Piętnaście lat temu, 12 marca 1999 roku, Polska dokonała przełomowego kroku. Przełomowego nie tylko w skali życia jednego czy dwóch pokoleń, ale w skali całej naszej historii. Przystąpiliśmy do NATO – i tym samym zagwarantowaliśmy sobie bezpieczeństwo w stopniu, który nie ma precedensu w naszych dziejach.
Proces przystąpienia Polski do NATO zaczął się kilka lat wcześniej. Trudno powiedzieć, jakie wydarzenie ten proces zaczęło. Za taki symboliczny początek można bowiem uważać zarówno wypowiedziane, też 12 marca ale siedem lat wcześniej, w 1992 roku, słowa ówczesnego sekretarza generalnego NATO Manfreda Wörnera, że „drzwi do NATO są dla nas otwarte”, jak i późniejszy o półtora roku list prezydenta Lecha Wałęsy do sekretarza generalnego NATO, zawierający stwierdzenie, iż „członkostwo w NATO jest jednym z priorytetów polskiej polityki zagranicznej”. Ważnymi etapami naszej drogiej do NATO było podpisanie przez Polskę w 1994 roku Partnerstwa dla Pokoju, czy wreszcie rozpoczęcie w 1997 roku formalnych rozmów akcesyjnych pomiędzy Polską a NATO.
Byłem wtedy nie tylko obserwatorem tego procesu, ale także – jako przewodniczący sejmowej Podkomisji ds. Integracji z NATO – jego aktywnym uczestnikiem. Bardzo mnie wtedy cieszyła pełna zgodność wszystkich poważnych sił politycznych w Polsce co do tego, iż nasza integracja z NATO z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski sprawą jest absolutnie priorytetową. W tej sprawie trzeba docenić determinację naszych prezydentów – Lecha Wałęsy i Aleksandra Kwaśniewskiego i wysiłki wszystkich naszych premierów. Szczególne podziękowania winniśmy profesorowi Bronisławowi Geremkowi, dla którego, gdy pełnił urząd ministra spraw zagranicznych, kwestia naszej integracji z NATO była sprawą pierwszoplanową. Myślę, iż żadne inne liczne wyrazy uznania i nagrody jakie spotykały profesora Bronisława Geremka, nie dały mu tylu radości i satysfakcji, jak to, iż owego pamiętnego 12 marca 1999 roku w Independence w USA, na ręce sekretarz stanu USA p. Madeleine Albright mógł przekazać akt przystąpienia Polski do NATO.
Jeśli ktoś wątpi, czy nasze członkostwo w NATO coś nam daje, to może przekonana go takie oto porównanie:
Estonia jest małym krajem graniczącym z Rosją zamieszkiwanym przez niespełna 1,3 mln mieszkańców. Granicząca z Rosją Ukraina jest ponad trzynastokrotnie większa od Estonii i liczy 45,5 mln mieszkańców. W Estonii mniejszość rosyjska stanowi 25% ogółu ludności. Na Ukrainie Rosjanie stanowią trochę ponad 17% mieszkańców. Rosjanie zamieszkujący Estonię nie uzyskali automatycznego obywatelstwa. By je uzyskać muszą zdać egzamin z języka estońskiego, co było powodem protestów, także o charakterze ulicznym. Z tych powodów spora część zamieszkujących Estonię Rosjan czuje się obywatelami drugiej kategorii. Rosjanie na Ukrainie nigdy nie mieli takich problemów; nikt też nie kwestionował ich obywatelstwa i praw publicznych.
Ale to o mniejszość rosyjską na Ukrainie upomniała się Rosja i zbrojnie zajęła ukraiński Krym. Natomiast jest nie do pomyślenia, by Rosja zajęła choćby metr kwadratowy terytorium Estonii.
Powód tak różnego podejścia Rosji do Estonii i Ukrainy jest prosty i oczywisty. Estonia jest członkiem NATO. A Ukraina – nie.
