W drugi dzień Bożego Narodzenia byłam gościem Pawła Sito w jego audycji "Transformacja" w radiu TOK FM. O czym można rozmawiać w taki dzień? Pewnie znalazłoby się mnóstwo tematów. Wyścigi w atrakcyjnosci prezentów, sutości wigilijnego stołu, czy wreszcie stresowi, który wielu z nas towarzyszy w ostatnich dniach grudnia.

REKLAMA

Kilka dni mocno komentowana była wypowiedź amerykańskiej dziennikarki "The Guardian" Paris Lees, która oświadczyła, ze w tym roku nie kupuje prezentów, bo jej nie stać. Nie chce wydawać pieniędzy, których nie ma. Czy my potrafimy tak otwarcie przyznać się do tego, że nas na coś nie stać, albo że postanowiliśmy być oszczędni? A może ciągle jesteśmy zachwyceni możliwością konsumowania wielu dóbr? Po kilkudziesięciu latach PRL'u chcemy się cieszyć dostęnością wszystkiego? Myślę, że dużej mierze tak jest. Że jeszcze się nie nacieszyliśmy dobrobytem i dlatego tak chętnie kupujemy dużo drogich prezentów. To jednak nie jedyna przyczyna. Nierzadko jest tak, że drogimy prezentami chcemy kupić sobie coś cenniejszego, czyli miłość i przyjaźń. Sądzimy, że nadrobimy przez to cały rok zaniedbywania relacji z bliskimi osobami. Sposób szykowania prezentów bywa odbiciem naszych więzi z bliskimi. Bywa, że szykujemy prezenty z namysłem, rozmawiamy z rodziną, przyjaciółmi. Znamy ich gust i potrzeby, a prezent wybieramy na wiele tygodni (albo i miesięcy) przed Bożym Narodzeniem, zamiast kupować 20go grudnia gotowy, przypadkowy zestaw w drogerii. Wtedy i obdarowany i prezentodawca są szczęśliwi :)

logo
Transformacje z Pawłem Sito Dorota Minta

Kolejna rzecz, o której rozmawialiśmy, to marnowanie jedzenia. Okazuje się, że statystyczna polska rodzina wyrzuci po Świętach 200 złotych w postaci niezjedzonych specjałów. I nie dotyczy to wcale ludzi najbogatszych! Skąd ta wątpliwa sztuka marnowania? Zapewne jedną z przyczyn jest nieumiejętność planowania zakupów, skłonnośc do kupowania w nadmiarze, ale też – a może przede wszystkim nieumiejętność przechowywania żywności. Straciliśmy gdzieś w zachwycie nad nowym systemem umiejętność mrożenia i wekowania. Może chcieliśmy w taki sposób zerwać ze wspomnieniami szarych czasów Jaruzelskiego?? Może, ale w efekcie przestaliśmy szanować pracę ludzi, którzy tą żywność dla nas wyprodukowali. A przeciez można zamrozić kawałek pieczeni, która została o dwudniowej uczcie, podobnie jak resztki doskonałego bulionu wlane do pudełeczek. A moze zawekować świateczny bigos? Z jaką przyjemnością za kilka tygdni, zmęczeni ciężkim dniem pracy wyciągniemy z zamrażalnika pierogi z kapustą i grzybami ... W ostatnich dniach spotkała sporo osób, które mówiły, że nie lubią Świąt, że marzą, żeby wyrwać się z rodzinnego "piekiełka i wrócić do pracy. Dlaczego tak jest? Pewnie przyczyn jest sporo. Bo spędzamy czas z ludźmi, którzy wcale nie są tacy ważni, na siłę udajemy wesołość i dajemy się wtłoczyć w utarte koleiny. Bywa, że czas spędzony z rodziną przypomina nam o urazach i problemach. Tymczasem w takie dni spędzamy więcej czasu ze sobą, a jednocześnie boimy się zacząć poważną rozmowę. Przed nami jeszcze kilka wolniejszych dni. Wybierzcie się na spacer z bratem, mamą albo wujem. Każdym z którym od lat nie mieliście odagi porozmawiać o niezałatwionej, drazłiwej sprawie. Spacer nie dość, ze się przyda po kilku dniach obżarstwa, to jeszcze sprzyja rozmowie. Można iść przed siebie, nie ma niepotrzebnych świadków, a i nie trzeba cały czas patrzeć tej drugiej osobie w oczy. Nie zostawiajcie na kolejny rok zabagnionych, zadawnionych spraw. Rozmawiajcie, mówcie o swoich uczuciach. Wkrajach, które maja za sobą więcej lat dobrobytu niż Polska co raz głośniej mówi się o spowolnieniu, o większej uważności dla drobnych spraw. Popularność znajduje wszystko co slow. U nas też zaczyna zdobywać entuzjastów spowolnienia. Świeta i te najbliższe kilka dni to świetny czas na spędzanie czasu z bliskimi i ważnymi osobami. Korzystajcie z długich wieczorów i usiądźcie wspólnie nad planszą jakiejś gry. Nawet zwyczajny "Chińczyk" będzie doskonałym pretekstem do spędzenia wspólnego czasu i rozmawiania. Nie wierzę w magię świątecznie-noworocznych postanowień, ale może warto zacząć trenować dobre rodzinne rozmowy? Zaryzykujcie, a następne Boże Narodzenie będzie pogodniejsze i o wiele mniej stresujące. A resztki ze stołu? Może pierożki z kutii? Albo z nadzieniem z owoców z wigilijnego kompotu?

Składniki: Ciasto:

mąka pszenna (może być pół na pół z gryczaną) – 1kg

olej – 1 łyżka

woda – ok 1 szklanki

mleko – ok. 1/2 szklanki

sól - szczypta Farsz I:

suszone owoce z kompotu – 1-2 szkl

migdały – 1/2 szklanki

Farsz II:

kutia z Wigilii – 1-2 szkl

Likier migdałowy – 20 ml

Sposób wykonania:

Farsz I:

odsączyć dokładnie owoce

zbalnszować i obrać ze skórki migdały

posiekać wszystkie owoce

posiekać migdały i dodać do owoców

wymieszać, można dodać kieliszek likieru pomarańczowego Farsz II:

wymieszać resztki kutii z likierem

Ciasto:

zagotować wodę

zmieszać gorącą wodę z zimnym mlekiem

wysypać na blat mąkę z solą zrobić "dołek i wlewać w niego powoli wodę z mlekiem,

wyrabiać szybko ciasto, ja robię to nożem

jak mąka wciągnie wodę i zacznie się robić ciasto, dodać olej i szybko wyrobić rękoma eleastyczną kule ciasta Pierogi

rozwałkowywać porcje ciasta na cieniutki placek (2-3 mm)

wykrajać małą szklanką krążki

nakłdać łyżeczką dowolny farsz, zlepiać pierogi

gotować pierogi w lekko osolonej wodzie z dodatkiem łyżki oleju – ok. 3 minuty od wypłunięcia pierogów na powierzchnię

wykładać na półmisek, posypywać wiórkami masła

można jeść świeżo ugotowane lub odsmażone na masełku

logo
poświąteczne pierogi Dorota Minta

Nie marnujmy ani jedzenia, ani czasu. Doceniajmy chwile i cieszmy się nimi w towarzystwie bliskich osób.