Na przełomie jesieni i zimy 1963 r. w Polsce rządzonej przez Władysława Gomułkę trwał w najlepsze – czy raczej najgorsze – marazm „małej stabilizacji” na krótko ożywiony świąteczno-noworoczną krzątaniną. W tym samym czasie u południowych wybrzeży Islandii, na Grzbiecie Śródatlantyckim oddzielającym Amerykę od Europy, w bólach podwodnych erupcji wulkanicznych narodziła się wyspa Surtsey.
REKLAMA
Nazwano ją od imienia boga ognia Surtra z mitologii nordyckiej. Powstanie wysepki było spektakularnym wydarzeniem, relacjonowanym w mediach całego świata, również w Polsce, w czym swój mały, lecz ważny udział miało powstałe kilka lat wcześniej Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Islandzkiej. Już w Mikołajki 1963 r. kilku francuskich dziennikarzy dokonało brawurowego desantu na wciąż gorącą powierzchnię Surtsey, żartobliwie ogłaszając ją terytorium Francji. Spędzili tam tylko kwadrans, a Islandia od razu zdementowała ich deklarację przypominając, że chodzi o islandzkie wody terytorialne. Surtsey stała się położonym najdalej na południe rejonem Islandii. Choć od „niemowlęctwa” zmniejszył się jej rozmiar, z każdym rokiem przybywa na niej życia roślinnego i zwierzęcego. 5 lat temu wpisano ją na listę światowego dziedzictwa kulturalnego i przyrodniczego UNESCO. W tym ekskluzywnym spisie figurują tylko 2 pozycje z Islandii: ta wyspa i utworzony 85 lat temu park narodowy Thingvellir, gdzie już w 930 r. miały miejsce pierwsze obrady Althingu, parlamentu islandzkich Wikingów, funkcjonującej do dziś jednej z najstarszych instytucji parlamentarnych świata.
The Surtsey Research Society
