Wczoraj w programie Morozowskiego "Tak jest" w tvn 24 rozmawiałem z Ryszardem Czarneckim o Ukrainie i polskich wyborach do Parlamentu Europejskiego. Na pytanie, dlaczego premier Tusk straszy wojną, odpowiedziałem, że uświadamia zagrożenia, jakie mamy przed sobą. I nie straszy! Tylko pozwala nam lepiej rozumieć okoliczności. Nie jestem pewien, czy Czarnecki chciał i mógł zrozumieć te okoliczności, bo to wymagałoby analizy i zrozumienia właśnie nie tylko problemów PIS-u, ale sytuacji Europy, Ukrainy i Polaków.

REKLAMA

Wbrew różnym opiniom o słabości Unii i Ameryki jesteśmy w środku bardzo znaczącego tygodnia dla spraw ukraińskich, także relacji USA/UE - Rosja.

Po pierwsze. Obama musi podjąć temat odświeżenia relacji z UE, bo działania Putina radykalnie zmieniają widoczny już od dawna trend, że skoro jest tak spokojnie w Europie, to można ją zostawić. W konsekwencji - nastąpi ożywienie i umocnienie roli NATO w tej części świata, choć tego już nie przewidywano.

Po drugie. Sama Europa budzi się - i powinna na nowo zdefiniować siebie, swoją solidarność, gotowość do poszerzania się i wzajemności w pomaganiu. Wielką rolę w tym procesie odgrywa Polska, i trzeba być nierozumnym i tak zapatrzonym w walki partyjne w Polsce, żeby tego nie widzieć. Ta pomroczność - jest przeciw nam, jest de facto antypatriotyczna, choć nie lubię wielkich słów.

Po trzecie. Sankcje są dotkliwe, wbrew mruczeniu polskich "gadaczy". Wystarczy zobaczyć analizy, jak dotkliwe dla Putina jest objęcie sankcjami tego " inner circle", czyli kręgu wewnętrznych decydentów. Wiceminister gospodarki Rosji sam przyznał wczoraj, że odpływ kapitału w I kwartale, to rząd wielkości ok. 60/ 70 mld euro. A procesy obniżania zaufania do Rosji nabierają dopiero rozpędu... Jak będzie dalej? Jest jasne, że to wywołać może retorsje, dlatego Niemcy są tak ostrożni, ale zarazem nikt w dzisiejszych czasach nie rozumie sankcji jako masowego uderzenia. To już nie są analogowe narzędzia, to jest cyfrowa precyzja dronów. Dlatego w powszechnej, szczególnie polskiej opinii - te ruchy sankcyjne nie są traktowane jako mocne uderzenia. Po czwarte. Szukając rozwiązania politycznego, no bo nie wojennego - Zachód musi zadbać o poprawę sytuacji na Ukrainie. Czyli wspomagać finansowo ogarnięcie kluczowych, bieżących problemów, ale i wspierać reformy( a rząd jest już wiarygodny) i otwierać nowe transze finansowego wsparcia na rzecz modernizującej się Ukrainy. Polska ma tu do odegrania niesłychaną rolę, ze swoim transformacyjnym doświadczeniem, co podkreślił Witalij Kliczko, na konwencji PO.

Po piąte. Obama będzie rozmawiał o gazie dla Europy. Ale Europa już zaczęła, z mocnej polskiej inicjatywy, rozmawiać o potrzebie uniezależnienia się od rosyjskich źródeł energii. Ta nowa polityka energetyczna Europy, budująca warunki dla wspólnych decyzji o kupowaniu np. gazu - nie jest łatwa do przeprowadzenia, i analitycy Komisji, którzy mają na czerwiec przygotować pakiet propozycji, muszą brać pod uwagę to, czy USA zdecydują się wesprzeć gazowo Europę, swoim tanim gazem. Co też jest dla nich trudne, bo efekt ekonomiczny amerykańskiego wejścia w gaz łupkowy wiąże się z obniżeniem kosztów działania firm, czyli przewagami konkurencyjnymi amerykańskich firm w świecie. Decyzja o udostępnieniu gazu Europie - będzie pomniejszała tę przewagę...

Po szóste. Dobra jest decyzja o właściwie zamknięciu instytucji zwanej G- 8. Tradycyjne G-7 spotka się w czerwcu w Brukseli. To dobry, izolujący ruch wobec Rosji Putina. Bo w tej grze, w tej nowej zimnej wojnie opartej już nie na równowadze strachu wynikającej z arsenałów broni, ale swoistej równowadze strachu wynikającej z opłacalności ekonomicznej - izolowanie polityczno-ekonomiczne Putina może zatrzymać siłę jego grania nam na nosie i carski impet najeźdźcy. Trzeba - co ważne dla Zachodu i co rozgrywa się właśnie w tym tygodniu - wypracować nowe przyczółki w tej batalii. I wracać później do kwestii integralności ziem Ukrainy, o czym wczoraj w Hadze mówił Radek Sikorski.

Sześć kluczowych punktów, dla których nie można powiedzieć, że sprawy ukraińskie - jako europejskie, jako polskie, nie są ważne dla kampanii w wyborach do Parlamentu Europejskiego.

I to po wczorajszej debacie dedykuję Ryszardowi Czarneckiemu.