„Każdy własny ciężar poniesie” (Galacjan 6:5). A jednak, większość historii ludzkości, nie tylko głos pewnego polskiego hierarchy kilka dni temu, to wysiłki, by temu zaprzeczyć.

REKLAMA

Kiedy Adam zgrzeszył, winna była Ewa. A w zasadzie, Bóg. „Kobieta, którą mi dałeś, aby była ze mną, dała mi z tego drzewa i zjadłem” (Rodzaju 3:12). Jestem porządnym facetem. Gdyby nie ta wredna baba, Panie Boże, to bym nim pozostał. Czemu dałeś mi tak wybrakowaną, zwodniczą połowicę? Twoja wina, ewentualnie jej. No ale nie moja.

Współczesne szukanie przyczyn dla usprawiedliwienia takiego, czy innego działania w okolicznościach, uwarunkowaniach społecznych i rodzinnych, a nawet genach, ostatecznie prowadzą do tego samego mechanizmu. Oto, gdy dzieje się coś przykrego bądź nagannego, nagle nie mam wolnej woli. To uwarunkowanie. To oni/system, itp. Nie jestem więc odpowiedzialny za swój grzech. Zostałem postawiony w sytuacji bez wyjścia. Jestem ofiarą. To geny sprawiają, że nie potrafię być wierny żonie; to okoliczności przyrody sprawiają, że zdradziłam męża; to słaby charakter, za który przecież nie można mnie winić, sprawił, że zraniłem(am) bezzasadnym krzykiem to dziecko, czy pracownika.

Kiedyś pamiętam dyskusję w radiu o narkomanach. Pojawiło się pytanie, kto jest za to odpowiedzialny, że niektórzy sięgają po narkotyki i się uzależniają. W odpowiedzi dowiedziałem się, że przede wszystkim rodzice, ale i szkoła, społeczeństwo, państwo. Zaproszony ekspert stwierdził, że to nieprawda. Winny jest bowiem... narkotyk. Tak, narkotyk jest właśnie winny. Nikomu nie przyszło na myśl, że winny jest ten, kto po niego sięga.

To rzeczywistość prawa do bycia ofiarą. W której wszyscy pozwalają sobie, a skoro sobie to chcąc nie chcąc i innym, na spychanie odpowiedzialności za swe czyny na okoliczności, innych ludzi. Dlatego zachęcam wszystkich oburzonych spychologią winy w wydaniu arcybiskupa Michalika do zadania sobie pytania: czy nie postępuję tak samo? Czy nie spycham odpowiedzialności za swoje czyny na innych? Jeśli nikt nigdy nie jest niczemu winny, to on ma rację. No bo dlaczego księża mają być wyjątkami?

Skrucha syna marnotrawnego polegała na tym, że uświadomił sobie własną winę. To ja strwoniłem majątek ojca. Ja nie jestem godny być jednym z jego najemników. Ja słusznie ponoszę skutki własnej głupoty i idąc do Ojca po łaskę, nie idę jak po swoje. Może ją mi wyświadczy, może nie. Nie musi.

Nie chcę nikogo rozgrzeszać. Wypowiedź wskazującą winę za molestowanie w samych dzieciach uważam za karygodną. Ale mierzmy jedną miarą i samych siebie. Im bardziej nas to odstręcza, tym bardziej nie miejmy z taką postawą nic wspólnego. Każde nawrócenie, ale i zwykłe wzięcie odpowiedzialności za samego siebie wymaga zerwania z ową spychologią winy. Zamiast udawać i robić uniki stańmy z nią twarzą w twarz i szukajmy odkupienia.