Dzisiaj przemówili dwaj liderzy polskiej polityki. Obaj pokazali, że są liderami schodzącymi. Szczególnie rozczarował premier Tusk, który wygłosił chyba najsłabsze przemówienie w karierze. Twitterowy komentarz „ale suchar” chyba najlepiej oddaje charakter przemówienia premiera. Bądźmy szczerzy. Tusk nie był w stanie porwać nawet własnej partii.

REKLAMA
Także Kaczyński był bez ikry. Sprawiał wrażenie, że bardziej niż rządowa afera korupcyjna, jego myśli zaprzątają problemy Adama Hofmana z CBA.
Przejdźmy jednak do meritum. Jarosław Kaczyński i Donald Tusk w swoich wystąpieniach podkreślali, że w Polsce jest bieda. Słusznie. Tak, tylko że to Kaczyński i Tusk za tę biedę solidarnie odpowiadają.
To Kaczyński obniżył podatki najbogatszym i spowodował wzrost rozwarstwienia społecznego. To Kaczyński forsował nieskuteczną politykę prorodzinną opartą na ulgach podatkowych. Jeśli Kaczyński biadoli, że nie rodzi się wystarczająca ilość dzieci, to niech uderzy się w swoją pierś. Nikt nie będzie decydował się na dzieci dla ulgi podatkowej, gdy nie ma żłobków i przedszkoli, gdy matka nie ma pewności, że po urlopie macierzyńskim wróci do pracy.
Wina Tuska. Wina Tuska polega na tym, że nie zerwał ze złą polityką społeczno-gospodarczą prowadzoną przez Kaczyńskiego. Dobił polskie rodziny podnosząc VAT. Teraz Tusk chce, ażeby pieniądze z funduszy europejskich trafiły do każdej polskiej rodziny. W swoim przemówieniu nie przedstawił jednego sposobu, jak to zamierza zrobić.
Dlatego Polsce potrzebny jest SLD – partia, która posiada całościowy program zmian w polityce społecznej. Potrzebujemy państwa, które jak na Zachodzie jest przede wszystkim gwarantem dobrej jakości usług publicznych: edukacji, służby zdrowia, transportu. Państwa, które po prostu służy ludziom.