonale znacie poglądy abp. Michalika? Tak dużo wiecie o tym co i jak robi w wyjaśnianiu takich spraw? Krytykujcie głupią wypowiedź, pokazujcie jej porażającą absurdalność, biczujcie za brak precyzji. Ale nie wmawiajcie człowiekowi, że jest wielbłądem. Kto jak kto, ale on akurat nie jest.
A wszystkim zainteresowanym poznaniem prawdziwych poglądów abp. Michalika polecam lekturę wywiadu-rzeki z nim "Raport o stanie wiary w Polsce" (2011). Jest tam m.in. taki fragment:
"Molestowanie seksualne dzieci jest wielką krzywdą im wyrządzoną, czymś obrzydliwym, czego nie wolno nam nigdy tolerować. Choć znam wyniki badań, które mówią, że wśród księży jest statystycznie mniej takich sytuacji niż wśród lekarzy czy nauczycieli, nie zmienia to mojej oceny - gdyby zdarzyło się to nawet zaledwie raz, jest to zgorszenie i potworna duchowa zbrodnia, zaś obowiązkiem biskupa jest sprawdzić każde takie oskarżenie i reagować."
Dzisiaj Episkopat obradować będzie m.in. nad aneksami do zatwierdzonych w ubiegłym roku Wytycznych KEP na temat procedur reagowania na przypadki pedofilii wśród duchownych. Wierzę, że wnioski będą równie jednoznaczne, jak poglądy abp. Michalika.
Tomasz Sulewski
