Drugi, trzeci i czwarty zastrzyk już za mną! Czy znosiłam je coraz lepiej? Czy te wszystkie objawy niepożądane stawały się mniej dokuczliwe? I tak i nie.
Zwykle lek podaję sobie w godzinach wieczornych w poniedziałki i niestety… wtorki w dalszym ciągu bywają trudne. Co prawda dreszcze ustąpiły i nie miewam już podwyższonej temperatury, natomiast bóle głowy i stawów, a także uczucie ogólnego rozbicia w dalszym ciągu się utrzymują przez większość kolejnego dnia.
Nie jest łatwo, ale… nie jest też najgorzej! Mogę jako tako funkcjonować, uśmiechać się, chodzić na zajęcia i wypełniać swoje obowiązki. Nawet planuję wykupić karnet na siłownię i chodzić na różnego rodzaju zajęcia ruchowe. Może jakaś joga, stretching, pilates? Poza tym ciągle staram się powtarzać sobie, że będzie dobrze! Że to wszystko jest po to, aby kiedyś było lepiej!
Kolejną sprawą, którą chciałabym poruszyć jest problem skóry. Po poprzednich terapiach wiem, że mogą pojawiać się na niej pewne dokuczliwe zmiany. Dlatego też już od samego początku leczenia zaczęłam szczególnie mocno dbać o swoją skórę i dopieszczać ją niemalże na każdym kroku! Muszę przyznać, że jak do tej pory nie jest tak źle. Skóra faktycznie stała się bardziej sucha, wrażliwa, a w miejscach wstrzyknięć pojawiły się niewielkie zmiany, ale… jak na razie problem ten jest na tyle mały, że praktycznie go nie odczuwam!
W kolejnym poście chciałabym się skupić na tym, w jaki sposób pielęgnuję skórę i jak sobie radzę z tym problemem. Muszę tylko pokonać swojego chwilowego lenia, zebrać trochę materiałów i wziąć się za pisanie! Może komuś z Was się to przysłuży? :)
