Akademia Propagandy Społecznej / Jacek Staniszewski

Miesiąc temu gdańscy artyści w solidarności z Ukrainą zorganizowali wystawę, którą udało się pokazać na Majdanie. Teraz przygotowują kolejną akcję - na rzecz okupowanego przez Chiny Tybetu. "Chcemy pokazać, że nie zgadzamy się na cierpienie dotykające społeczności w innych częściach świata, i wyrażamy to w sposób dla nas najwłaściwszy" - mówią i zapraszają w najbliższą niedzielę na ASP do Gdańska

REKLAMA

Niecały miesiąc temu prace artystów wykonane w przypływie solidarności dla Ukrainy wywołały spory entuzjazm, najpierw eksponowane na Akademii Sztuk Pięknych, aby w krótkim czasie znaleźć się w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie. Następnie razem z trójką studentów poleciały na Majdan, a informacja o wydarzeniu odbiła się szerokim echem w polskich mediach.

Razem z Piotrem Paluchem, Eugenią Tynną oraz przedstawicielem Gdańskiej Fundacji Dobroczynności wieszaliśmy wystawę plakatów w ramach solidarności z Ukrainą. Ledwo zdążyliśmy się otrząsnąć z emocji, a już w tym tygodniu organizujemy jako Pracownia Propagandy Społecznej ASP w Gdańsku kolejną akcję, tym razem we wsparciu dla Tybetańczyków. Sztuka wizualna przez wieki zajmowała się tematami społecznymi i politycznymi, a my jako artyści poruszeni ważną sprawą mamy możliwość wyrażania się w sposób dla nas najbardziej właściwy. Marzec to miesiąc w którym obchodzimy rocznicę powstania Niepodległościowego w Tybecie, będącą dobrym pretekstem by poruszyć temat a przy okazji także ludzi. Chcemy pokazać, że nie zgadzamy się na cierpienie dotykające społeczności w innych częściach świata.

Parę dni temu mój znajomy próbował mnie przekonać, że przecież historia konfliktu chińsko-tybetańskiego jest bardzo złożona, a polityka Tybetu przez wieki była równie krwawa. Poza tym idealistyczne działania jednostki nie mają żadnego sensu...Ale przecież naszym celem nie jest uprawianie polityki i wybielanie którejś ze stron, tylko wsparcie społeczności jako narodu uciśnionego, który nie może wyrażać swoich poglądów, mówić we własnym języku, żyje w intelektualnej i fizycznej niewoli. Chcemy im pomóc, chcemy by byli wolni tak jak my. Przecież Polska jeszcze nie tak dawno zmagała się z niemal identycznymi problemami. Czy nasze głosy mają w tej sytuacji znaczenie? Wyjazd na Ukrainę utwierdził mnie w przekonaniu, że tak.

Wiemy z wiadomości jak w ciągu ostatniego miesiąca wyglądało centrum Kijowa, ze wszystkich stron otoczone barykadami (uformowanymi z tego co ludzie byli w stanie przynieść: belki z powbijanymi gwoździami, opony samochodowe, stoły, krzesła, pręty, blacha, drzwi, worki z kamieniami, a nawet powalone city-lighty). Spalone budynki i sklepy z powybijanymi szybami. W tej chwili jednak Majdan wypełniony jest przede wszystkim kwiatami składanymi w hołdzie poległym. Widziałam nastolatków i studentów w wojskowych ubraniach i kamizelkach kuloodpornych z zaciętymi minami, ich odwaga mnie onieśmielała. A w samym środku tego wszystkiego kilku aktywistów wieszających plakaty. Mimo to reakcja przechodniów była natychmiastowa- ludzie podchodzili i proponowali pomoc przy wieszaniu, mężczyzna z małym dzieckiem zaczął z własnej inicjatywy przypinać plakaty, Ci sami demonstranci, którzy walczyli na Majdanie przynieśli nam drabinę, starsi ludzie wzruszeni dziękowali. Nie było osoby, która przeszłaby obojętnie. To był prawdziwy sygnał, że takie wsparcie mimo iż nie daje materialnej pomocy naprawdę ma dla nich znaczenie. Daje siłę by dalej walczyć. Myślę, że tym co łączy obydwie inicjatywy jest właśnie ten impuls. Tybet podobnie jak Ukraina od wielu lat zmaga się z naciskiem wielkiego mocarstwa. Wydaje się, że w starciu z tak silnym przeciwnikiem nie mają szans. A przecież nam w 89 roku się udało wyzwolić spod rosyjskiego wpływu. Gdyby ludzie nie mieli nadziei, że będą wolni organizacje takie jak Students for Free Tibet już dawno przestałyby działać.

Vera King / Pracownia Propagandy Społecznej

Ciężko stwierdzić, sytuacja którego państwa jest bardziej skomplikowana. Ukraina walczy o zachowanie jedności terytorialnej i jest zagrożona ponownym wchłonięciem przez Federację Rosyjską. Dla Tybetańczyków ważne jest w tej chwili by móc normalnie funkcjonować, oraz zachować niepowtarzalną kulturę, co rząd chiński skutecznie uniemożliwia. Jednak jesteśmy tu i pomagamy- choćby dając sygnał w postaci transparentu "wspieramy was" i jestem pewna, że takie działania mają sens dopóki podnoszą na duchu choćby jedną osobę.

Tak jak poprzednio koncert rozpoczną energetyczne werble Samba Rythms of Resistance, by poprowadzić nas ku bardziej wysublimowanym dźwiękom autorstwa Ola Walickiego, Sealencium Orchestra zagra na muszlach, a teatralnie o wolności zatańczą dziewczyny z "Mam to we Krwi". Performance zaprezentuje również Aurora Lubos a to jeszcze nie wszystko! W sali wystawowej będzie można oglądać plakaty studentów wydziału grafiki poświęcone sytuacji w Tybecie, TuBaza natomiast zaproponuje nadruki w temacie wydarzenia, które zostaną wykonane na przyniesionych przez gości koszulkach/torbach etc, także nie zapomnijcie zabrać ich ze sobą! Kuratorem wydarzenia jest Jacek Staniszewski, znany trójmiejski grafiki i muzyk.

Artyści wizualni/graficy: Ola Miętus, Basia Stec, Piotr Paluch, Ksawery Kirklewski,Basia Kunicka, Ania Iliszko, Ania Orłowska, Ewelina Magda, Julia Kasprzak, Kasia Dynowska, Kasia Rzepka, Krzysztof Głażewski, Kuba Gabszewicz, Lena Ptak, Magda Kisielewska, Maja Tańska, Marianna Paszkowska, Paulina Przygoda, Szymon Sawicki, Vera King, Jacek Wielebski, Maja Tybel, Edyta Majewska, Jacek Staniszewski Grupa Performatywna "Mam To we Krwi" w składzie: Bożena Zezula, Danuta Markisz, Magdalena Sanocka

Maja Tybel Pracownia Propagandy Społecznej i Students for a Free Tibet Poland