Prezydent Bronisław Komorowski podpisując ustawę o OFE podjął najgorszą w czasie całej swej prezydentury decyzję. Choć być może uważa, że z punktu widzenia jego dalszych politycznych losów, był to krok słuszny.
Prezydent jako strażnik Konstytucji pełni istotną rolę w procesie legislacyjnym. Jego podpis ów proces wieńczy. Gdy z jakąś ustawą się nie zgadza – może skorzystać z prawa weta, którego odrzucenie wymaga większości 3/5 Sejmu. Gdy ma wątpliwości co do zgodności ustawy z Konstytucją może przed jak i po jej podpisaniu skierować ją do Trybunału Konstytucyjnego. Ta ostatnia możliwość jest – powiedzmy to sobie szczerze – pewnym konstytucyjnym curiosum. Zakłada ona bowiem, iż prezydent – mając poważne wątpliwości co do konstytucyjności danej ustawy (bo przecież gdyby ich nie miał, to nie kierowałby ustawy do Trybunału) – mimo wszystko ją podpisuje i sankcjonuje w ten sposób, przynajmniej na jakiś czas, obowiązywanie niekonstytucyjnego prawa.
Prezydent Bronisław Komorowski w sprawie ustawy dotyczącej OFE skorzystał – niestety – z tej ostatniej możliwości. Ustawę skierował do Trybunału ale wcześniej ją podpisał, czym umożliwił wejście jej w życie.
To zła decyzja przynajmniej z trzech powodów.
Po pierwsze, jeśli ustawę wywłaszczająca Polaków z ich emerytalnych oszczędności Trybunał Konstytucyjny uzna za kilka lub kilkanaście miesięcy za sprzeczną z Konstytucją (a tak ocenia ją dzisiaj większość prawnych autorytetów) to powstanie olbrzymi problem, w jaki sposób przywrócić zgodny z Konstytucją stan obecny. Innymi słowy, o wiele łatwiej jest zagrabić – co nastąpi z początkiem lutego – niż potem to, co zagrabione i nieodpowiedzialnie skonsumowane, oddać prawowitym właścicielom czyli 16 milionom Polaków.
Po drugie, Prezydent stwierdził, iż w sytuacji, w której zagrabiane pieniądze z OFE już zostały wpisane jako cześć dochodów budżetu państwa, praktycznie nie miał wyboru i ustawę podpisać musiał. Problem z tą wypowiedzią nie sprowadza się tylko do tego, że jest ona nieprawdziwa – w wyniku nie podpisania ustawy przez Prezydenta rząd musiałby jedynie nowelizować budżet. Poważniejsza kwestia polega tu na tym, że Prezydent informuje nas, iż de facto pozbawiono go jego konstytucyjnych uprawnień, gdyż swej decyzji nie mógł on podejmować w sposób całkowicie suwerenny. W tym kontekście należałoby się poważnie zastanowić nad legalnością uchwalenia budżetu, w którym uwzględniono dochody z OFE, przed uchwaleniem ustawy o zabraniu tych pieniędzy z OFE.
Po trzecie wreszcie, mimo formalnej poprawności, decyzja Prezydenta jest fatalną lekcją stanowienia prawa i tworzy niedobry wzorzec, gdy mowa o konstytucyjnym obyczaju funkcjonowania Głowy Państwa. Oto bowiem z wypowiedzi zarówno samego Prezydenta Komorowskiego jak i jego współpracowników można wywnioskować, iż Prezydent – strażnik Konstytucji – podpisał i wprowadził w życie prawo, co do którego jest w dużej mierze przekonany, iż jest ono niezgodne z Konstytucją.
Pytanie, czemu Prezydent to robi.
Być może jakimś tłumaczeniem jest to, co stara się nam zasugerować sam Bronisław Komorowski – czyli „nie chcę, ale muszę”, bo „postawiono mnie przed faktami dokonanymi”, bo „inaczej nie dopiąłby się budżet” itp. Ale chyba najbardziej wiarygodna hipoteza wiąże się z planami reelekcji w 2015 roku. Prezydent dokonał analizy, co będzie bardziej kosztowne – chwilowe zwarcie z niechętną zmianom w OFE większością Polaków czy otwarty konflikt z Donaldem Tuskiem i kierowaną przez niego Platformą. I uznał, że przez najbliższe półtora roku notowania wśród Polaków zdoła odrobić. Natomiast wzbudzony wetem wobec ustawy o OFE gniew Donalda Tuska byłby nie do odwrócenia, a konsekwencje tego gniewu w 2015 roku mogłyby być bardzo groźne, a na pewno trudne do przewidzenia.
