Infrastruktura sportowa i transportowa jest prawie idealna, a inwestycje strategiczne w nową infrastrukturę są na ukończeniu. Obiekty igrzysk w Myślenicach, Zakopanem i Jasnej na Słowacji mają dobre połączenie z Krakowem. Powietrze jest czyste, a warunki pogodowe w zasadzie zapewniają, że nie będzie potrzebne sztuczne naśnieżnie. Taki życzeniowy obraz Krakowa i Małopolski przedstawiono we wniosku aplikacyjnym o organizację Zimowych Igrzysk Olimpijskich w roku 2022. I to już właściwie wystarczy, żeby się skompromitować.
Kompromitacja nadejdzie szybko – z pierwszą wizytą delegacji MKOl-u. Chyba że organizatorzy przyszłych igrzysk zorganizują dla nich „chińską wycieczkę”– zamkną Zakopiankę dla ruchu, żeby rzeczywiście można było ją przejechać w dwie godziny, trawę wymalują na zielono i nie dopuszczą do kontaktu z właścicielami podhalańskich wyciągów, którzy ostatnią zimę przetrwali dzięki sztucznemu śniegowi.
Ale z punktu widzenia Krakowa i Małopolski nie to jest najbardziej skandaliczne. Pomysłodawcy ZIO 2022 w Krakowie przekonywali do słuszności projektu głównie tym, że przyznanie nam igrzysk pozwoli na skok cywilizacyjny. Dzięki ZIO traktowane przez lata przez rząd po macoszemu Kraków i Małopolska miały się wreszcie doczekać pieniędzy na duże inwestycje drogowe. Niestety, wniosek aplikacyjny pozbawia złudzeń.
Porównując ten dokument z jedynym dotąd dostępnym, czyli projektem budżetu ZIO z czerwca ubiegłego roku, gołym okiem widać, że zniknęły inwestycje drogowe wtedy uznane za niezbędne dla organizacji igrzysk. We wniosku aplikacyjnym nie ma Trasy Balickiej, tras stanowiących III obwodnicę miasta czy północnej obwodnicy Krakowa. Wypadły też 2 linie tramwajowe i modernizacja kilku kluczowych krakowskich dróg. Dla ratowania twarzy wnioskodawcy wrzucili za to dwie zupełnie nowe inwestycje: linię tramwajową Wielicka-Lipska i modernizację kolejki z centrum miasta na lotnisko w Balicach. Ale – pewnie przez nieuwagę – nie wspomnieli, że w obu przypadkach wbito już łopaty, prace trwają, a planowane od dawna inwestycje nie mają nic wspólnego z ZIO.
Kolejną ciekawą informacją z aplikacji jest ta, że wszystkie obiekty sportowe potrzebne na igrzyska (poza torem bobslejowym – bo w to by już nikt nie uwierzył) są planowane niezależnie od ZIO. Pojawia się też szaleńczy pomysł, żeby mecze hokeja mężczyzn odbywały się na nowym stadionie Cracovii. Tyle że jego dostosowanie, przede wszystkim trwałe zadaszenie, ma kosztować 200 mln zł – czyli więcej, niż kosztowała budowa samego stadionu. Wcześniej planowane przystosowanie do tego celu katowickiego Spodka miało kosztować 14 milionów złotych.
Po wcześniejszych informacjach o zatrudnianiu bez konkursu w biurze Komitetu Konkursowego Kraków 2022 osób związanych z Jagną Marczułajtis-Walczak, wyborze do przygotowania aplikacji firmy, na której ciążą zarzuty korupcyjne, wydaniu 80 tys. zł na logo, które nikomu się nie podoba czy 1,5 mln zł na spot promocyjny, który nie wiadomo czemu ma służyć, to już kolejny skandal związany ze staraniami o ZIO. Pomysłodawcy pogrążyli się na wczorajszej konferencji prasowej, mówiąc otwarcie, że nie wiedzą, ile Kraków wyda na organizację igrzysk, bo to dopiero za 8 lat. Bezcenny był obraz Jagny Marczułajtis, mówiącej, że ona nie jest od tego, żeby „siedzieć z kalkulatorem i dodawać te liczby jedna do drugiej”, tylko od tego, żeby złożyć wniosek.
Refleksem wykazał się tylko Jacek Majchrowski. Prezydent, który nawiasem mówiąc podpisał się pod wnioskiem aplikacyjnym, zapowiedział referendum w sprawie ZIO. Mimo że przed trzema miesiącami obśmiał ten pomysł na forum Rady Miasta. Zszokował w ten sposób platformianych entuzjastów igrzysk i umył ręce w przypadku coraz bardziej prawdopodobnej klęski. Winni będą radni miejscy, mieszkańcy albo Tusk – bo Majchrowski zapowiedział, że jeśli w referendum nie będzie wymaganej frekwencji, decyzję odda w ręce rządu . I w ten sposób wytrawny gracz polityczny podrzucił Platformie coraz bardziej gnijące jajo.
