REKLAMA

Mam mieszane uczucia po weekendzie z sejmowym protestem rodziców dzieci niepełnosprawnych. Nie jestem ekspertem od polityki społecznej, ale po ludzku nie mam wątpliwości, że rodziców do sejmu ściągnął żal i desperacja, a ich roszczenia są bezdyskusyjne. Wiem też, że premier złożył wstępną propozycję i poszukuje rozwiązania, więc szczerze wierzę, że już wkrótce usłyszymy nieco lepsze wieści dla rodziców. Tyle, że przekazy medialne w większości nie dotyczyły samego problemu, a raczej tego, jak politycy podchodzą do protestujących. Rozumiem, że w czasie kampanii wszystkie ruchy polityków będą obserwowane i analizowane dużo wnikliwiej. Jednak przy całym szacunku i współczuciu dla dzieci i rodziców protestujących na korytarzach sejmowych, z wyborami do Parlamentu Europejskiego mają tyle wspólnego, co protesty w Tajlandii z rewolucją na Ukrainie. Czyli nic.

Przyczyną, dla której zdecydowałem się podjąć ten temat, było pojawienie się "taśm Palikota" – czyli nagrania, na którym opowiada on o grupie rodziców protestujących w Sejmie, jako o łakomym kąsku, na którym można zbić kapitał polityczny. "To była nieprawdopodobna, kapitalna szansa do zrobienia całej kampanii do Parlamentu Europejskiego" grzmiał prezes swojego ruchu. Co ciekawe, cynizm tak zaćmił już pana Janusza, że próbuje odwracać kota ogonem i udaje, że taka jest polityka. Nie proszę państwa. Polityka nie musi taka być. Ale uprawnianie polityki opartej na wartościach jest dużo trudniejsze niż populistyczne bajania i happeningi.

Być może dla niektórych ważne są antykościelne wystąpienia Palikota. Ale dla mnie traktowanie wszystkich wiernych i księży na zasadzie odpowiedzialności zbiorowej jest nieporozumieniem. Tak samo idiotycznym jak rasizm, czy ksenofobia. Moim zdaniem każdy myślący człowiek w świetle tego co usłyszał, musi sobie odpowiedzieć na pytanie – czy przypadkiem Palikot nie oszukuje wszystkich? Wizerunek pierwszego prawdziwego człowieka lewicy nie pasuje do osoby, która instrumentalnie próbuje zawłaszczyć protest rodziców niepełnosprawnych dzieci.

Bo najgorsze u Palikota nie jest wcale to, że próbuje przebijać się jako rzecznik niektórych grup. To właśnie polityka. Ale jak często powtarzam, dla mnie polityka to rozwiązywanie problemów ludzi. Dla polskiego polityka to przede wszystkim rozwiązywanie problemów Polaków. A politycy lewicy szczególnie chętnie wrzucają na sztandary hasło rozwiązywania problemów najsłabszych grup. Szkopuł w tym, że polska lewica niespecjalnie się na tym polu sprawdza. Problem z Ruchem Palikota - czy też Twoim Ruchem - polega na tym, że jeśli obedrzeć go z happeningów i skandali, wyzwisk i obrażania kobiet, Ruch nie ma nic. Kropkę nad i postawiła rano w wywiadzie w jednej ze stacji radiowych Wanda Nowicka. Pani wicemarszałek, której jeszcze niedawno Palikot zarzucał prostytucję polityczną, broni go bez mrugnięcia okiem. I pyta czy nie jesteśmy stronniczy w ocenach, bo przecież Palikot mówił, że trzeba rodzicom pomóc dobrze, umieć się merytorycznie wypowiedzieć i zaatakować złego premiera. A to, że w tym przypadku dobrze znaczy tylko tak, żeby przebić się w mediach, co jasno wynika z jego wypowiedzi, to już mało istotny szczegół.

Nie chodzi też o bezgraniczny cynizm prezesa Twojego Ruchu. Tylko głupcy nie zmieniają zdania, a nie myli się ten, kto nic nie robi. Wprawdzie Palikot przeprosił, ale w świetle bezwzględnej dwulicowości, którą potwierdza nagranie z posiedzenia klubu, można kwestionować szczerość tych przeprosin. A po drugie, zawsze lepiej jest zachowywać się tak, żeby nie musieć przepraszać. Przyznam, że hołduję temu drugiemu podejściu.

Lecz dziś nie chodzi o to, czy Palikot przeprosi (znów) czy uda, że tematu nie było i skrucha nie jest potrzebna. Chodzi o to, że Ruch działa jedynie reaktywnie – szuka podobnych do rodziców grup i żeruje na ich problemach. Żeruje, czyli buduje sobie rozpoznawalność, zyskuje temat do komentowania w mediach, generalnie tworzy kapitał polityczny. Palikot nie kryje się z tym, że wg niego konflikt musi trwać, a premier nic protestującym nie da. Dla Pana Prezesa Palikota to właśnie jest pożądana sytuacja. A to, że brak porozumienia z premierem, to brak pomocy dla ewidentnie potrzebujących, to nie jest już żaden temat.

Takie postępowanie powoduje, że ludzie mają polityków dość. Bo przez takich Palikotów czują się oszukiwani, wykorzystywani przy wyborach, a potem porzucani. Czemu piszę o tym z taką troską? Oczywiście upadek Palikota nie jest dla mnie żadnym problemem. Uważam, że jego zniknięcie z polityki będzie czymś pozytywnym. Jednak ważniejsze jest to żebyśmy my - politycy - wzięli sobie do serca, że jeśli nie będziemy skutecznie reprezentować naszych wyborców, nie rozwiążemy ich problemów, a jedynie wykorzystamy ich żal do krytyki politycznych konkurentów, stracimy wszyscy.

Po wczorajszym przecieku Palikota nie mam wątpliwości, że tych wszystkich, którzy w wyborach oddadzą głos na jego ugrupowanie będzie można w najlepszym wypadku określić mianem naiwnych. Jednak nie zdziwię się, jeśli niektórym dużo lepiej pasować będą inne, gorsze i odnoszące się do inteligencji, określenia.