Z Berlina zadzwoniła zaniepokojona Emigrantka: Stało się coś? Jesteś chora? - dopytując, jęła tłumaczyć swój niepokój moim milczeniem na blogu. Fakt, ostatnio nie ciągnie mnie do pisania. Nasłuchuję uważnie każdej wiadomości zza wschodniej granicy i jakoś wszystko inne wydaje mi się mniej ważne. Jakby niegodne odnotowania, jakby mi było wstyd, że moje życie toczy się tak spokojnie...
Jestem z pokolenia, w którego życiorys polityka światowa już raz wpisała zimną wojnę. Dobrze, że ów złowrogi chłód tamtego okresu w dużej części był przeze mnie nieuświadomiony. Dzięki temu miałam w siermiężnej, zniewolonej Polsce naprawdę – co dla wielu dziś może być niepojętym, by nie rzec niestosownym – szczęśliwe dzieciństwo. Tudzież młodość, której jednak nawet idealizujące przeszłość wspomnienia nie są w stanie pozbawić cienia rzucanego przez coraz bardziej krytyczny ogląd tamtej rzeczywistości. Ale byłam ledwie pół roku po studiach, gdy nadszedł Sierpień`80... Zupełnie, jakby moje pokolenie musiało uczynić zadość starej chińskiej maksymie: „Obyś żył w ciekawych czasach”!
Żyję tedy, choć coraz częściej chciałabym, żeby było odrobinę mniej ciekawie. Naprawdę zadowolę się wspomnieniem spotkania z bajkową architekturą Gaudiego i wiatru znad Cabo da Roca we włosach. Ale równie chętnie perspektywą podmiejskiej wyprawy rowerem na pohybel Panu P. i widoku Jedynaka z Rozalką z apetytem pałaszujących moje eskalopki. Niech tylko będzie spokojnie! Niechby ofiara życia złożona na Majdanie jak najszybciej przyniosła Ukrainie nowy ład, a nam demokratycznego, przewidywalnego sąsiada. I nawet jeśli – nie bacząc na groźne pomruki niedźwiedzia ze wschodu – przez moment w to wierzyliśmy, casus Krymu nakazał przypuszczać, że chyba byliśmy naiwni. Jak bardzo przekonaliśmy się 18 marca, gdy Rosja zaanektowała Krym, a prezydent Putin z butą ogłosił światu swe wielkomocarstwowe zakusy. Jego przemówienie było tak konfrontacyjne, że wyraźnie powiało zimnowojennym chłodem.
„Musimy zrozumieć, że oto jesteśmy świadkami kresu najlepszego ćwierćwiecza w polskiej historii ostatnich czterech wieków. Rozpoczął się czas tektonicznych wstrząsów” - pisze Adam Michnik I apeluje, by to docenić, ale jednocześnie nauczyć się strzec. Jak? On nie ma wątpliwości: „Bandytyzm może być zatrzymany tylko przez siłę”. Ale co to znaczy? Bo przecież nie szersze (i trochę mniej śmieszne) sankcje dla Rosji. Jeśli coś więcej, to czy na pewno młodzi Polacy, jak zapewniał w swym orędziu Donald Tusk, nie staną przed dylematem: „Bić się czy nie bić? Czy warto umierać za ojczyznę?” Emigrantka, która w kraju zostawiła dorosłego syna już do niego napisała, że dziś patriotyzmem jest przetrwać, by potem pracą służyć Polsce. A na razie zaprosiła go do siebie, zawsze to dalej od granicy z Ukrainą. Trochę się na to dictum zawstydziłam za Emigrantkę, ale zaraz stanął mi przed oczyma Jedynak... Nie, nawet nie chcę myśleć, co w razie czego bym mu powiedziała.
W razie czego? Wojny? Aż dreszcz mnie przeszedł, że to jednak napisałam! Chyba więc nieco przesadziłam z tym wstydzeniem się za spokojne życie, gdy na Ukrainie giną ludzie i kawałki terytorium. Nawet jeśli nic w tej chwili mi realnie nie zagraża, głowy na pewno nie mam spokojnej! Wstyd mi natomiast za polityków. Zrazu mówili jednym głosem, szybko jednak znaleźli się tacy, którzy ministra Sikorskiego skłonni są oskarżać o to, że Janukowycz umknął dziejowej sprawiedliwości. Ale – wychodząc z polskiego piekiełka – równie żenujący jest dla mnie David Cameron, który proponuje „rozważenie trwałego usunięcia Rosji z grupy państw G8”. Doprawdy, odwaga godna męża stanu! On z angielską flegmą rozważa, ja się po słowiańsku wkurzam, a tzw. wolny świat nie ma – póki co – pomysłu na to, jak powstrzymać imperialne zapędy Putina. I w majestacie (łamania!) międzynarodowego prawa pozwala agresorowi na kolejne ruchy. Wstyd?
To uczucie musiało dopaść wszystkich wierzących w nowy ład na Ukrainie, gdy świat obiegł film z pobicia dziennikarza telewizyjnego przez deputowanego „Swobody” za puszczenie orędzia Putina. Trudno o lepszy prezent dla Rosji, która od początku głosi, że Majdan to robota ekstremistów i banderowców! Listy obecności z Majdanu nie znam, wiem natomiast, że „Swoboda” jest partią współtworzącą rząd, który jest nadzieją Ukrainy. I nie tylko.
