Od początku grudnia obowiązuje w Unii Europejskiej zakaz używania niektórych chemicznych środków ochrony roślin, które przyczyniają się do wymierania pszczół. Czy to coś zmieni? Niestety wydaje się, że w związku z niedopracowaniem i nieprzemyśleniem szczegółów, szczytna idea może przerodzić się w spektakularną porażkę.
Pierwszego grudnia br. weszły w życie czasowe i częściowe zakazy używania w Unii Europejskiej niektórych pestycydów z grupy neonikotynoidów, szkodliwych dla pszczół i innych owadów zapylających. Mowa o takich substancjach jak tiametoksam (produkowany przez koncern Syngenta) oraz imidakloprid i klotianidyna (produkowane przez Bayera). Większości z nas nazwy te nic nie mówią warto więc dodać dla wyjaśnienia, że są to powszechnie używanew rolnictwie środki owadobójcze, które zabijają pszczoły bezpośrednio lub przyczyniają się do ich śmierci pośrednio, zaburzając działanie ich układu nerwowego i zakłócając komunikację oraz orientację. Warto też przypomnieć, że to właśnie pszczoły i inne owady zapylające odgrywają w ekosystemie niezwykle ważną rolę – odpowiadają za zapylanie roślin, które są naszym pożywieniem.
Czy możemy zatem mówić o zwycięstwie rozsądku polityków, sukcesie Greenpeace, innych organizacji ekologicznych oraz naukowców postulujących zakazanie używania tych substancji? Tylko częściowo. Owszem – jest to ważny krok w dobrym kierunku, pokazujący, że problem masowego wymierania pszczół został w końcu dostrzeżony przez Komisję Europejską i że jest ona gotowa stanąć w ich obronie. Nawet wbrew miliardowym interesom tak potężnych międzynarodowych korporacji jak Bayer czy Syngenta. I bardzo dobrze się stało, że zakazy zostały wprowadzone. Niestety jak to zwykle bywa diabeł tkwi w szczegółach czy jak kto woli, w małych literkach :-)
Przede wszystkim zakaz jest ograniczony w czasie do 2 lat. Oznacza to, że po jego upływie, jeśli Komisja go nie przedłuży, koncerny znów będą bezkarnie sprzedawać te pestycydy. Biorąc pod uwagę fakt, że nie ustanowiono żadnych efektywnych procedur oceny stanu zdrowia pszczelich populacji, praktycznie niemożliwa będzie ocena efektów wprowadzenia zakazu. Ponadto, nie uwzględniono również aspektu kumulowania się neonikotynoidów w glebie. Czas połowicznego zaniku imidaklopridu to 229 dni, a klotianidyny to 1155 dni, czyli ponad trzy lata. Jak zatem po dwóch latach ocenić czy zakaz miał sens skoro pszczoły i inne owady zapylające będą wystawione na działanie tych substancji przez cały czas jego trwania? To pytanie na razie pozostaje bez odpowiedzi.
Niestety zakaz jest również częściowy. Podwójnie częściowy można by powiedzieć. Po pierwsze obejmuje tylko rośliny atrakcyjne dla pszczół miodnych, między innymi kukurydzę, rzepak, soję, jęczmień, proso, owies, ryż, żyto, sorgo i pszenicę – nie będzie można ich opryskiwać i zaprawiać nasion. A przecież jest jeszcze wiele roślin, które przyciągają inne gatunki pszczół i owadów zapylających. Choćby trzmiele, które żywią się m.in. pyłkiem ziemniaków, nie objętych zakazem. Są już także dostępne alarmujące badania naukowe wskazujące na negatywny wpływ neonikotynoidów na ssaki (nietoperze), ryby i bezkręgowce. Wydaje się, że twórcy tej regulacji zapomnieli o istnieniu innych gatunków, a one też cierpią na skutek używania chemicznych środków ochrony roślin. Po drugie zakaz obejmuje jedynie 3 najczęściej używane pestycydy, a jest ich o wiele więcej. Nasze ubiegłoroczne analizy wskazują, że aby ta regulacja miała sens trzeba by natychmiast zakazać przynajmniej 7 substancji, które są obecnie powszechnie stosowane w rolnictwie. Więcej na ten temat można przeczytać w naszym raporcie.
Biorąc pod uwagę powyższe fakty, mało prawdopodobne wydaje się zaobserwowanie jakiegokolwiek pozytywnego efektu, jaki zakaz mógłby wywrzeć na populację owadów zapylających.
I jakby tego było mało producenci zakazanych pestycydów próbują podważyć nowe przepisy i pozwały w tej sprawie Komisję Europejską. Sprawa w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości potrwa ok. dwóch lat, więc właśnie wprowadzony zakaz raczej nie zostanie zniesiony, ale w wypadku wygranej koncernów, wszelkie przyszłe rozwiązania mogą być zagrożone.
Oczekujemy, że zarówno Komisja i Trybunał nie ugną się pod naciskiem korporacji i przedłożą dobrostan ekosystemu i pszczół nad doraźne zyski firm produkujących pestycydy. Tym bardziej, że los owadów zapylających ma fundamentalne znaczenie dla nas wszystkich. To one odpowiedzialne są za zapylanie ok. 80% roślin, które spożywamy. Zasadne więc wydaje się stwierdzenie, że ich problem to nasz problem. Dlatego postulujemy wprowadzenie stałego i pełnego zakazu używania w rolnictwie 3 ww. neonikotynoidów, obejmującego wszystkie formy ich zastosowania w rolnictwie oraz rozszerzenia tego zakazu na inne, szkodliwe dla pszczół substancje wskazane w naszym raporcie.
Pewną nadzieję, dają słowa Komisarz UE ds. Zdrowia i Ochrony Konsumentów Tonio Borga, który po podjęciu decyzji o zakazie przez KE (maj 2013), powiedział:
„Opierając się na badaniach Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności, który wskazał na liczne zagrożenia dotykające pszczele populacje, obiecałem przed miesiącem, że zrobię wszystko co możliwe aby je chronić. To, że dziś wprowadzamy ten zakaz jest właśnie wynikiem tej obietnicy i krokiem milowym na drodze do zapewnienia zdrowszej przyszłości naszym pszczołom miodnym. Odgrywają one dwie ważne role: nie tylko produkują miód ale przede wszystkim zapylają rośliny, i to aż 80% z nich, a w dodatku jest to proces naturalny i nic nas nie kosztuje”.
Trzymamy za słowo Pana Komisarza. Jeśli rzeczywiście chce zrobić wszystko co możliwe dla ratowania pszczół zakaz musi być pełny i bezterminowy.
Jacek Winiarski
