Przewodniczący Parlamentu Europejskiego gości dzisiaj w Polsce. Spędzi kilka godzin w Sejmie, gdzie spotka się z sekretarzami generalnymi PES-u, kierownictwem SLD, marszałkinią Kopacz i Twoim Ruchem. Wizyta wpisuje się w kampanię, którą Martin Schulz prowadzi na rzecz objęcia funkcji szefa Komisji Europejskiej w nowej kadencji.
O co tak naprawdę chodzi?
Traktat lizboński wzmacnia rolę Parlamentu Europejskiego w odniesieniu do Komisji: PE wybiera przewodniczącego Komisji na podstawie wniosku Rady (państw), która wysuwając kandydaturę jest zobowiązana uwzględnić wyniki wyborów do Parlamentu. W rezolucji eurodeputowanych z listopada 2012 r. wezwano europejskie partie polityczne do mianowania kandydatów na przewodniczącego Komisji, z zaznaczeniem, że od kandydatów oczekuje się, że odegrają oni wiodącą rolę w kampanii wyborczej do Parlamentu. De facto PE ma więc możliwość wskazania Radzie kandydata na szefa Komisji. Rada może się na niego zgodzić lub nie, ale wskazanie przez nią innego faworyta oznaczałoby, że trafi on na opór, gdy kandydatura, tak czy inaczej, będzie zatwierdzana na sesji w Parlamencie. Zmiana wydaje się kosmetyczna, ale z punktu widzenia filozofii działania instytucji europejskich ma znaczenie fundamentalne – jedyna demokratycznie wybrana instytucja Unii Europejskiej inicjuje wybór "szefa rządu europejskiego", który już na starcie ma mocny mandat polityczny. Będzie więc miał/miała w przyszłości silniejszą pozycję wobec szefów rządów krajowych.
Martin Schulz rozpoczął misję, która przypomina samotną ucieczkę z peletonu kolarskiego. Tylko on wystartował, inni czekają do wiosny. Jedynie Grupa Socjalistów i Demokratów zgłosiła go jako kandydata. Pozostałe frakcje kalkulują, ale oficjalnie żadne nazwisko nie padło.
Głosowanie nad kandydaturą Martina Schulza (i pewnie innymi) odbędzie się już za kadencji nowego Parlamentu. Schulz wie, że musi mieć za sobą silną grupę na lewicy i tzw. zdolność koalicyjną. Oczekuje wzmocnienia grupy S&D, bo dzisiejszy zasób 7 posłów z 38-milionowego kraju jest żenująco słaby. Liczy więc na dobre wyniki Europy Plus (Twój Ruch) i SLD. Liczy też na dobre relacje z PO, która – mam nadzieję, że poobijana – ale jednak będzie mieć sporo do powiedzenia w Europejskiej Partii Ludowej.
Takie jest więc przesłanie dzisiejszej wizyty i przesłanie na najbliższe miesiące. Martin Schulz pokazał się (co przyznają nawet jego polityczni przeciwnicy) jako świetny szef Parlamentu Europejskiego. Przydałby się taki szef Unii na trudne czasy, które nas czekają.
