
Oboje czekali na tę chwilę dwa lata. Dwa lata, które zdawały się być wiecznością. I tak, dla Macieja Bukowskiego i jego genetycznej siostry bliźniaczki Ulrike Jager Mohrhagen tegoroczne walentynki były magiczne. To wtedy spotkali się po raz pierwszy, mogli uściskać jak rodzina, a Maciej mógł podziękować Ulrike za życie, którym dzięki niej nadal może się cieszyć. Łzom i wzruszeniu nie było końca. Poznajcie historię Maćka i przeczytajcie jakim szczęściem było dla niego poznanie swej dawczyni.
Historia 50-letniego Maćka jest szczególna ze względu na przebieg wyjątkowo długiego leczenia. Choć czuł się źle przez jakiś czas, nie dopuszczał do siebie myśli, że coś może być z nim nie tak. Rozwijał swoją firmę i szkoda mu było czasu na „chodzenie po lekarzach”. Gdy wreszcie w wieku 32 lat zgłosił się do lekarza,w jego organizmie rozpoznano zaawansowaną ziarnicę złośliwą. Dowiedział się wtedy, że kilka miesięcy zwłoki mogło doprowadzić do jego śmierci. Pomimo przeprowadzenia autologicznego przeszczepienia szpiku (przeszczep własnego szpiku oczyszczonego z komórek rakowych), choroba powróciła, a kolejne chemie wyniszczały Maćka fizycznie i psychicznie. - Miałem dość leczenia. Chciałem odebrać sobie życie - wyznaje wspominając ciężkie chwile.Kiedy wszystko szło dobrze i ziarnica ustąpiła, organizm mężczyzny zaatakowała inna odmiana nowotworu układu krwionośnego - chłoniak złośliwy. Pomimo intensywnego leczenia i kolejnych prób chemioterapii, jedynym wyjściem było odnalezienie bliźniaka genetycznego.
"To było jak cud"
Znalezienie osoby zgodnej genetycznie nie jest proste. Mówi się, że to szukanie igły w stogu siana, ale przykład Macieja udowadnia, że warto jej szukać. - Z tego co wiem, mój bliźniak znalazł się na miesiąc przed moim przeszczepieniem. Z braku możliwości, przy jednoczesnej konieczności działania medycznego, wytypowano dawcę nie do końca zgodnego genetycznie. I dosłownie w ostatniej chwili okazało się, że znalazł się ten właściwy, zgodny perfekcyjnie. To było jak cud - mówi poruszony. Ta informacja była dla Maćka i jego rodziny jak zbawienie. 25 stycznia 2012 roku doszło do przeszczepienia, a On rozpoczął nowy etap w swoim życiu. Jego wdzięczność była tak wielka, że nie chciał czekać przepisowych dwóch lat na poznanie dawczyni. - Śmieję się dziś z siebie, bo byłem do tego stopnia zdesperowany, że myślałem o wynajęciu detektywa, by odnalazł mojego bliźniaka. Na szczęście opanowałem się dzięki mojej mądrej i rozsądnej żonie - mówi z uśmiechem.
"Jest moją siostrą"
Na szczęście szpik dawczyni przyjął się, a dwa lata wreszcie minęły. Termin spotkania wyznaczono na 14 lutego. I rzeczywiście dzień św. Walentego okazał się pełen miłości, ale tej nieco innej – bo do bliźniego. Maciek mógł w końcu poznać swoją genetyczną siostrę- Ulrike Jager Mohrhagen. To pochodząca z Niemiec prawniczka i jak się okazało, rówieśniczka Maćka. Kiedy Ulrike stanęła przed Maćkiem emocje wprost wybuchły. Łzom i uściskom nie było końca, a bariera językowa zdawała się nie istnieć. Oboje wiedzieli dlaczego sie spotkali i co jedno drugiemu zawdzięcza. Maciej życie, Ulrike poczucie spełnienia jako dobry człowiek. Słowa były zbędne. Dla Macieja naturalne było też to, że dawczyni zagości w jego sercu jako nowa siostra. - Ja już jej powiedziałem, że chce tego, czy nie, ale stała się moją siostrą. (...) Ja ją zawsze będę traktował jako rodzinę. Mam brata, a teraz mam także siostrę - powiedział z uśmiechem. Dodał, że będzie dążył do tego, aby spotykać się z Ulrike jak najczęściej.

"To mnie odmieniło"
Ten dzień był wyjątkowy nie tylko dla biorcy. Dawczyni również głęboko przeżyła ten moment i przekonuje, że fakt oddania szpiku odmienił jej życie. - Moje życie się zmieniło, choć niezupełnie, bo ja zawsze jako osoba wierząca starałam się wspierać ludzi, nie tylko ze względu na moje przekonania. Jednak fakt, że oddałam cząstkę siebie i Maciej przeżył jeszcze bardziej mnie odmienił i sprawił, że przestawiłam swoje priorytety - powiedziała wzruszona Ulrike. Dawczyni dodała, że ten dzień będzie dla niej na zawsze wyjątkowy i aż trudno jej wyrazić to co czuje.
Takie historie są dowodem, że niewielkie poświęcenie może przynieść wielkie efekty. Robiąc tak niewiele możemy uratować komuś życie. Takiej satysfakcji nic nie jest w stanie zastąpić. Maciek dobrze o tym wie, dlatego sam zaangażował się teraz w pomoc potrzebującym. Będzie wspierał organizację akcji rejestracji potencjalnych dawców dla byłego piłkarza Arki Gdynia - Jacka Pietrzykowskiego, cierpiącego na anemię aplastyczną. Akcja odbędzie się ona 23 lutego w Centrum Handlowym Riviera w Gdyni w godzinach 10-20. Wolontariusze DKMS będą czekać na wszystkie osoby, które jak Ulrike chciałyby oddać cząstkę siebie i dać komuś szansę na drugie życie.
Artur Kowalczyk / DKMS
