
Ateizm mądry, ateizm otwarty, tolerancyjny, a jednak pewien siebie i pełen energii. Ateizm wyrażający się poprzez sztukę, naukę i troskę o wolność człowieka. W dniach 8 - 9 marca odbyły się pierwsze Dni Ateizmu we Wrocławiu zorganizowane przez Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów.
Kluczem dla naszych Dni Ateizmu były trzy słowa - racjonalizm, sztuka i wolność słowa. Każde z tych słów jest gwarantem swobodnej ekspresji każdego człowieka. O tej wolności wspaniale mówił znany działacz świecki, prezes Towarzystwa Humanistycznego, Andrzej Dominiczak. W swoim wykładzie zwrócił uwagę też na niuanse, o których nie wolno zapominać, gdy krytykuje się działania ludzi, którzy w myśl religijnych i nie tylko religijnych dogmatów ograniczają wolność innych.
Andrzej podał proste przykłady na to, że również ateiści potrafią, niestety, popadać w dogmatyzm. Gdy bardzo czegoś chcemy, wygodna jest jednoznaczność i robienie ze złożonych sytuacji prostych czarno - białych schematów. Nawet, gdy w grę wchodzi pedofilia księży, warto przecież zapytać, jak ogólnie ma się, na przykład, Dominikana pod względem wykorzystywania seksualnego dzieci w tym wyspiarskim kraju. Kontekst nie jest oczywiście argumentem usprawiedliwiającym pedofilię, można jednak zapytać, dlaczego dopiero polscy duchowni stali się sensacją na niestety pełnej dziecięcej prostytucji wyspie. Andrzej Dominiczak zachęcał nas wszystkich do niezatracenia prawdziwego racjonalizmu w ocenie każdej sytuacji, nawet gdy wygodne i medialne jest pójście na skróty polegające na uproszczeniu rzeczywistości. Proste, hasłowe akcje medialne przynosić mogą szybki efekt, lecz dopiero chęć głębszego zrozumienia zjawisk społecznych zapewnia długotrwały i owocny dialog prowadzący do rzeczywistych przemian. Andrzej poświęcił też sporo zdań ateistom, którzy dla mód intelektualnych wyrzekają się naukowego spojrzenia na świat i bronią tychże postmodernistycznych "oczywistości" kosztem światopoglądu racjonalno - naukowego. Andrzej jednocześnie przypomniał, że jest przecież współwydawcą najśmielszej ateistycznej książeczki dla dzieci na naszym rynku, czyli "O tym jak Jeżyk i Prosiaczek Boga szukali i co z tego wynikło" Michaela Schmidta Salomona.
Pełne umiaru i humanizmu tezy Dominiczaka stały się jednym ze stałych akcentów w festiwalowych dyskusjach. Innym ważnym elementem festiwalu był wykład prof. Wojciecha Krysztofiaka na temat wolności. Wolność zyskała w jego modelu filozoficznym wymiar uniwersalny, uzależniony od tego, jak daleko możemy pójść w swoich rozmyślaniach i spojrzeniach na świat. Jeśli czyjaś wyobraźnia zamknięta jest w ciasnej klatce prostych stwierdzeń, jest to największe pogwałcenie osobistej wolności. Jak łatwo się domyśleć, taka niewola zrodzić się może w każdym umyśle, i jest czymś podstawowym i pierwotnym wobec warunków zewnętrznych. Zarówno Dominiczak, jak i Krysztofiak opowiedzieli się za poglądami Poppera mówiącymi o tym, że im większy jest zbiór punktów odniesienia w świetle których oceniamy daną sytuację, tym bardziej racjonalni i wolni jesteśmy w tej ocenie.
Maciej Psyk, który przybył do nas z Londynu, ukazał orzeczenia Trybunału w Strasburgu dotyczące łamania zawartego w Europejskiej Konwencji Praw Człowieka prawa do wolności ekspresji, czyli do wolności słowa. Szef wystap.pl jak zwykle zachwycił zgromadzoną widownię starannym przygotowaniem mało znanego w Polsce tematu. Nie było to dziwne u osoby, która napisała setki artykułów krytykujących nonszalancki stosunek urzędu i sądu do prawa. Ta nonszalancja miała niekiedy charakter nabożnego lęku przed normalnym traktowaniem kościelnych archiwów z danymi osobowymi. Na koniec swojego wykładu Maciej zaprezentował nam film o parze dwóch zwykłych Anglików, która wygrała wieloletnią batalię z McDonald's dotyczącą prawa do mówienia prawdy o ciemnej stronie produktów gastronomicznych koncernu. Uśmiechając się do nas Maciej Psyk zachęcał nas do pójścia w ślady tych niezłomnych ludzi, nawet jeśli walka o prawa ateistów do równego traktowania w Polsce wydaje się wyprawą z motyką na Słońce. Szefów polskich McDonald'sów chciałbym na marginesie zapewnić, że nie muszą się nas póki co bać, bo my, ateiści, mamy ważniejsze sprawy do wywalczenia w naszym kraju.
Dr Piotr Napierała z Poznania, znakomity badacz oświecenia i wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, zapoznał nas z dziejami cenzury. Myślę, że mało kto wie, iż historia tego niemiłego zjawiska jest równie bogata jak historia jakiegoś wielkiego kraju. A że niezbyt miły to kraj, warto znać od podszewki początki instytucjonalnego kneblowania ust, aby jak najmądrzej się przed tym bronić. Piotr zauważył jednak, że zawsze będą istniały rzeczy, o których nie wolno będzie mówić. Cenzorem nie zawsze będzie władza państwowa. Niekiedy silniejszą bywa cenzura obyczajowa, wzmacniana przez chęć robienia miłych dla przeciętnego odbiorcy materiałów przez komercyjne media. Piotr mówił nie bez humoru o ludziach uważających się za przeciwników cenzury, choć wspierających cenzurę obyczajową.
Na Dniach Ateizmu nie zabrało artystów. Ogromne wrażenie zrobił na wszystkich Wojciech Hawryluk, który przybył do nas z Lublina, aby zaprezentować wiersze ze swojego tomiku poetyckiego "Wieża Nobel". Skupieni w pięknej Sali Czarnej Hotelu Tumskiego, której okna wychodzą na najstarszą część Wrocławia, noszącą jeszcze ślady pierwszego, VIII wiecznego grodu, który miał rozwinąć się w stolicę całego Dolnego Śląska, słuchaliśmy poezji ateistyczno - racjonalistycznej, pełnej polotu, głęboko filozoficznej, a jednak momentami naprawdę humorystycznej.
Ogromne zainteresowanie słuchaczy zyskał też występ Pawła Hajncla, sławnego "Człowieka Motyla" z Łodzi, który opowiadał nam o swoich odważnych happeningach uderzających w klerykalizm i wszelkie inne dogmatyzmy polskiego społeczeństwa. Te happeningi okazały się wielowymiarowe, oraz pełne ciepłego humoru. Wraz z prezeską wrocławskiego oddziału PSR, Kają Bryx postanowiliśmy podczas pofestiwalowego zwiedzania miasta zaproponować Pawłowi przygotowanie pod jego artystycznym nadzorem happeningu na następne wrocławskie Dni Ateizmu. Przed zwiedzaniem Paweł został wzięty w obroty przez ekipę racjonalista.tv, która zrobiła z nim wywiad o początkach jego ateistycznej drogi. Racjonalista.tv wiernie śledziła również całość festiwalu.
Paweł Hajncel występował na sam koniec Dni Ateizmu, w pięknym klasycystycznym dworku na Starych Szczytnikach, gdzie obok sal konferencyjnych mieści się obecnie restauracja "Przyjaciele i znajomi". Jako organizatorom miło nam było połączyć urodę Wrocławia z ateistycznym festiwalem.
Ja ze swej strony zapewniłem Dniom Ateizmu akcent muzyczny, jakim był mój recital poświęcony średniowiecznej muzyce krucjat. W Sali Czarnej grało się naprawdę świetne, zaś celem mojego koncertu było udowodnienie tezy, iż sztuka jest trwalsza niż jakiekolwiek ideologie, którym przejściowo musiało podlegać wiele jej dzieł.
Do tej między innymi tezy powróciliśmy podczas debaty o sztuce ateistycznej. Obok Andrzeja Dominiczaka, Wojciecha Hawryluka oraz Piotra Napierały dołączyła do nas szczecińska filozofka, Aleksandra Gad. Nasza rozmowa okazała się dość pełnym pejzażem tego zagadnienia. Piotr Napierała patrzył na sztukę jak rasowy oświeceniowiec, niemal jakby wczoraj rozmawiał z Wolterem. Z zapałem przestrzegał przed celowym irracjonalizmem romantyzmu w sztuce, ja zaś broniłem tezy, że sztuka to jednak w dużej mierze artyzm w dobieraniu efektów działających na ludzkie emocje i w tym sensie sztuka romantyczna nie jest wcale zła, gdyż racjonaliści też powinni mieć solidne danie emocjonalne dla intelektualnych działań. Aleksandra Gad zgodziła się z tą sugestią i przez całą debatę dbała o to, aby filozoficznie wzmocnić co trafniejsze elementy dyskusji. Andrzej Dominiczak, jako psycholog, był dość nieufny co do roli sztuki w światopoglądzie racjonalistycznym. Zwrócił uwagę na możliwość manipulacji przez sztukę, która była nieraz służką autorytarnych władców i ideologii. Hawryluk mówił jak rasowy poeta, czego można się było po rasowym poecie spodziewać. Na koniec pożegnał nas wierszem, gdyż musiał wrócić do Lublina, mając dalszą drogę do domu niż ktokolwiek z nas. Ja starałem się bronić sztuki ateistycznej nie tylko w formie dzieł antyklerykalnych, ale idących znacznie dalej światopoglądowo.
Pewną rozgrzewką dla tej debaty był mój wykład zainspirowany "Rozplataniem tęczy" Richarda Dawkinsa, gdzie broniłem ateizmu jako postawy twórczej i afirmacyjnej, a nie tylko kontestującej teizm. Sądzę, że sztuka w takim afirmacyjnym, twórczym ateizmie bardzo pomaga. Moja wizja sztuki ateistycznej zakłada również poważne, zapatrzone we wszechświat dzieła, na co nie mógł mi w pełni pozwolić Andrzej Dominiczak, propagując Monty Pythona, zwłaszcza zaś Żywot Briana pokazujący ludzi desperacko czyniących mesjasza ze zwykłego człowieka, raczej dość niechętnego tym zabiegom. Ciężko było nie uśmiechnąć się na wspomnienie sceny, gdy tłum świeżo upieczonych wyznawców woła mechanicznie i miarowo za swym niechętnym tej roli guru: "jesteśmy indywidualistami".
Jednym z pierwszych akcentów Dni Ateizmu był świetny wykład filozofa i znanego ateistycznego publicysty Juliana Jelińskiego poświęcony islamofobii. Julian przedstawił bardzo humanistyczne i racjonalne stanowisko w tym względzie, śmiejąc się, że wśród lewicowych obrońców islamu każdego sortu uchodzi za islamofoba, zaś wśród zagorzałych krytyków islamu za islamofila. Z jednej strony Jeliński przeciwstawił się uznawaniu każdej krytyki islamu za islamofobię i uzasadnił potrzebę krytycznego stanowiska w tym względzie. Z drugiej jednak stwierdził, że istnieje również silny rasizm wymierzony w ludzi wywodzących się z kultury muzułmańskiej. Również dla polskich ateistów znalezienie racjonalnej równowagi w tym temacie staje się coraz bardziej istotne.
Wrocławskie Dni Ateizmu skończyły się dla mnie i pozostałych organizatorów niemal dobę po ostatnim wykładzie. Sądzę, że udało się nam wszystkich stworzyć naprawdę miłą i mądrą atmosferę. Ateizm na Dniach Ateizmu okazał się światopoglądem dojrzałym, uniwersalnym, twórczym i prawdziwie humanistycznym. To był udany czas.
Zapomniałbym dodać. Jako, że Dni Ateizmu zaczynały się 8 marca, nie omieszkaliśmy zrobić przerwy na Manifę, na której Kaja Bryx miała świetną przemowę tuż pod kościołem św. Wojciecha (oj, zaczerwieniłby się od tej mowy). Wydaje mi się swoją drogą, że Manify bywają zbyt mało feministyczne, a za bardzo anarchistyczne. Nie każda feministka uważa, że wszelka władza jest zła, nie każda nawet uważa władze naszego miasta za wcielenie zła. Oddajcie Manifę kobietom, drodzy anarchiści!
