Decyzja francuskiej Rady Stanu, odwołująca spektakl kontrowersyjnego komika Dieudonné w Nantes, jest wydarzeniem bez precedensu w zakresie wolności zgromadzeń i wolności słowa. Prawnicy ostrzegają przed cenzurą, a humorysta wycofuje się ze swojego tournée. A ja dorzucam – nie taki Dieudonné straszny.

REKLAMA
Decyzja Rady Stanu i jej konsekwencje
Pierwszy wpis poświęcam tematowi jakże ważnemu, jakim jest wolność słowa, oferując Wam, drodzy czytelnicy, szerszą analizę postaci Dieudonnego M’Bala M’Bala, ochrzczonego, po prostu, Dieudonné.
W ciągu kilku ostatnich lat, francuskie trybunały administracyjne piętnaście razy broniły humorystę i jego spektakle. Sama Rada Stanu, nadrzędna sądom administracyjnym, uchyliła w 2010 roku decyzję mera Orvault (departament Loire-Atlantique), który nie był przychylny występom komika w swoim mieście – podaje dziennik „Libération”.
Tym razem, miarka się przebrała. Rada Stanu w Nantes zakazała komikowi występu w tym mieście. Chodzi o zamieszczanie przekazów i treści antysemickich w skeczach humorysty. Sędzia Bernard Stirn napisał w uzasadnieniu:
Bernard Stirn, sędzia Rady Stanu; źródło: „Le Figaro”
„Zaistniało ryzyko zaburzenia porządku publicznego oraz ataków na godność ludzką, wartość świętą, ustanowioną w Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela oraz w tradycji republikańskiej”.
logo
Decyzja Rady Stanu w sprawie Dieudonnego, 9 stycznia 2014, www.liberation.fr
Manuel Valls, francuski minister spraw wewnętrznych, ma osobisty udział w tej sprawie. To on najpierw polecił merom odwołanie tournée „Mur” humorysty, czego konsekwencją była decyzja Rady Stanu. Decyzja, jak sam przyznaje, bardzo zadowalająca:
Manuel Valls, minister spraw wewnętrznych; źródło: „Le Monde”
„Republika odniosła zwycięstwo. (…) Nie możemy tolerować nienawiści względem drugiej osoby, rasizmu, antysemityzmu, negacji wszystkiego; to nie jest po prostu możliwe, to nie jest wizytówką Francji”.
Choć w teorii, decyzja Rady Stanu jest tylko jednorazowym, wydanym w trybie przyspieszonym aktem, który nie stwarza ogólnego prawa, widać już jego efekty. Sąd administracyjny w Orleanie i prefekt paryskiej policji nie dopuścili do kolejnych wystąpień satyryka w Tours i Paryżu. W najbliższych planach Dieudonnego były tez inne francuskie miasta, ale komik wycofał się i odwołał swoje tournée. W zamian, zaproponował całkiem nowy spektakl o tematyce afrykańskiej i niepolitycznej, zatytułowany „Asu Zoa” i napisany ponoć w trzy dni.
Tymczasem, Internet ciągle huczy od protestów w obronie komika, strasząc o nadchodzącej wielkimi krokami cenzurze. „Skandal demokratyczny”, „dyktat polityczny”, „nasze wolności topią się” – to komentarze czytelników „Le Point”. Stowarzyszenia artystyczne i prawnicy są sceptyczni wobec orzeczenia Rady Stanu. Według nich, wolność słowa i wolność zgromadzeń mogą być potencjalnie zagrożone. Największą wątpliwość budzi zapis o „godności ludzkiej” jako fundamencie porządku publicznego. Prawnik z zakresu prawa publicznego, Serge Slama, zauważa:
Serge Slama, prawnik; źródło: „Le Monde”
„Podstawowym zagrożeniem jest to, że wchodzimy tu w dyskusje o moralności. Jeśli przyjmiemy taką logikę, to każdy mer lub prefekt będzie mógł nam czegoś zabronić, między innymi, rozpowszechniania wideo i odwiedzania stron internetowych. (…) Poza tym, odwoływanie się do tradycji republikańskiej i Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela wydaje się przeakcentowane: przecież deklaracja z 1789 roku jest tekstem, który ma chronić wolności, a nie je uszczuplać”.
Wydaje się, ze wolność słowa (mimo, że to wolność „do”, a nie „od”) powinna być ograniczana tylko w skrajnych przypadkach, takich jak podżeganie do przestępstwa czy głoszenie oszczerstw. Jeśli chodzi o to ostatnie, Dieudonné jest kontrowersyjny i niejednoznaczny, dlatego wymiar sprawiedliwości ma z nim taki kłopot. W powyższej sprawie kabareciarzowi przysługuje jeszcze odwołanie się do Europejskiego Trybunału Spraw Człowieka. Komik nie pozostaje bez szans, bo Francja już kilkakrotnie została skazana przez Trybunał w Strasburgu za ograniczanie wolności słowa. Czy tak będzie i tym razem? Na decyzję poczekamy nawet trzy lata.
Świat według Dieudonnego
Kim jest tak naprawdę Dieudonné? Geniusz gatunku czy szyderca? Antysemita czy przedstawiciel kontrkultury? Polskiej publiczności znany jest mniej, ale w ciągu ostatniego tygodnia zdążyła posłać go na szubienicę. Szeroko rozpoznawalny na francuskiej scenie publicznej od lat dziewięćdziesiątych, kiedy stworzył duo wraz z innym komikiem, Elie Semounem. Ich wspólne występy cieszyły się dużą popularnością, oboje obnażali paradoksy systemu politycznego i obśmiewali stereotypy rasowe. Było zabawnie i w dobrym guście. Elie, z pochodzenia Żyd, ucieleśniał wyznawcę judaizmu, Cohena, ścierającego się z czarnoskórym Bokassą, czyli Dieudonnem o francusko-kameruńskich korzeniach. To był dla tego ostatniego bardzo udany okres, kiedy to regularnie pojawiał się w telewizji, grał na wielkim ekranie, komentował futbol.
Po rozstaniu z Semounem zaczął angażować się politycznie, kandydował z list Frontu Narodowego, a także do Europarlamentu z listy Partii Antysyjonistycznej. Chętnie zapraszał na scenę polityków (m.in. Jean-Marie Le Pena, który jest nota bene chrzestnym jego córki), myślicieli ze skrajnej prawicy (m.in. Roberta Faurissona, znanego ze swych antyżydowskich przekonań), a nawet działaczy komunistycznych (Alain Soral). Przekonania Dieudonnego ewoluowały od lewicy po skrajną prawicę, a na estradzie zrobiło się i smieszno i straszno, by przywołać tu stare rosyjskie porzekadło.
W jednym z kabaretów, komik odgrywa rolę niemieckiego żandarma w Auschwitz, rozmawiając o prysznicach i negując istnienie komór gazowych. W innym, zatytułowanym „Shoananas”, wyśmiewa eksterminację Żydów. "Shoananas" to amalgamat językowy, stworzony z Shoah (eksterminacja Żydów przez nazistowskie Niemcy) i nanas (kobietki, w języku potocznym). Tak się składa, że „shoananas” jest homonimem z „chaud ananas”, co oznacza „gorący ananas”. Pod przykrywką głupkowatej pioseneczki w egzotycznym stylu kryje się przekaz. Piosenka jest parodią kawałka Annie Cordy z 1985 „Chaud cacao” („gorące kakao”), który był co prawda skierowany do dzieci, ale mógł być przez dorosłych odczytany jako rasistowski.
Prowokacja za prowokacją. Nawet jego współpracownicy nie potrafią określić, kiedy humorysta mówi serio, a kiedy nie. Sam Dieudonné utrzymuje, że nie jest antyżydowski, a antysyjonistyczny i antysystemowy. Kategorycznie zaprzecza, jakoby był nazistą.
Na przykład gest, zwany quenelle, używany przez kabareciarza od lat, a ostatnio rozpowszechniony przez gracza futbolu Nicolasa Anelkę, jest antyżydowski czy nie? Z pewnością na początku był to po prostu znak rozpoznawczy Dieudonnego. Znak tajemnego porozumienia z fanami i walki z establishmentem. Mówią o nim - połączenie gestu Kozakiewcza i „heil Hitler”. Pamiętacie „Falę” (2008), w reżyserii Denisa Gansela? Tytułowa fala to gest, jakim nauczyciel historii posługuje się w komunikacji ze swoimi uczniami, przeprowadzając lekcję o niebezpieczeństwach nazizmu. Gest ten wymyka mu się spod kontroli. Takie mam skojarzenia na temat dieudonnowskiej quenelle – wymknęła się trochę spod kontroli. Pierwszy skandal wybuchł już w 2003 roku, kiedy to Dieudonné, przebrany za ortodoksyjnego Żyda, pokazał quenelle, wypowiadając słowo: „IsraHeil”. To jest oczywiście godne potępienia, bo młodzi ludzie, utożsamiający się z komikiem, zaczęli pokazywać quennelle wszędzie, także przed synagogami. Warto jednak dodać, że przez długi czas Francuzi nie traktowali tego gestu jako antyżydowskiego. Zupełnie jak tych dwóch wojskowych, którzy pokazali quenelle przed paryską synagogą, a którzy chcieli tylko pozdrowić swojego szefa. Gestem antyżydowskim dopiero się stał po skojarzeniu „IsraHeil” z wyznawcami judaizmu i po nagłośnieniu tej sprawy przez organizacje praw obrony Żydów.
logo
Dieudonné pokazujący quenelle, www.metronews.fr
Dieudonné ma na szczęście też drugą twarz, o ładniejszym profilu. Humorysta napisał tony spektakli społecznych, wojennych i historycznych. Nokautuje francuskie więziennictwo. Występy polemiczne to jego specjalność. Francuskojęzycznym polecam kapitalny sarkastyczny występ „Le cancer” („Rak”) celujący we francuską służbę zdrowia. Stworzył też wiele tekstów, w których parodiuje dosłownie każdą grupę etniczną czy religijną. Z tekstami o chrześcijanach czy muzułmanach nigdy nie miał problemów. Dosadnością i humorem, inteligencją i bystrością wypowiedzi góruje nad wieloma kabareciarzami, nie tylko francuskimi. Przy tym, opanował doskonałą grę aktorską. Niestety, niektóre jego antyżydowskie żarty są po prostu niesmaczne i przesłaniają jego kunszt. Ponieważ antysemityzm jest we Francji złamaniem prawa, humorysta ma na koncie sporo wyroków i niezapłaconych kar pieniężnych. Ciągle się odwołuje, przeprasza tych, których uraził, a jego biznes przenosi się powoli do Internetu, gdzie Dieudonné króluje bezapelacyjnie. „Le Figaro” szacuje, że straty za jeden odwołany spektakl w Nantes mogą osiągnąć nawet 211 tysięcy euro. Dieudonné już zaproponował swoim fanom, by w geście solidarności, nie żądali zwrotu pieniędzy, a przyjęli w zamian płytę DVD z jego skeczami.