Atak zimy sprzed parunastu dni sprawił, że śnieg zasypał wiele dróg. Telewizja pokazała pasażerów unieruchomionych samochodów, którzy schronili się we wskazanej przez tamtejsze władze pobliskiej szkole. Kobieta - jedna z ofiar ataku zimy z pretensją w głosie powiedziała, że warunki schronienia jakie im zaoferowano są mało intymne. Według niej powinna otrzymać bardziej godziwe warunki, na przykład miejsce w hotelu. I tu pojawiło się u mnie pytanie o charakterze ogólnym: gdzie jest granica pomocy państwa osobom potrzebującym?
Kiedy nasz kraj dotykają kataklizmy w wyniku których zostają zniszczone gospodarstwa domowe, niemalże natychmiast uwaga wszystkich kierowana jest na deklaracje władz. Mam wrażenie, że pojawia się wówczas powszechne oczekiwanie, iż to przede wszystkim państwo powinno pokryć straty powstałe w wyniku tego nieszczęścia.
Pamiętam szkolenia jakie prowadziłem dla osób bezrobotnych. Większość z nich prezentowało postawę wyczekującą. Jedna z uczestniczek szkolenia groziła wręcz, że jeżeli wójt nie znajdzie dla niej pracy, to ona przyprowadzi mu swoje dzieci do wykarmienia. Dziś słyszę polityków, którzy dają jednoznaczny sygnał osobom poszukującym pracę: to głównie państwo jest odpowiedzialne za organizację miejsc pracy.
Jestem z pokolenia, które obowiązkowo na studiach musiało zaliczyć ekonomię polityczną. To wówczas nakreślano nam wizję komunizmu, który opierał się na zasadzie „każdemu według jego potrzeb”. Okazuje się, że dziś coraz powszechniejsze staje się oczekiwanie, aby państwo realizowało tę zasadę. Coraz więcej grup społecznych oczekuje wsparcia i to na odpowiednim poziomie.
Gdzie jest granica pomiędzy odpowiedzialnością państwa, a odpowiedzialnością obywatela za swoje życie ?
Wiem jak trudne jest określenie tej granicy, ale znam również mechanizm psychologiczny, który działa na rzecz zdejmowania odpowiedzialności z siebie, i przerzucania go na innych. Myślę, że warto o nim mówić. Poza tym warto przypominać o tym, że państwo to my. Za hotel, którego domagała się kobieta oczekująca na odśnieżenie drogi, zapłacilibyśmy wszyscy. Bardzo jej współczułem jednak uważam, że w obliczu jej problemu są zdecydowanie większe, które również wymagają naszego wsparcia.
