REKLAMA

Można odnieść wrażenie, że dla unijnych polityków uwolnienie Tymoszenko oznacza ważny krok ku demokratyzacji Ukrainy i oswobodzenia wszystkich Ukraińców spod wpływu postsowieckiej mentalności politycznej. Czy obie strony skupiając się na problemie Julii Tymoszenko nie tracą jednak z oczu bardziej istotnych tematów? Julia zapewne wkrótce zostanie wypuszczona na leczenie zagraniczne. Trzymamy kciuki za powodzenie tej misji, bo bez względu na dalsze losy umowy stowarzyszeniowej, Tymoszenko powinna znaleźć się na wolności, a więzienie jako forma radzenia sobie z przeciwnikami politycznymi, powinno zostać jednoznacznie potępione. To istotne ze względów humanitarnych. Jej uwięzienie ogranicza konkurencję polityczną na Ukrainie i w kremlowskim stylu odstrasza potencjalnych odważnych opozycjonistów od zdeterminowanej walki o demokratyczną Ukrainę. Jednak sygnał związany z jej uwolnieniem może zostać odebrany przez zwykłych Ukraińców jako inna odmiana selektywnej sprawiedliwości i przejaw rozgrywek w gronie zamkniętych elit politycznych, które nie dotyczą przeciętnego Ukraińca, nieprawnie zatrzymanego w areszcie lub przetrzymywanego w więzieniu.

Misja Coxa i Kwaśniewskiego przyniosła wiele pozytywnych rezultatów. Uwolnienie Jurija Łucenki, zaprzestanie ścigania Bohdana Danyłyszyna czy stały monitoring warunków w jakich przetrzymywana jest Julia Tymoszenko, to wymierne efekty działania tych doświadczonych polityków i dowód na realny wpływ dyplomacji Parlamentu Europejskiego. Towarzyszyły im może mniej spektakularne, ale bardziej istotne zmiany legislacyjne, w tym podjęcie reform prawodawstwa dotyczącego ordynacji wyborczej.

Uważam jednak, że wiązanie losów misji humanitarnej z rozgrywką o przyszłość całego narodu i więcej – całego obszaru geopolitycznego - to ryzykowna gra, która dla obydwu stron może zakończyć się nieoczekiwanymi konsekwencjami. Stawianie sprawy Tymoszenko na ostrzu noża powoduje paradoksalnie, że uwolnienie „pięknej Julii” jest trudniejsze dla Janukowycza. Skupienie wszystkich oczu i nieustanne przywoływanie jej nazwiska, ponownie kreuje Tymoszenko na narodową bohaterkę, o którą nieustannie dopomina się Europa – a tego Janukowycz za wszelką cenę chce uniknąć. Z drugiej strony, długie jej przetrzymywanie daje pretekst tym siłom w Europie, które nie chcą się konfliktować z Rosją, albo które są niechętne wysiłkowi integracji Unii z kolejnymi państwami na Wschodzie. To powoduje, że proces dochodzenia do umowy stowarzyszeniowej mogą czekać jeszcze nieoczekiwane zwroty akcji, niczym w filmie o przetrzymywanych zakładnikach. Tak się jednak nieszczęśliwie złożyło, że zakładnikiem tych negocjacji stał się 46 milionowy naród.

Jestem zwolennikiem uwolnienia Tymoszenko i jednocześnie przeciwnikiem uzależniania od tego przyszłości Ukrainy. Stawianie takiego warunku jako najbardziej słyszalnego punktu w negocjacjach, to polityczny błąd. Rezygnacja z niego pozwoliłaby osiągnąć ten sam efekt. Jestem bowiem przekonany, że podpisanie umowy stowarzyszeniowej zakończyłoby się siłą rzeczy wypuszczeniem Tymoszenko, jako aktem dobrej woli ze strony Janukowycza i pozwoliłoby mu wyjść z twarzą z tej sytuacji. Jeśli dojdzie do zerwania rozmów o umowie, Tymoszenko nie opuści więzienia do końca kary. Unia Europejska powinna położyć większy nacisk na przebudowę państwa, na reformy. Wymuszone zwolnienie „pięknej Julii” nie ma bowiem znaczenia systemowego. Żaden inny niesłusznie osadzony Ukrainiec nie opuści dzięki temu więzienia na leczenie zagraniczne.

Ukraina potrzebuje determinacji i wsparcia w dziedzinie podstawowych reform we wszystkich obszarach funkcjonowania. To powinno być najważniejszym postulatem negocjacyjnym, który ma przyciągać uwagę polityków i opinii publicznej. Podpisanie umowy stowarzyszeniowej wprowadzi naszego sąsiada w sieć zależności i standardów , które uniemożliwią kontynuację wielu nagannych praktyk. Także tych, których ofiarą stała się Julia Tymoszenko.

Ceterum censeo Iuliam liberandam esse.